Życie jest muzyką #4 Dynamika

W muzyce

To akurat taki element muzyki, który ogarnia nawet przedszkolak. Głośno – cicho. Tyle w temacie. Zespoły heavy metalowe grają głośno, a te od poezji śpiewanej cicho. To oczywiście znaczne uproszczenie. Bo zespół heavy metalowy czasami grywa ciszej. Na przykład serwując dla oddechu jakąś balladę. A i w krainie łagodności zdarza się, że ktoś łupnie z energią. Krótko mówiąc, dynamika określa siłę wydobywanego dźwięku. Dotyczy to i solisty i całej orkiestry symfonicznej razem wziętej. Słowo dynamika ma greckie korzenie sięgające słowa dynamikos. Co znaczy posiadający siłę. Ale określenia dynamiczne jakie stosuje się w muzyce to już włoska bajka. Mamy dwa zasadnicze rodzaje dynamiki (ilustruję je dwoma pieśniami maryjnymi):

– piano, czyli cicho

– forte, czyli głośno

Ale pomiędzy tymi dwoma filarami jest cała masa różnych odcieni, zjawisk i środków wyrazu. Oto najważniejsze. Ciszej od piano to pianissimo. Ciszej od pianissimo to pianissimo possibile. Ciszej od pianissimo possibile to quasi niente. Czyli praktycznie cisza. Teraz kręcimy gałką w prawo. Gitarzyści wiedzą o co chodzi. Głośniej od piano to mezzo piano. Głośniej od mezzo piano to mezzo forte. Jeszcze głośniej to znane nam forte. Kręcimy dalej i dochodzimy do fortissimo. By w końcu dotrzeć do granicy możliwości, czyli fortissimo possibile – najgłośniej jak się da. W czasach kiedy nie było prądu, wzmacniaczy i głośników muzycy byli zdani na swoje umiejętności, instrument i akustykę sali. Wtedy fortissimo possibile było do wytrzymania. Dzisiaj na koncertach ludzie tracą słuch, przytomność. Niektórzy. Zdarza się, że nawet krew się z uszu poleje. Niezależnie od tego jakie mamy zdanie na temat WHO, przytoczę fragment ich raportu dotyczącego zagrożeń związanych ze słuchaniem głośnej muzyki: Kształtujący się trend słuchania muzyki na najwyższym poziomie głośności przez dłuższy czas stanowi poważne zagrożenie. Ważne jest, by zmniejszyć głośność i ograniczyć korzystanie z osobistych urządzeń audio do mniej niż godziny dziennie. Z raportu dowiadujemy się, że grubo ponad miliard młodych ludzi narażonych jest na ryzyko trwałego uszkodzenia słuchu. Słuchamy za długo i za głośno. Podobno już 43 miliony ludzi na całym świecie żyje z wadami słuchu. Wiedzieliście o tym, że dynamika hałasu wewnątrz jadącego samochodu osobowego to 85 dB? W miarę bezpiecznie dla naszego słuchu jest jechać takim autem do 8 godzin. W miarę bezpieczne słuchanie odtwarzacza MP3 na maksymalnej głośności to 4 minuty. A koncert rockowy? To średnio 115 dB. Ryzyko uszkodzenia słuchu w takich warunkach pojawia się już po 28 sekundach (sic!). To naprawdę cud, że wciąż słyszę!

To w zasadzie wszytko jeśli chodzi o kwestie dynamiki w muzyce. Jeszcze dorzucę cztery parametry: crescendo, diminuendo, subito forte i subito piano. Crescendo to stopniowy wzrost dynamiki, diminuendo – stopniowy jej spadek. Subito forte to nagle głośno, a subito piano to nagle cicho. Nie trzeba chodzić do filharmonii żeby tego doświadczyć. Codzienność jest nimi wypełniona po brzegi. Dźwięk nadjeżdżającego auta odbieramy crescendo. Coraz słabiej płaczące ze zmęczenia dziecko jest naszym diminuendem. Wybuch miny w czasie pracy sapera to subito forte. A gdy udaje nam się w końcu wyłączyć wyjący na pół osiedla alarm w samochodzie to mamy subito piano. A jaka jest dynamika naszego życia?

W życiu

Raczej forte. Jeśli odwołamy się do greckiego znaczenia słowa dynamikos, łatwiej będzie nam zrozumieć, dlaczego człowiek woli być dzisiaj bardziej forte niż piano. Bycie głośnym ma być jakimś tam przejawem naszej siły. Bycie cichym – słabości. Głupie, ale prawdziwe. W 1991 roku na wypełnionym po brzegi Stadionie Śląskim w Chorzowie odbył się potężny koncert. Queensryche, Metallica i AC/DC. Byłem tam. Queensryche przeleciał trochę bez echa. Metallica już bardziej podgrzała temperaturę. Ale jak na koniec wjechało AC/DC, to Śląski oszalał. Nie da się ukryć – poza wszystkim innym, był to zdecydowanie najgłośniejszy koncert wieczoru. Potem od ludzi z branży dowiedziałem się, jaka jest polityka na takich imprezach. Największa gwiazda musi być głośniejsze od innych, by zgromadzona gawiedź nie miała wątpliwości kto tu rządzi. Dzisiejsze produkcje muzyczne są napompowywane ekstremalną dynamiką przeróżnymi cyfrowymi wynalazkami tak bardzo, że nawet szept lektorki potrafi rozwalić głośniki. Chcemy być Tyranosaurami, by na dźwięk naszego głosu inni truchleli. Takie są nasze sny o potędze, a dynamika naszego działania ma nam dawać wrażenie, że się spełniają. Świat jest przepełniony hałasem. Zgiełkiem. Natłokiem informacji. Tylko najgłośniejsi są w stanie się przez to przebić. Dlatego wrzeszczymy reklamami, lansem, hejtem i desperacją. Przeraża nas wizja tego, że nikt nas nie zauważy, nie usłyszy, nie doceni. I ostatecznie nie kupi. Ale nie ma obowiązku podążania tą ścieżką. Można wybrać cichą izdebkę i żyć piano. I odkryć, że cisza potrafi być bardziej dynamiczna, niż największy hałas. Bo to nie o decybele tutaj chodzi. Chodzi o dynamikę piękna, prawdy i ducha.

Inne teksty z cyklu „życie jest muzyką”:

  1. Rytm
  2. Melodia
  3. Harmonia
  4. Dynamika
  5. Agogika
  6. Artykulacja
  7. Kolorystyka