Rozeznać powołanie

W 1997 roku Jan Paweł II powiedział do młodzieży takie słowa: Nikt zatem nie może uchylić się od obowiązku codziennego poszukiwania drogi, na której Bóg sam wychodzi mu na spotkanie. Drodzy przyjaciele, zastanawiajcie się poważnie nad waszym powołaniem i bądźcie gotowi odpowiedzieć Bogu, który was wzywa, byście zajęli miejsce przygotowane od wieków dla was.

Czy wiesz jakie jest twoje powołanie?

Podstawą tego rozeznawania jest zacząć żyć własnym życiem. Rozumiesz co to znaczy? Własnym, czyli jedynym i najlepszym jakie dla ciebie zaplanował Bóg. Nie życiem swoich znajomych, celebrytów czy bohaterów telenowel. Mam wrażenie, że życiem, którym najmniej jesteśmy zainteresowani jest nasze własne. Od tego musimy zacząć. Od zachwytu nad własną historią. Taką jaka jest i taką, jaka w swej nieprzewidywalności może być. Bez porównywania. To zawsze niszczy. Porównywanie zawsze będzie wiązało się z ryzykiem wyniosłości albo kompleksów. Kluczem do zrozumienia świata jest różnorodność. Wśród rosnących na łące kwiatów nie ma lepszych i gorszych. Choć różnią się między sobą wielkością, kształtem i kolorami. Orzeł nie jest lepszy od kury. Jest inny. Do czego innego stworzony. Cudownie lata, ale jajecznicę zdecydowanie wolę z kurzych jaj. Wikary na wiejskiej parafii nie jest kimś gorszym od Papieża. Jest kimś innym. A to, że ludzie oceniają głównie w oparciu o pozycję w świecie mierzoną ilością odsłon, to już ich problem.

Trzeba pokochać własne życie, a nie zazdrościć cudzego. Trzeba je pokochać tak bardzo, żeby to inni mogli ci go pozazdrościć! I odkryć swoje powołanie. Wtedy masz szansę być szczęśliwym człowiekiem. Są ludzie obrzydliwie bogaci, piękni i uwielbiani, a jednocześnie głęboko nieszczęśliwi. Jak to możliwe? Proste: nie odkryli swojego powołania. Żyją w poprzek. Dali się zwieść jakiejś ułudzie. Jakiejś fałszywej obietnicy szczęścia. Jeszcze nie dotarli do momentu swojego oświecenia. Wydaje się, że do takiego dotarł Karl Rabener. Milioner postanowił rozdać wartą blisko 3,5 miliona euro fortunę. O swojej przemianie mówi tak: Chcę zostać z niczym. Absolutnie z niczym. Pieniądze osiągają skutek odwrotny od zamierzonego. Zapobiegają szczęściu. Rabener chce zamieszkać w małej, drewnianej chatce w górach, a majątek przeznaczyć na cele charytatywne. Wszystko zaczęło się w czasie urlopu na Hawajach, gdzie zrozumiał, jak okropne, bezduszne i zimne jest życie w pięciogwiazdkowych hotelach. Teraz ma poczucie, że jest wolny, bo poszedł za głosem serca i duszy. Albo przykład amerykańskiego miliardera Freda Nassiri, który pod wpływem spotkania z pewnym kapucyńskim mnichem doznał duchowej przemiany. Na wzór świętego Franciszka z Asyżu rozdał swój majątek ubogim i powiedział: Człowiek nie jest w stanie nosić naraz kilku garniturów i zjeść więcej, niż zdoła przetrawić jego żołądek. Dlatego bogactwo nie jest mi potrzebne, nie widzę w nim sensu. Franciszkanie po tej przemianie nazwali Freda Nassira Bratem Fredem. Czy są to próby odnalezienia własnego powołania? Na takie wyglądają.

Człowiek nie jest Bogiem

Niby oczywiste, a jednak próbuje się to dzisiaj kwestionować. Jeśli istnieje powołanie, to znaczy, że istnieje Ktoś, kto stwarza i powołuje. Zostawmy dzisiaj dywagacje z cyklu teizm vs ateizm. Ale jeżeli człowiek chce być bogiem (a chce) to znaczy, że on sam określa sobie swoje powołanie. Taki lot opakowuje się dzisiaj w hasła typu bądź panem swojego życia. Albo róbta co chceta. Aby przyjąć prawdę o tym, że jesteśmy zależnymi od Stwórcy stworzeniami, które temu Stwórcy winne są uwielbienie i posłuszeństwo, trzeba solidnej dawki pokory. A z tą dzisiaj nie jest najlepiej. Dzisiaj człowiek nie chce być nikomu posłuszny i chce, by wszyscy go uwielbiali. No i świat wywraca nam się do góry nogami. Myli nam się powołanie z pożądaniem. Odpowiedzialność z dyktaturą. Wolność z brakiem granic. Jest w tej naszej człowieczej naturze wirus stokroć silniejszy niż wszystkie koronawirusy razem wzięte. To wirus odpowiedzialny za naszą niechęć do podlegania komukolwiek. Dopóki go nie zwalczymy, nie odkryjemy naszego powołania. Jedynie złapiemy się kurczowo czegoś, co z powołaniem pomylimy.

Jak rozeznać powołanie?

Po pierwsze musimy zrozumieć, że nie ma człowieka bez powołania. Skoro Bóg kogoś stwarza, to stwarza go po coś. Pierwsze i podstawowe nasze powołanie to powołanie do życia i miłości. Z tego wynikają wszystkie inne. Jak je rozeznać? Na pewno nie karmiąc się filmikami na YT. Najpierw musisz wyłączyć cały ten medialny zgiełk i pogadać z samym sobą. Potem pogadać z Bogiem. To nazywa się modlitwą. Potem możesz pogadać z kimś zaufanym i doświadczonym. Ewentualnie posłuchać jakiegoś dobrego kaznodziei. Kiedy w sercu zrodzi się przekonanie, że to jest twoja droga, to decydujesz się nią pójść. I tyle. To dotyczy rozeznawania wszystkich powołań. I tych do stanu, zawodu, miejsca w świecie, środowiska. Nigdy nie powinno się wybierać życiowej drogi w oparciu o swoje zranienia, albo chęć ucieczki przed czymś. A z powołaniem zawsze można się minąć. Źle je rozeznać. Pamiętajmy, że mamy przeciwnika, który nieustannie pracuje nad naszymi złymi wyborami by okraść nas ze szczęścia. Przyszli kapłani swoje powołanie rozeznają w seminarium. Małżonkowie w narzeczeństwie. Z tym drugim nie zawsze było tak jak powinno. Franciszek apeluje o dojrzale i odpowiedzialnie przeżywany okres narzeczeństwa, mówiąc: lepiej nie brać ślubu od razu, niż brać go z byle powodu. Ten apel jest pewnie jakimś echem plagi nieudanych małżeństw w dzisiejszym świecie. Demon robi wszystko, by rozpadały się dobre małżeństwa. Ale robi też wszystko, by przed ołtarzem stawali ludzie, którzy nie rozeznali dobrze swojego powołania. Jak najskuteczniej chronić się przed źle rozeznanym powołaniem? Być blisko Tego, który je daje. Najpewniejsze są informacje z pierwszej ręki.