Życie jest muzyką. #3 Harmonia

W muzyce

To bardzo popularne słowo. Wiele rzeczywistości, przedmiotów, zjawisk, postaci tak właśnie postanowiło się nazywać. Nie tylko w muzyce. Harmonia. W mitologii greckiej to bogini ładu, symetrii i prawdziwej miłości. Tu nie ma zaskoczenia. Ale w tej samej mitologii jest też imieniem jednej z najad (najada to nimfa lądowych wód), matki wszystkich Amazonek. Wokół słońca krąży pas planetoid. Ta o numerze 40 okrąża lampę naszego układu w ciągu 3 lat i 151 dni. Nazywa się Harmonia. Harmonia to też imię sześcioletniej dziewczynki występującej w amerykańskim serialu animowanym Hi HI Puffy AmiYumi. Harmonia to także brazylijskie miasto w stanie Rio Grande do Sul oraz mające swoją siedzibę w Gdańsku wydawnictwo pana Józefa Częścika. Pewien chrząszcz z rodziny biedronkowatych i pewna roślina z astrowatych mają to samo imię. Harmonia oczywiście. O tym, że harmonia jest również epitetem gatunkowym, czyli naukową zasadą binominalnego nazewnictwa gatunków wspominam pro forma, bo o tym wszyscy oczywiście wiemy. W muzyce harmonia to nazwa instrumentu. Akordeonu. Potocznie zwanego też cyją albo świnią marszczoną. Harmonią nazwał się też pewien stosunkowo mało znany niemiecki zespół muzyczny oraz chór mieszany z Bydgoszczy. Ale PRZEDE WSZYSTKIM harmonia to jeden z najważniejszych elementów muzyki. Wiki wrzuca krótko – to nauka o budowie i łączeniu akordów.

Akord

Bardzo prosto wyznaczyć granicę między akordem, a melodią. Melodia to pojedyncze dźwięki wydobywane jeden po drugi w jakimś tam rytmie. Na przykład grane jednym palcem na klawiaturze fortepianu. Akord pojawia się wtedy, gdy w jednym momencie zabrzmi więcej niż jeden dźwięk. Muzyka klasyczna definiuje akord jako jednoczesne współbrzmienie przynajmniej trzech różnych dźwięków. Ale w rozrywce już od dwóch różnych możemy mówić o akordzie. Po co wymyślono akordy i to co się z nich potem klei, czyli harmonię? Wesprę się analogiami z malarstwa. Pamiętamy z lekcji plastyki jak uczyli nas, że klasyczny obraz dzieli się na plan pierwszy i ten drugi. Czyli tło. To oczywiście najprostsza klasyfikacja. Ale nam wystarczy. Matejko popełnił kiedyś Stańczyka. Chyba każdy przynajmniej raz widział ten obraz. Siedzący na krześle błazen to pierwszy plan obrazu. Jego główna melodia. Cała reszta, czyli stół z obrusem i jakimiś tam babetlami, zwisająca ciemna kotara, dywan itd. to jego plan drugi. Tło. Jego akordy. Gdyby wyciąć z obrazu samego Stańczyka i umieścić na białym tle, to tak jak byśmy z piosenki wycięli głos wokalisty i puścili bez żadnego podkładu. Albo w drugą stronę. Wycinamy Stańczyka i zostaje samo tło, sam drugi plan. To jak muzyczny podkład bez głównej melodii. Muzyka rozwijała się trzyetapowo: najpierw był rytm, potem dołożono dźwięki i zaczęto śpiewać i w trzecim etapie do tego wszystkiego dołożono tło. Harmonię.

Dur – moll

Harmonia muzyczna to bardzo poważna dziedzina wiedzy. Ludzie latami studiują jej tajniki. Od muzyki klasycznej po jazzową. W muzyce pop-rock pojawia się ona w wydaniu bardzo ubogim. Tego oczekuje kanon tej muzyki. Świetnie oddaje to pewien dowcip.

Jaka jest różnica między gitarzystą jazzowym, a rockowym? Ten pierwszy gra tysiące akordów dla kilku osób. Ten drugi gra kilka akordów dla tysięcy osób (śmiejemy się).

Uspokajam: nie będę Was zamęczał fachową rozkminą tematu. Ma być prosto i czytelnie. A nawet dowcipnie.

Muzyka, w której po uszy zanurzona jest od stuleci cała nasza cywilizacja, oparta jest na tonalnym systemie dur – moll. Wszystko co słyszymy, od muzyki klasycznej po heavy metal bazuje na tym systemie właśnie. Wcześniej był jeszcze tak zwany system modalny. Ale to tak naprawdę jeszcze nie nazwany system tonalny. Słysząc hasło system tonalny, generuje się pytanie: co to jest tonacja. I tu mam problem. Dla muzyka tonacja jest czymś oczywistym, rozpoznawalnym i zrozumiałym. Ale nie wiadomo jak to wyjaśnić. Zwłaszcza nie-muzykom. Czytałem Wiki. Niewiele z tego wynika. Spróbuję ugryźć to tak. Akordy jakiejś tonacji (jest ich sporo) to po prostu rodzina. Każdy pełni tutaj jakąś funkcję. Każdy jest inny, ale wspólnie tworzą jedną całość, sieć zależności i relacji. I jak w każdej rodzinie tak i w rodzinie akordów mamy głowę rodziny. Akord, powiedzmy najważniejszy. Najbardziej dominujący (choć akord DOMINANTOWY to coś zupełnie innego). Akord do którego zazwyczaj należy pierwsze i ostatnie zdanie. To jest właśnie akord toniczny. System tonalny ma swoje przeciwieństwo. System atonalny. Panuje w nim anarchia, nie wiadomo kto rządzi i niejasna są prawa w nim obowiązujące. Wrzucam przykład jednego i drugiego.

A o co chodzi z tym dur-moll? Świętej pamięci Jan Kaczmarek miał swoją złotą, prostą jak but receptę. Jak chciał stworzyć piosenkę wesołą zaczynał od Cdur. Jak smutną to od Amoll. W tej stworzonej z przymróżeniem oka recepcie kryje się tak naprawdę istota tego systemu. Nie są nią akademickie, teoretyczne reguły wynikające z budowy tetrachordów i ilości półtonów pomiędzy dźwiękami. Są nią nasze najprostsze odczucia estetyczne i emocjonalne wrażenia. Bo tak naprawdę to dla nich istnieje muzyka. Wiki złotą receptę Kaczmarka ujmuje tak:

Muzyka pisana w tonacji durowej posiada charakter pogodny, wesoły, w tonacji molowej smutny, smętny. Elementy nastroju wyczuwalne są przez słuchaczy podczas wykonywania utworów na koncercie.

To już mniej więcej wiemy. Harmonia w muzyce to zbudowane z akordów tło dla melodii. Dla gitarzysty harmonia to po prostu chwyty. Każda piosenka ma swoje. Znasz chwyty i umiesz zaśpiewać to jesteś gość. Harmonia może być sztuką sama w sobie. Bywa tak piękna, że nie potrzeba żadnej melodii by chciało się słuchać. Decyduje o nastroju i charakterze muzyki. Często to ona pozwala zaistnieć zupełnie przeciętnej melodii.

W życiu

Hasło życiowa harmonia dopada nas ze wszystkich stron. Wszyscy chcą ją osiągnąć. Prawie wszyscy wiedzą jak to zrobić. Ale chyba nikt jej nie ma. Tak do końca. Fajnie to ujął Olaf Lubaszenko, który właśnie wyszedł z życiowego kryzysu: Nigdy jej nie osiągamy, jednak samo dążenie może dawać satysfakcję. W punkt. To jak ze świętością. Nieosiągalna, ale walczyć warto. Do miana najlepszych fachowców w dziedzinie życiowej harmonii od zawsze aspirują wyznawcy różnych religii wschodu i filozofii z new age’owym rodowodem. Tam zazwyczaj chodzi o doświadczenie spokoju, wyciszenia, wiary we własne siły, pozytywnego nastawienia do siebie i świata. I do zaznania wewnętrznej przestrzeni, w której można łatwo ogarnąć swoje życie. Takie skarby obiecują niezliczone kursy i programy, organizowane przez niezliczone filozoficzno-religijne organizacje. Katolickie też. Czy wewnętrzna życiowa harmonia jest z chrześcijańskiego punktu widzenia owocem zakazanym? No nie. Mało tego. Programowo często new age pokrywa się z chrześcijaństwem. Więc gdzie jest różnica? Na czym polega życiowa harmonia w wydaniu chrześcijańskim? Podam przykład. Wytrawny jogin dąży do świętości, do osiągnięcia życiowej harmonii. Pragnie być doskonały. Jest przekonany, że może to własnymi siłami osiągnąć. Święty katolicki też pragnie świętości. Ale u niego jej miarą jest świadomość własnej grzeszności. I zaakceptowanie tego. I najważniejsze – źródłem życiowej harmonii w chrześcijaństwie jest zawsze Bóg. Nigdy człowiek. Jakkolwiek kontrowersyjnie to zabrzmi, wiara we własne siły ma demoniczne pochodzenie. Żeby nie być gołosłownym: Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę. Jer 17. Harmonia naszego życia nie wyklucza istnienia cierpienia. Nawet zakłada jego nieuchronność. I zaleca jego zaakceptowanie w kluczu miłości. To jest droga do chrześcijańskiej harmonii życia. Tylko tak można zrozumieć, jak możliwe jest życie w pokoju i harmonii z jednoczesną współobecnością cierpienia. Bo w światowej wizji harmonii życia miejsca na cierpienie za bardzo nie ma.

Rytmem naszego życia jest powtarzalność pewnych zjawisk i czynności. Melodią nasze emocje i relacje. A co jest harmonicznym jego tłem? Po prostu toczenie w jakim to wszystko się dzieje. Domowa atmosfera, kolor ścian, zapach kawy, muzyka dolatująca z głośnika i drzewo za oknem. I cała reszta otaczającego nas, pięknego świata.