Życie jest muzyką. #1 Rytm.

W muzyce

Wszystko wskazuje na to, że rytm jest najważniejszym elementem dzieła muzycznego. Choćby dlatego, że ma najwięcej wspólnego z czasem. A czas, to wymiar, bez którego muzyka nie istnieje. Prehistoria dorzuca swoje argumenty na poparcie tej tezy. Otóż na początku był rytm. Zanim człowiek zaczął śpiewać melodie, a tym bardziej podkładać do nich akordy, najpierw wystukiwał rytmy. Na czym tylko się dało. A najchętniej na bębenku. I ewentualnie do nich tańczył. Tak, to są właśnie początki muzyki. Rytm. To on porządkuje materiał dźwiękowy w czasie. Ustala długość dźwięków, pauz i relacji między nimi. Z pojęciem rytmu w muzyce wiąże się ściśle metrum i takt. Wyjaśnię to obrazowo. Nie wszyscy są muzykami i nie każdy musi rozumieć ten branżowy bełkot. Zresztą, sorry koledzy po fachu, ale akurat pisząc ten tekst nie myślę o was za bardzo. Takt to cegiełka muzycznej budowli. Cokolwiek by nią było – prosta piosenka, zawiła jazzowa improwizacja czy wypasiony koncert symfoniczny. Metrum określa rozmiar (może rodzaj?) taktu. Są takty na 3/4, 4/4, 5/4 itd. Jak z cegłami. Są trzydziestocentymetrowe, czterdziesto itd. Lepiej tego nie potrafię wyklarować. W muzyce występuje rytmika swobodna i ustalona. Dla przykładu. Rytmikę ustaloną ma piosenka disco polo. Rytmika swobodna ma miejsce, kiedy na koncercie muzyki współczesnej mistrz awangardy wysypuje worek ziemniaków na klawiaturę fortepianu marki Steinway. Kiedyś nie było pojęcia taktów. Muzykę dzielono na frazy. To było bardziej naturalne. Ale niepraktyczne. Dlatego wprowadzono mechaniczny podział na równe takty. Bolero Ravela ma rytmikę okresową. Bo co kilka taktów powtarza się stały motyw. Rytmika motoryczna to Enter Sandman Metalliki – jednorodny rytm Ulricha oraz drobne wartości wokalu Hetfielda i gitar Hammeta z Newstedem. Taneczną rytmiką porwie nas Michael Buble w White Christmas. Jest jeszcze coś takiego jak polimetria. To stosowanie różnego metrum (czyli różnego rodzaju taktów) w ramach jednego utworu. Jak ściana domu zbudowana z cegieł o różnej budowie. Przykład pierwszy z brzegu. Beatles Lucy in the Sky With Diamonds. Słyszycie to:

W życiu

Rytm życia. Wszechobecny. Wszystko w naszym życiu ma jakiś rytm. Od kapiącego kranu w kuchni po dwutakt naszego istnienia. Odliczajmy po cztery kapiące krople. 1,2,3,4 – i od nowa – 1,2,3,4. Właśnie te 1,2,3,4 to takt na 4/4. Ale można liczyć inaczej. Na przykład 1,2,3 – i znów – 1,2,3. Wtedy mamy takt na 3/4. Łapiecie? A dwutakt życia to jest dopiero odlot. Dwa wielkie takty naszego istnienia. Pierwszy zaczyna się akcentem poczęcia. I trwa aż do drugiego akcentu. Akcentu śmierci. Akcent śmierci rozpoczyna drugi takt naszego istnienia. Ostatni. I wieczny. Długość pierwszego taktu nie do przewidzenia. Długość drugiego nie do wyobrażenia. Rytm jest wszędzie tam gdzie jest czas. Bóg zaplanował, że rok życia będzie w metrum na 4/4 gdzie każda pora roku to jedna ćwierćnuta. Liczymy: wiosna, lato, jesień, zima – i od nowa – wiosna, lato, jesień, zima. Zwykle z kilkudziesięciu takich mniejszych taktów na 4/4 składa się nasze życie. Jest jeszcze mniejszy takt jaki zaplanował dla nas Bóg. Takt na 2/2. Doba. Dzień, noc – i znów – dzień, noc. Jak w metronomie. Równiutko, konsekwentnie i bez awarii. To ten rytm na 2/2 najbardziej porządkuje nasze bieżące życie. Budzimy się rano i zaczyna się nasz dzień. Zazwyczaj ma swój ustalony rytm. Im bardziej jest rytmiczny, tym lepiej. Toaleta, śniadanie, droga do szkoły itd. Dzień porządkuje rytm posiłków, pracy, wypoczynku, modlitwy. Jak tam sobie kto poukłada. Wieczór i noc też są rytmiczne. Ale jest spokojniej. Mniej akcentów i drobnych wartości. Raczej długie nuty. Ciepły prysznic i sen, którego rytm wyznaczają kolejne przewrotki z boku na bok. I tak w rytmie dni i lat nasze życie dobiegnie w końcu do akcentu śmierci. Potem jest fermata. To pauza o nieokreślonej długości. Wieczność.

Inne teksty z cyklu „życie jest muzyką”:

  1. Rytm
  2. Melodia
  3. Harmonia
  4. Dynamika
  5. Agogika
  6. Artykulacja
  7. Kolorystyka