Izolacja

Ludzie mówią, że się nam udało. Ale czy nie wiedzą, że się tak bardzo boimy? Izolacja. Boimy się być sami. Każdy musi mieć dom. Izolacja. Tylko chłopiec i mała dziewczynka, którzy próbują zmienić cały wielki świat. Izolacja. A świat jest małym miasteczkiem, w którym każdy próbuje nas poniżyć. Izolacja. Nie oczekuję, że to zrozumiesz. Po tym jak spowodowałeś tyle bólu. Ale w końcu nie jesteś winny. Jesteś tylko człowiekiem, ofiarą szaleńców. Boimy się każdego. Boimy się słońca. Izolacja. Słońce nigdy nie zniknie. Ale świat może nie mieć już przed sobą wielu lat. Izolacja. Autor znany.

Hurra!

Budowniczowie społecznych ładów chcieliby móc powiedzieć z czystym sumieniem to, co z dumą powiedział kiedyś Miś Kiwaczek: Budowaliśmy, budowaliśmy i zbudowaliśmy! Hurra!  Z tym sumieniem różnie bywa, ale gadają chętnie. Krzyczą właściwie. Bo hurra fajnie się krzyczy. Gdyby uwierzyć krzyczącym, to wszystkim nam się udało. Nawet jak gdzieś po drodze zdarzają się przejściowe trudności. Tak jest, wszyscy na około krzyczą hurra. Sami wygrani. Trump, Putni, Jong Un, Jingping, Tusk, Kaczyński, prawicowcy, lewicowcy, islamiści, żydzi, chrześcijanie, ekolodzy, globaliści, narodowcy. Zawsze tak było. Wszyscy mówią, że się udało. Albo, że na pewno się uda. Rozdzielamy się na grupy. Każdy idzie za jakimś hurra. Potrzebujemy go. Bo się boimy przegranej. Ten lęk to najwyższej jakości paliwo dyktatury. Każdej. I tej jawnej i tej najsprytniej zakamuflowanej. Jak jest lęk, to nie ma mowy o jedności. Jest izolacja. A Ktoś przekonywał, żeby się nie lękać. Ktoś, kto mając władzę absolutną, zupełnie nie był dyktaturą zainteresowany.

Samotność

Jesteśmy stworzeni do miłości. Dlatego taką trwogę budzi w nas samotność. Stan, kiedy nie możesz nikogo kochać i kiedy nikt ciebie nie kocha. Wegetacja. Miłość to sens istnienia. Relacja między ludźmi jest jak napięcie w układzie elektrycznym. Dajesz i bierzesz. Bierzesz i dajesz. Życio-obieg. Dom to taki świat, w którym relacja miłości ma pierwotne i najbardziej naturalne warunki funkcjonowania. Jak tu wszystko dobrze zadziała, to poza domem też powinno dobrze działać. W tych domach większych. Środowisko, miasto, kraj, świat. Każdy musi mieć dom, bo każdy musi nauczyć się kochać. Mąż i żona. Pierwsza relacja jaką Bóg przewidział dla człowieka. Baza. Z niej rodzi się kolejna. Rodzic – dziecko. Dziecko dostaje miłość od rodzica i uczy się ją oddawać. Życio-obieg zaczyna działać. Każdy musi mieć dom. Nie chodzi o ściany, łóżko czy internet. Chodzi o miłość. Bez niej jesteśmy skazani na izolację serc. Izolacja ciał to jeszcze nie koniec świata.

Jak dziecko

Mieści się w nas pewien paradoks. Chcemy być dorośli i potężni. Jednocześnie najbardziej na świecie uwielbiając opowieści, w których tryumfują obiektywnie mniejsi i słabsi. Na dobrą sprawę cała historia kultury wszelakiej bazuje na tym schemacie – wygrywa ten, kto miał przegrać. Od małego Dawida, przez Szewczyka Dratewkę na Agencie 007 skończywszy. Filmy, w których zgodnie z logiką zwyciężają mocniejsi nie jarały by nas kompletnie. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Tą zakodowaną w naszych sercach potrzebę zaskakującego zakończenia. Takiego, kiedy wygrywa nie tyle silniejszy, ale szlachetniejszy. Może szlachetniejszy to po prostu ostatecznie silniejszy? Jest taka historia, która wydarzyła się naprawdę i którą uważam za inspirację dla wszystkich pozostałych. Ktoś pozornie słabszy przegrał. Po trzech dniach okazało się, że jednak wygrał. Tak, lubimy takie historie. Ten Zwycięzca mówił coś o tym, by stać się jak dzieci. To nie jest oferta dla naiwnych. Naiwność to wiara człowieka w wystarczalność jego sił. Dziecko wie, że jest słabe i ta świadomość pozwala działać sile, która już ograniczeń nie ma żadnych. To dlatego małe dzieci zmieniają wielki świat. 

Małe miasteczko

Kurczymy się. Kiedyś człowiek nie miał pojęcia jak potężny jest świat, który go otacza. Horyzont, do którego sięgał nieuzbrojony w żadne narzędzia wzrok był kresem jego wiedzy. Dzisiaj cały świat mieści się w małym smartfonie. W każdej chwili można zajrzeć w dowolny punkt globu. Pogadać z dowolną osobą. Dowiedzieć się czegokolwiek. To władza iluzoryczna oczywiście. Z relacjami budowanymi na portalach społecznościowych jest jeszcze gorzej. A jak ktoś mi mówi, że coś wie, bo widział filmik na YouTube, to szlag mnie trafia. Świat jest małym miasteczkiem w jakimś sensie. Otrzymujemy złudzenie władzy nad nim. Władza to złe słowo. Lepsze będzie wiedza. Ale to złudzenie. Dostaliśmy te wszystkie narzędzia do rąk nie po to, by kontrolować świat. Świat ma kontrolować nas. I robi to. Ktoś wie, że czytasz ten tekst, gdzie go czytasz i jaką masz fryzurę. Ktoś wie kim jesteś, co lubisz, ile masz na koncie, gdzie bywasz, z kim się spotykasz i o czym rozmawiacie. To tylko wierzchołek. Już to jest poniżające.

Szaleńcy

Władza i szaleństwo idą w parze. Jak już ją masz, to trzeba szaleństwa by ją utrzymać i pogłębiać. Tam są lęki, chciwość i afekty o potwornej sile. Silniejszej, niż najsilniejsze chęci człowieka. Tam są wyższe cele. Tak zwana racja stanu. Tam jest inny rodzaj moralnej odpowiedzialności. Mam prawo nie oczekiwać od szaleńców zrozumienia. Zbyt wiele złego świat od nich dostał. Mam prawo do asekuracji i podejrzliwości. Nie ufam królom, prezydentom i władcom. Nie oczekuję, że będę dla nich ważny. Nie chcę się rozczarować. Stawiam na pewniaków. I nie zazdroszczę władzy. Choć jakąś tam mam. Każdy ją ma. Nad swoimi wyborami. Nad swoim zespołem, rodziną, wspólnotą. Już na tym etapie można zrozumieć, że sprawowanie władzy nie jest jakimś naszym specjalnym powołaniem. Raczej koniecznością. Ktoś Komuś kiedyś zaproponował wszystkie królestwa świata i władzę nad nimi. Propozycja spotkała się z odmową. Jest jakiś chłodny rodzaj izolacji pomiędzy tym, kto rządzi, a tym, kto jest rządzony. W jednym przypadku tylko zamiast izolacji jest totalna jedność. Da się tak rządzić, ale takie rządzenie grozi śmiercią. Tutaj też trzeba szaleństwa. Ale to jest szaleństwo miłości.

Lęk

Ktoś pozbawił mnie sakramentów, pracy, przyjaciół i zamknął w domowym areszcie. Nawet nie wiem, kiedy to się stało. I nawet nie protestowałem specjalnie. No bo to przecież dla mojego dobra wszystko. Wierzysz w to? Wszystko co się dzieje na świecie oparte jest na lęku. Lęku o to, że się zarazisz, wylądujesz w szpitalu i umrzesz. Lęku o to, że za nie – noszenie maseczki słono zapłacisz. Lęku o to, że nie będziesz miał co jeść. Lęku przed drugim człowiekiem, który jest dla ciebie zagrożeniem. Ateiści pandemiczni uważają, że to wszystko jedna wielka ściema. Mnie czasami jest wstyd za moje bezwiedne uleganie tym owczym odruchom. To prawda, boję się. Najgorsze w tym jest to, że nie wiadomo o co chodzi. Kumpel mówi – to czas zamętu. Bywało w dziejach świata różnie. Czasem znacznie gorzej. Ale jeszcze nigdy tak bardzo nie było wiadomo, gdzie jest raz. Zdania szanowanych polityków, biskupów, naukowców i lekarzy wzajemnie się wykluczają. To jest zamęt. Może świat dojeżdża do jakiegoś kresu? Stoi nad przepaścią? Może jego lata są policzone? Może. Cała nadzieja w tym, że Słońce nigdy nie zniknie.