Prywatność vs bezpieczeństwo

Walka tych dwóch pojęć toczy się od dawna, ale właśnie teraz konflikt wyraźnie się zaostrza. Jedno i drugie ma swoją armię, zwolenników, polityków i propagatorów. Konflikt się eskaluje.

W lutym br chińska firma Baidu podjęła decyzję o otwarciu (udostępnieniu) kodu sztucznej inteligencji, wspierającego działania nad rozpoznawaniem twarzy. W jakim celu? By skuteczniej rozpoznać obywateli nie noszących maseczek higienicznych w czasie epidemii. Cel szczytny – ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa. Zapala się jednak lampka ostrzegawcza. Czy to już nie za daleko posunięta inwigilacja?

Narzędzia informatyczne odgrywają coraz większą rolę w świecie ogarniętym pandemią. Do tej pory wprowadzono lub planuje się wprowadzić (w zależności od kraju) kilka takich mechanizmów:

  1. Wspomniane już rozpoznawanie twarzy osób na ulicach i miejscach publicznych,
  2. Kamery termowizyjne wykrywające podwyższoną temperaturę osób, wskazującą na możliwe zakażenie wirusem,
  3. Aplikacje w telefonie dla osób poddanych kwarantannie, nakazujące wykonanie zdjęcia selfie w otoczeniu domowym, w połączeniu z geolokalizacją (aplikacja weryfikuje czy osoba rzeczywiście nie wyszła z domu),
  4. Bransoletki dla kwarantannowiczów podobne do tych, których używa policja do nadzoru osób poddanych aresztowi domowemu.

Co kraj to obyczaj

W naszej europejskiej, zachodniej mentalności niektóre z tych rozwiązań nie mieszczą się w głowie. Stoją w oczywistej sprzeczności z ochroną prywatności jednostki, która niejednokrotnie stawiana jest i broniona mocniej niż całe społeczeństwo. A przynajmniej do niedawna stały w takiej sprzeczności. Zagrożenie całych społeczeństw w sytuacji np. epidemii rzuca nowe światło na priorytety. Jesteśmy bardziej skłonni do ograniczenia naszego prawa do prywatności na rzecz ochrony kraju, czy społeczności.

W jednej z polskich miejscowości włodarz zarządził wywieszanie na domach osób poddanych obowiązkowej kwarantannie informacji o tym fakcie. Skandal! – krzyczały osoby poddane takiemu napiętnowaniu. Czuły się dyskryminowane, a w małej miejscowości czy wiosce taki stygmatyzm jest jeszcze mocniej odczuwalny. Z kolei osoby zdrowe popierały włodarza w jego decyzji. Co na to RODO? Wyjątkowe czasy wymagają wyjątkowych metod?

Photo by Bernard Hermant on Unsplash

Co ciekawe, tego typu rozważania są zupełnie nienaturalne dla krajów azjatyckich, gdzie społeczeństwo jako całość mają dużo wyższy priorytet od prywatności jednostki. W rozmowie z doktorem Tomaszem Rożkiem dr Maciej Kawecki (doktor nauk prawnych i m.in. jedna z osób wdrażających w Polsce krajową reformę ochrony danych osobowych w związku z RODO) wyjaśnia szerzej to zjawisko. Kulturowo niektóre kraje bardziej nastawione są na ochronę społeczeństwa kosztem jednostki i rdzennie właśnie taki mechanizm jest bardziej naturalny dla ludzkości. Pierwotne modele zachowań dziś nazwalibyśmy ekshibicjonizmem.

Przykładem może być historia przytoczona przez Kaweckiego. Pewna kobieta w XVII w. wywiesiła w swoim wiejskim domku zasłonki w oknach. Za ten czyn wiejska społeczność spaliła ją na stosie za czarownictwo. Tych zaledwie kilkaset lat temu zupełnie normalny był wgląd w życie intymne sąsiadów. Może oprócz stricte seksualnej strefy, barier sąsiedzkiej inwigilacji nie było. We wsi każdy wiedział wszystko o każdym. Sytuacja zmieniła się dopiero w momencie napływu ludzi do miast, gdzie zaczęto dbać o choćby drobną przestrzeń prywatności dla siebie i swoich bliskich.

Co dalej?

Według Macieja Kaweckiego nie jest już możliwy powrót do „normalności” sprzed pandemii. Prawdopodobnie latami będziemy walczyć z wirusem. Zmienił się także „gen prywatności”, podobnie jak stało się to po 11 września 2001 w USA, kiedy zostały wprowadzone drastyczne środki bezpieczeństwa wśród obywateli. Zachodnia mentalność w podejściu do prywatności jest w Europie jeszcze silniejsza, czego wyrazem jest RODO. Wg Kaweckiego prawo to jest zbyt ostre i nie do końca ustawodawca europejski sprostał celom, jakim ustawa miała służyć. Ponadto nie jest do końca skuteczna, bo nie ma charakteru globalnego. To co w Unii Europejskiej jest bezpieczne, podczas wycieku poza nią nie podlega już żadnej kontroli. Dlatego lepiej byłoby bardziej zliberalizować prawo, ale upowszechnić je globalnie. Wiąże się to ze stworzeniem mechanizmów międzynarodowej wymiany danych osobowych oraz zmianą mentalności. Byłoby wówczas sensowniejsze.

To postulaty Kaweckiego jeszcze z czasu wdrażania ustawy. Teraz wydaje się pewne, że zmierzamy w stronę mniej restrykcyjnego ochraniania danych osobowych na rzecz bezpieczeństwa społecznego. Już teraz wprowadzamy narzędzia, które jakiś czas temu byłyby nie do pomyślenia. Będziemy jednak chcieli coś w zamian, jakiś ekwiwalent w postaci np. wyższej jakości usług, które się nam świadczy. I jak to na wojnie bywa, armie zetrą się ze sobą wraz ze swoimi argumentami, aż po bitwie opadnie kurz i nastąpi nowa rzeczywistość.

Zachęcamy do obejrzenia pełnej rozmowy w formie live’a z kanału Nauka. To Lubię.