Co to jest nadzieja? Jakie są rodzaje nadziei?

Nadzieja to oczekiwanie, że stanie się tak jak chcemy. Jest integralną częścią egzystencji człowieka.

Nadzieja dnia powszedniego

Powiadają, że nadzieja jest matką głupich. Jeśli to jest prawdą, znaczy, że wszyscy jesteśmy głupcami. Nadzieja jest integralną częścią naszej egzystencji. Jak oddychanie albo planowanie przyszłości. Bez nadziei nie da się żyć. A nadzieja może być różna. Bardzo różna. Najkrócej rzecz ujmując, nadzieja to oczekiwanie, że stanie się tak jak chcemy. To jeden z najpowszechniejszych stanów naszego serca. Dlatego napisałem, że bez nadziei nie da się żyć. Bo się nie da. Nawet pisząc ten felietonik mam nadzieję, że będzie fajny, a nie niefajny. Głupio mi wchodzić w polemikę z samym świętym Tomaszem z Akwinu, ale z jego refleksjami na temat nadziei nie do końca się zgadzam. Mistrz twierdzi:  po pierwsze nadzieja może odnosić się tylko do dobra. Szefc na to: niekoniecznie. Jeśli nosimy w sercu pragnienie zemsty, co się niestety zdarza, może zrodzić się zła nadzieja. Nadzieja na to, że komuś przytrafi się coś niedobrego. Smutne, ale prawdziwe. Mistrz twierdzi: po drugie nadzieja kieruje się do czegoś przyszłego. Szefc na to: niekoniecznie. Jesteśmy na kwarantannie. Kompletnie odcięci od mediów. Kilka dni temu nasza ukochana drużyna rozegrała mecz. Nie wiemy jaki był wynik, ale mamy nadzieję, że wygrali. Jest nadzieja, chociaż dotyczy wydarzenia z przeszłości. Mistrz twierdzi: po trzecie nadzieja to coś niełatwego do zdobycia. Szefc na to: niekoniecznie. Wchodząc do wilgotnego lasu na grzybobranie, mamy nadzieję uzbierać pełny koszyk. Osiągnąć taki efekt w takich warunkach nie jest najtrudniejszą rzeczą na świecie. Mistrz twierdzi: po czwarte nadzieja musi dotyczyć czegoś możliwego do osiągnięcia. Szefc na to: niekoniecznie. Zbawienie o własnych siłach jest niemożliwe. A jednak nadzieja nieba jest jednym z fundamentów chrześcijańskiego życia. Trochę pomieszałem nadzieję dnia powszedniego z tą eschatologiczną. Idźmy do tej drugiej. Tej ważniejszej.

Nadzieja nieba

Wracam do przysłowia. Nadzieja matką głupich. Tak sobie myślę, że to wcale nie musi być takie głupie. Znamy tą historyjkę:

Na środku wielkiego, głębokiego jeziora tonie człowiek. Wierzgając się na powierzchni wykrzykuje: Boże ratuj! Nagle podpływa do niego człowiek w łódce i rzuca koło ratunkowe. Tonący nie przyjmuje pomocy mówiąc: dzięki, ale mam nadzieję, że Bóg mnie uratuje. W końcu idzie na dno. Po tamtej stronie leci przed Boży tron i z żalem pyta: Boże, wzywałem Twojej pomocy. Dlaczego mnie nie uratowałeś? Bóg na to: a myślisz, że kto podesłał ci tego kolesia na łódce?

Bóg może posługiwać się prozą życia by zsyłać nam transcendentną pomoc. Nadzieja kogoś, kto nie bierze takiej opcji pod uwagę może być głupią nadzieją. Tak czy inaczej nadzieja, która wykracza poza próg doczesności to fundament wszystkich innych. I jedyna, która zawieść nie może. To jest udowodnione. Każda inna nadzieja dnia powszedniego z natury jest zawodna. W naszych sercach rodzą się tysiące mniejszych i większych nadziei, ale każda z nich obciążona jest ryzykiem niespełnienia. Z jednego prostego powodu: to nie my jesteśmy panami naszego życia. Tak naprawdę nie mamy władzy ani nad jednym atomem wszechświata, ani nad jedną sekundą nieskończoności. A to, że czasami w życiu wydaje nam się, że taką władzę mamy, to tylko złudzenie. Bóg w swej łaskawości daje nam to czego pragniemy. Wtedy czujemy się panami życia. Ale jak dopuszcza coś, czego bardzo nie chcemy, wali nam się cały świat. I doświadczamy jak bardzo krucha jest ta nasza ludzka nadzieja. Właśnie tego doświadcza świat dzisiaj. I nie ma nic głupiego w nadziei, która może się nie spełnić. Taka nadzieja to cecha ludzi wytrwałych. Takich, którzy mimo porażek uparcie dążą do celu. To oni są autorami jednego z najbardziej znanych haseł motywacyjnych: dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!  Nadzieja ostateczna, nadzieja zbawienia daje nam siłę by wędrować drogą usianą niespełnionymi nadziejami dnia powszedniego. Nadzieja zbawienia jest pewna, bo nie daje jej nam człowiek ze swymi ograniczonymi możliwościami. Jej autorem jest Wszechmocny. Fakt zmartwychwstania rozwiewa wątpliwości. Mocą Jezusa jesteśmy w stanie wrócić z cmentarza. Pięknie pisze o tym Benedykt XVI w swej encyklice o nadziei Spe Salvi:

W nadziei już jesteśmy zbawieni. Odkupienie, zbawienie, zgodnie z wiarą chrześcijańską, nie jest jedynie zwyczajnym wydarzeniem. Odkupienie zostało nam ofiarowane w tym sensie, że została nam dana nadzieja, nadzieja niezawodna, mocą której możemy stawić czoło naszej teraźniejszości: teraźniejszość, nawet uciążliwą, można przeżywać i akceptować, jeśli ma jakiś cel i jeśli tego celu możemy być pewni, jeśli jest to cel tak wielki, że usprawiedliwia trud drogi.

Wiara, nadzieja, miłość

Zawsze zastanawiałem się o co chodzi z tymi trzema fundamentalnymi cnotami chrześcijańskiego życia. Największy problem miałem z rozróżnieniem wiary od nadziei. Dla mnie to było mniej więcej to samo. Wierzyć, że tak się stanie i mieć nadzieję, że tak się stanie. Tak myślałem. Trochę latek przybyło, poczytałem trochę mądrych książek. Teraz rozumiem to tak: wierzymy w Boga, który jest Miłością, Alfą i Omegą, Wszechmogącym. Bez tej wiary nie ma sensu przechodzić do kolejnych punktów. Mamy nadzieję na spełnienie Bożych obietnic. A skoro to są Boże obietnice, to ich spełnienie jest gwarantowane. Miłość powinna być podstawowym programem naszego serca, o ile na poważnie traktujemy Boga i jego obietnice. Z drugiej strony sam Benedykt XVI w cytowanej wyżej encyklice zawarł rozdział pod tytułem Wiara jest nadzieją:  

Zanim podejmiemy te nurtujące nas dzisiaj pytania, musimy uważniej wsłuchać się w świadectwo Biblii o nadziei. Nadzieja rzeczywiście stanowi centralne słowo wiary biblijnej — do tego stopnia, że w niektórych tekstach słowa wiara i nadzieja wydają się być używane zamiennie i tak List do Hebrajczyków z wiarą pełną ściśle łączy niewzruszone wyznanie nadziei.

Wgryzanie się w teologiczne niuanse to nie moja specjalność. Zostawiam to fachowcom. I jeszcze raz przepraszam Mistrza z Akwinu za śmiałość posiadania odmiennego zdania. A konkluzja z moich refleksji była by taka: bez nadziei nie da się żyć. Nawet w tak beznadziejnych chwilach jak teraz. Ta nadzieja wbrew beznadziei, wbrew cierpieniu i śmierci to znamię, które w sercu człowieka wyrył Bóg. Nawet jeśli tego nie jesteśmy świadomi. To On jest największym specjalistą od nadziei wbrew beznadziei. To On swoim aktem miłości wygenerował powiedzenie o tym, że nadzieja umiera ostatnia. Choć ta prawdziwa umiera tylko na niby.