Zakończenie wolontariatu na Madagaskarze

21. marca zakończyłam planowo swoją pracę w Maritsiriry. Przez ostatnie miesiące miałyśmy dużo pacjentów z malarią, od początku roku przyjęłyśmy dwa szczęśliwie zakończone porody, w tym jeden „uliczny” ;), a w lutym obchodziliśmy z mieszkańcami buszu Dzień Chorego. Ku naszej radości, odwiedzili nas także ojcowie Prowincjałowie z Kanady i Madagaskaru w towarzystwie o. Krzysztofa. W międzyczasie odwiedziłam też miejscowość Masomeloka, która skradła moje serce ❤️. Jest ona położona między kanałem wodnym a oceanem. Będąc u Oblatów miałam też okazję pójść do miasta na kilka wizyt patronażowych po porodzie, uczestniczyć w spotkaniu młodych, konferencji o obronie życia i przeprowadzić kilka nietypowych rozmów z młodzieżą na ławeczce przy domu Ojców.

Siostry wraz z całą wspólnotą Maritsiriry przygotowały dla mnie wzruszające pożegnanie, które rozpoczęło się już kilka dni wcześniej „imprezą” w przychodni, przez pokaz artystyczny młodzieży w piątek wieczorem, a skończywszy w sobotę na pięknej Mszy świętej pod przewodnictwem o. Krzysztofa i wspólnym obiedzie. Teraz czekał mnie wyjazd do stolicy i trzy tygodnie na zachodnim wybrzeżu, gdzie miałam zobaczyć inne placówki oblackie.

W tych samych dniach dotarła do nas informacja, że wirus dotarł także na Madagaskar… Pomieszał nam bardzo plany, ponieważ, gdy dojechaliśmy do stolicy, władze podjęły decyzję o zamknięciu miasta i odwołaniu wszystkich lotów na miesiąc. Przez dwa tygodnie odbyliśmy więc z misjonarzami przymusową kwarantannę, ale za to codziennie mieliśmy Mszę świętą, często wspólne gotowanie i czas na odpoczynek od pracy.

Nie napisałam nic o planowaniu mojego powrotu, ale do ostatniej chwili była to wielka niewiadoma. Ostatecznie dostałam informację, że planowany jest specjalny lot ewakuacyjny do Francji dla Europejczyków. Ojcowie ze stolicy i o. Dominik stawali na głowie, żeby mi pomóc i w efekcie dotarłam dziś rano do Paryża. Nocuję u Sióstr Nazaretanek, a w środę autokarem jadę do Wrocławia, jak Bóg pozwoli 😀

W tym wszystkim, co się wydarzyło, naprawdę widzę, że Bóg się troszczy o każdy szczegół i że jest Ojcem, który uprzedza potrzeby dziecka, bo ostatecznie wszystko układa się na moją korzyść, naprawdę. Niedawno też się dowiedziałam, że po moim wyjeździe siostry zamknęły przychodnię ze względu na wirusa. To bardzo przykre, jednak, gdybym swoją misję planowała trochę później, prawdopodobnie byłabym zmuszona do wcześniejszego powrotu.

Kochani, zaczął się Wielki Tydzień, więc życzę Wam i sobie, abyśmy go dobrze przeżyli. Każdy ma jakąś swoją kwarantannę, niech to będą dobre rekolekcje, które nas przygotują do przejścia z Panem tajemnicy naszego zbawienia tam, gdzie jesteśmy, abyśmy naprawdę doświadczyli zmartwychwstania naszej codzienności.

Serdecznie Was pozdrawiam! Pax

Krysia