Rozmowy o śmierci nie mogą być… śmiertelnie poważne

Amerykanie nie lubią mówić o śmierci. Od lat banalizują jej obraz w Hollywood. Również w Polsce nie jest to temat poruszany przy niedzielnym obiedzie. Jednak zdaniem ekspertów nie ma lepszego czasu na pogłębione dyskusje o sprawach ostatecznych niż czas pandemii. Warto mówić o swoich obawach i lękach – uważa Anita Hannig, profesor antropologii śmierci i procesu umierania z uniwersytetu Brandeisa w Waltham w stanie Massachusetts.

Jej zdaniem takie rozmowy powinno się inicjować w atmosferze spokoju i zrozumienia, bez nadmiernego humoru, ale też nie… śmiertelnie poważnie.

Najgorszą rzeczą jest wypieranie rzeczywistości – mówi Hannig.

Zaznacza, że profesjonalizacja przemysłu pogrzebowego w ostatnich stu latach spowodowała ogromny dystans między żyjącymi a umierającymi. Gdy ostatnie chwile człowieka zostały przeniesione do szpitali, a pogrzebem zajmują się firmy, śmierć przestała być doświadczeniem, które działa na zmysły współczesnego człowieka, stała się tematem tabu – wyjaśnia badaczka.

Jej zdaniem konsekwencje niemówienia o odchodzeniu mogą być fatalne i spowodować trudne do odwrócenia urazy psychiczne. Dlatego tak ważne jest w tym czasie podtrzymywanie silnych związków z innymi i poważne, szczere rozmowy. Telefony i maile do osób starszych, to teraz nasz społeczny obowiązek – wyjaśnia Hannig.

Źródło: Vatican News / Łukasz Sośniak SJ