Jak nie marnować czasu?

Kiedy nasze cztery ściany stają się całym naszym światem, to co wtedy? Więzienie albo bezludna wyspa to sytuacje, których raczej nigdy nie chcielibyśmy zaliczyć. Tak myślimy, kiedy żyjemy na tak zwanej wolności. Ale czasami ta wolność zostaje nam ograniczona. Jak teraz. W ciągu kilku dni na teren naszego życia wkroczył okupant, który wprowadził swoje zasady gry. Nagle nie możemy się spotykać z naszymi bliskimi i znajomymi. Dzieci nie mogą chodzić do szkoły ani na place zabaw. Wypady do kina, albo na koncerty też odpadają. Nawet do kościoła na Mszę nie wolno. W naszym katolickim podobno kraju to jest normalnie szok. Wielu z nas nagle, z dnia na dzień zaczęło drastycznie mniej zarabiać. Albo w ogóle przestało zarabiać. To co jeszcze wczoraj wydawało się być oczywistą oczywistością, niezbywalnym prawem, czymś co zawsze mieliśmy pod ręką, a co nie zawsze potrafiliśmy docenić, dzisiaj zostało nam odebrane. Jak to się stało, że tak się stało? Zanim się dowiemy (o ile w ogóle się dowiemy), najpierw musimy się nauczyć żyć w tej nowej sytuacji. Na szczęście człowiek ma taką cudowną właściwość, że potrafi się adoptować do okoliczności. Jak Tarzan, Robinson Crusoe albo na przykład rodzinka z filmu Cisza. Czy z tej globalnej kwarantanny możemy mieć jakieś korzyści? Więcej niż nam się wydaje.

Relacje

To najczęściej słyszę od moich znajomych, którzy mają rodziny. Że teraz nareszcie mają czas dla współmałżonka i dzieci. Chcąc nie chcąc, ci którzy dosłownie stosują się do ogólnonarodowej akcji #zostańwdomu spędzają ze swoimi najbliższymi 24 godziny na dobę. A nie kilka godzin jak do tej pory. Ze wszystkimi tego plusami i minusami. Większość dzieciatych rodzin musiało przestawić się na homeschooling. Uczenie własnych dzieci nie jest łatwą sztuką. Ale w budowaniu relacji bezcenną. Dochodzi do tego studiowanie na najlepszym Uniwersytecie Cierpliwości jaki istnieje. Jest jeszcze jedna korzyść. Można sobie odświeżyć trochę wiedzy, która, co tu dużo gadać, mogła przez lata nam się ulotnić. Bycie z najbliższymi osobami 24 godziny na dobę zmusza nas do budowania relacji na serio. Bez załatwiania ważnych spraw zdawkowymi sms-ami albo fotkami wrzucanymi bezwiednie na WhatsUp’a. Tutaj trzeba, że tak się wyrażę, zajrzeć problemowi prosto w oczy. To wielkie błogosławieństwo narodowej kwarantanny. Nie jedyne.

Krzepa

Przed pandemią, kiedy niby było tak super, zapięci w nasze zawodowe homonta, oraliśmy ile wlazło. Zawodowa kariera, finansowy komfort i prestiż. Byliśmy w stanie za to oddać wszystko. Nie tylko jakość naszych relacji z najbliższymi. Również zdrowie. Jasne, jest procent społeczeństwa, który ma bzika na punkcie swojego ciała. Ale myślę, że dla większości gimnastyka nóg podczas naciskania pedałów w samochodzie i palców podczas pisania na komputerze była główną rekreacją. Teraz przychodzi refleksja. Wiem to z autopsji i z rozmów. Ludzie zaczynają ćwiczyć. Nie tylko dlatego, że mają więcej czasu. Również dla zabezpieczenia się przed wirusem w koronie. Dowiedzieli się nagle czegoś, co było wiadome od dawna. Aktywność fizyczna (może nawet bardziej niż odżywianie) podnosi odporność naszego organizmu. A im organizm odporniejszy, tym koronawirus bezradniejszy. Więc ruszajmy się. Biegajmy, jeździjmy na rowerze, spacerujmy. Jeśli się da. Bezpiecznie. W bezludnych miejscach. Jak się nie da, to w domu. Gimnastyka z instruktorem na YT. Nic prostszego. Ja mam taki patent. Rowerek stacjonarny. Siadasz, przed sobą ustawiasz tablecik, a na uszy wciągasz słuchawki. Odpalasz jakiś dobry film albo koncert. I jedziesz. Rewelka. Absolutnie polecam. Jest ruch, jest kultura. Jest życie.

Pożywienie

Jak już mamy więcej czasu i większą uwagę zwracamy na zdrowie, to zastanówmy się też nad naszym odżywianiem. Różnie z tym bywa. Na szczęście koronawirus nie przenosi się drogą internetową, więc możemy surfować bezpiecznie. Poczytajmy o tym co powinniśmy w siebie wrzucać, by zrobić sobie dobrze. To też nie jest żadna tajemnica. Tylko teraz mamy postój i jest czas by nad tym się pochylić. Mamy warzywa, mamy owoce, mamy sklepy ze zdrową mąką i miodem płynące. Piekliście kiedyś chleb? Ja tak. Czad i tyle. Jak dobrze to ogarnąć, to nie tylko może być smaczniej i zdrowiej. Ale i taniej.

Pasje

Na to też w tak zwanej normalności nie mamy czasu. Bo zawsze jest coś. Racja, są pasje, które teraz trzeba odpuścić. Typu mecze piłki nożnej albo podróżowanie po świecie. Ale takich, dla których nie trzeba wychodzić z domu są setki. Wreszcie można czytać książki. Nie wiem jak u Was, ale ja do tej pory nie mogłem czytać. Nie to, żebym miał zakaz, ale nie byłem w stanie wykroić czasu. Kiedy ostatnio grałem w karty? Dawno temu. Szachy. Sezon fajnego serialu. Powiadają, że faceci w kuchni są najlepsi. Sorry Magdalena Gessler. Panowie, jest szansa to udowodnić. Zawsze zazdrościłem biegłości w angielskim. Z tym też jest szansa teraz coś zrobić. Książkę nie tylko można przeczytać. Można ją też napisać. Można się nauczyć tańczyć. A nuż się kiedyś przyda. Można się nauczyć grać na jakiejś klawiaturze. Albo na strunach. Uwaga, wchodzimy na mój teren. Mi jako gitarzyście odpadły wszystkie koncerty i lekcje 🙁  Mam plan, jak wielu innych moich kolegów, by spróbować swoich nauczycielskich sił on-line. Co niniejszym wstępnie zapowiadam. Sorry za kryptoreklamę 🙂 I powiem Wam coś jeszcze. W tym czasie mam czas na coś, co jest moją wielką pasją. Na gitarę! Mogę sobie po prostu pograć i poćwiczyć poza wszystkimi zawodowymi projektami i zobowiązaniami. Jak Pan Bóg przykazał. No właśnie, Pan Bóg.

Bóg

To też mówi bardzo wielu moich respondentów. Ludzie modlą się trzy razy więcej niż dotychczas. Czuję podskórnie, że naszej wierze i życiu Kościoła ten trudny czas wyjdzie na dobre. Eucharystię przeżywamy na kanapie przed telewizorem. Wiadomo, głód Jezusa obecnego w Chlebie i Winie będzie się wzmagał. Czujecie co to będzie, jak znów wszyscy pójdziemy do Kościoła i z rąk Kapłana przyjmiemy Boga? Może bardziej docenimy to, co teraz wydaje się utracone. Jest wiele takiego błogosławionego zatrzymania i zastanowienia nad istnieniem. Takiego fundamentalnego. Widzimy, że to co dotychczas było całym naszym życiem zawaliło się zupełnie. Widzimy jak krucha jest materia i biologia. Czujemy, że to nie jest to, o co chodzi. Że to nie jest to życie , do czego człowiek jest ostatecznie powołany. I że człowiek tak naprawdę jest słaby. To czas, kiedy możemy tego boleśnie doświadczyć. To czas wielkiej modlitwy. Takiej, na jaką do tej pory nie było nas z jakichś powodów stać. A Bóg zerka z góry pytając: i co, da się?