Dylemat wagonika vs koronawirus vs Joker. Moralna zagwózdka

Gosc.pl opublikował ciekawy artykuł przedstawiający walkę z koronawirusem w świetle znanego dylematu moralnego, tzw. dylematu wagonika.

Sam model dylematu wagonika mówi o tym, że jakiś psychopata przywiązał do torów pięciu ludzi i puścił na nich pędzący wagonik kolejowy. Można ich uratować tylko poprzez przestawienie zwrotnicy, ale jest kruczek. Na drugim torze przywiązana jest jedna osoba. Czy pociągniesz dźwignię i zdecydujesz o śmierci jednego człowieka, żeby uratować pięciu?

Podobny eksperyment przeprowadził Joker w „Mrocznym rycerzu”, gdzie na dwóch promach morskich zainstalował ładunki wybuchowe. Jeden prom przewoził cywilów, a drugi kryminalistów z zakładu karnego. Na każdym promie był detonator, żeby wysadzić ładunki z drugiego promu. Jeśli nikt nie naciśnie guzika, oba promy wylecą w powietrze. Plan wziął w łeb, bo ludzka moralność zatriumfowała i nikt nie zdecydował się na odebranie życia osób z drugiej łodzi, a Joker został powstrzymany przez Batmana. Klasyczny dylemat wagonika nie ma jednak happy endu.

Koronawirus wagonikiem?

Zasadniczo, intuicja dobrze podpowiada, że należy wybierać mniejsze zło. Tym samym kluczem kierują się generałowie w czasie wojny, poświęcając często małe oddziały, żeby ratować odwrót całej armii itp. Ale problem z wagonikiem jest taki, że w społeczeństwie nie każde ludzkie życie jest sobie równe. Nie jest to wybór 5 do 1. Co jeśli ta jedna osoba ma wiedzę i umiejętności, żeby ocalić np. kilkadziesiąt? To oczywiście nie jest chrześcijańska idea, ale niestety rzeczywistość. Zanim to shejtujesz wiedz, że takie wybory na co dzień podejmują lekarze we Włoszech, gdzie przyjmuje się do szpitala tylko osoby o największym prawdopodobieństwie wyleczenia! Myśląc o tym oddychamy z ulgą, że nie musimy na co dzień podejmować takich decyzji. Jednak czy rzeczywiście?

Wariantów tej moralnej gimnastyki jest całe mnóstwo. Ciężko traktować to pytanie inaczej niż tylko jako teoretyczną łamigłówkę, bo żaden moralista, ani etyk nie wypowie się wiążąco bez konkretnych szczegółów sytuacji. Aktualnie jednak na tapecie jest dość konkretne pytanie. Jeśli przyjmiemy, że na jednym torze związana jest cala gospodarka, a na drugim w większości „tylko” starsi i osłabieni obywatele, to czy bardziej etyczne jest poświęcenie gospodarki dla ich ratowania? Żeby było trudniej, pamiętajmy, że przejechanie gospodarki też ma wymierne skutki w ostatecznie zmniejszonej wydolności do badań lekarskich i naukowych i w konsekwencji też zwiększa śmiertelność w „spokojnych czasach”.

Pytania pomocnicze

W artykule na gosc.pl pojawia się szereg pytań, które pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi.

  1. Czy w sytuacji ratowania starszych i słabych, kiedy dalej pracują i tak lekarze i kluczowe dla gospodarki osoby, to czy narażeni na chorobę nie poumierają, i i tak w konsekwencji wykoleimy naszą gospodarkę?
  2. Czy przejechanie po torze z gospodarką, na pewno ją zabije? Może tylko osłabi, a wtedy nie ma wątpliwości, że trzeba ratować ludzi, bo życie jest cenniejsze niż dobrobyt.
  3. Czy jeśli zdecydujemy o śmierci starszych i słabych, by ratować gospodarkę, miejsca pracy i kraj, to staniemy się wykolejeńcami moralnymi?
  4. A może gospodarka światowa to i tak już „staruszek na amfetaminie”, jak nazwał ją prof. Piotr Rieske, biotechnolog i analityk medyczny, autor tekstu? W takim razie i tak jej przeorganizowanie jest konieczne i wirusowi powinniśmy podziękować?

Póki co, dylemat jest pusty, bo nawet Wielka Brytania, która początkowo opowiadała się za koncepcją „odporności stadnej”, teraz w panice uruchomiła środki bezpieczeństwa i izolacji. Chyba wszystkie kraje, bez wyjątku, decydują się na spowolnienie epidemii przy jednoczesnym zahamowaniu gospodarki. Polski premier też opowiedział się za optymalną drogą możliwie intensywnego ratowania życia przy jednoczesnym wsparciu gospodarki.

Ufając Bogu, kierujemy się do Ewangelii i czytamy, że „po owocach ich poznacie”.