„Ja ciebie nie potępiam”. Rozmowa o aborcji

Niedaleko Poznania, w dniach 6-8 marca odbyły się rekolekcje „Winnica Racheli” dla osób, które bezpośrednio bądź pośrednio uczestniczyły w aborcji i są dotknięte jej bolesnymi skutkami. To dobry pretekst by porozmawiać z jedną z organizatorek wydarzenia, Agnieszką Lewandowską i przybliżyć ten trudny temat. Czym są tegoroczne rekolekcje „Winnica Racheli”, przybliża misyjne.pl.

Są to rekolekcje, a nie warsztaty, choć zawierają elementy pracy indywidualnej i grupowej. Uczestnicy mają szansę opowiedzieć swoją historię, niektórzy po raz pierwszy w życiu. Jest to możliwe, bo znajdują się w gronie, w którym nie czują się odrzuceni. Całe rekolekcje oparte są na pracy z Pismem Świętym. Rozpoczynają się sceną, w której Jezus mówi do kobiety cudzołożnej: „Ja ciebie nie potępiam”. I to jest moment, w którym każdy z uczestników mówi jeden do drugiego: „ja ciebie nie potępiam”.

To jest ogromnie ważne, niesamowite błogosławieństwo, ponieważ każdy przyjeżdża z ogromem nie tylko poczucia wstydu, ale także poczucia niegodności. To ogromna blokada w sercu, emocjach i w psychice. Pracując na kolejnych scenach biblijnych, łagodnie dochodzimy do momentu, w którym uznajemy dzieci nienarodzone i uznajemy, że są w niebie. Czasami to nie jest jedno dziecko, czasami okazuje się, że nie narodziło się ich nawet kilkoro.

Jakie są najczęstsze powody, dla których kobiety decydują się na zabieg aborcji?  

Gdy jest już gotowość mówienia o swoich dzieciach, dowiadujemy się o sobie nawzajem, jak do tej decyzji doszło. Okazuje się, że wszystkie te historie są niezwykle tragiczne. Decyzja o aborcji nigdy nie jest decyzją jednej osoby i, co ciekawe, nie jest to decyzja impulsywna. Często są podejmowane pod presją i na ogół ze względu na brak wsparcia bądź poczucie zagrożenia, jak np. utrata miejsca zamieszkania, prestiżu czy w ogóle bycia częścią rodziny. Znamienne jest to, że poczucie winy towarzyszy w zasadzie przez cały czas.

Czasami przychodzi tuż przed samym zabiegiem lub połknięciem tabletki. Jednak to moment, w którym kobieta nie może już sobie pomóc, nie czuje się na siłach, by temu zapobiec. Trudno to nazwać, ale to tak jakby ta kobieta już nie decydowała za siebie. W prawie każdej historii powtarza się, fakt, że w tym trudnym momencie nie ma przy nich osoby, która by udzieliła wsparcia, była blisko lub choćby powiedziała „poczekaj, zastanów się, nie musisz wcale tego robić, pomogę ci”.

Co oprócz uznania dziecka i świadomości, że jest w niebie, pomaga w procesie uzdrowienia? 

Na pewno obecność innych osób w podobnej sytuacji. To jest przełomowe, uczestnicy nie czują się osamotnieni. Grupa nie jest nigdy duża, to maksymalnie 12-13 osób, z którymi pracujemy. Pozwala to mieć czas dla każdej osoby, w pełni zainteresować się każda historią. Nikt nie czuje się w żaden sposób pominięty. Staramy się, aby każdy poczuł się bezpiecznie i dobrze. Uczestnicy w ciągu zaledwie kilku dni poznają się i czują bliskość wspólnoty, która wspiera. Jedną z przemian, która się dokonuje, jest sposób wypowiadania się o swoim nienarodzonym dziecku. Zazwyczaj na początku kobiety mówią „byłam w ciąży”, a wyjeżdżają, mówiąc o swoich dzieciach „moja kochana Marysia, kochany Krzysiu”.

Trzeba zaznaczyć, że na rekolekcje przyjeżdżają nie tylko kobiety, ale i ojcowie tych dzieci, a nierzadko także rodzeństwo, jako osoby, które syndrom poaborcyjny dotknął pośrednio. Kobiety i mężczyźni przeżywają nieco inaczej i ta perspektywa, którą przedstawiają mężczyźni, bardzo pomaga kobietom im wybaczyć. Gdy kobieta słyszy, że mężczyzna też to ciężko przeżył: na przykład to sfinansował i też czuje się z tym okropnie, też cierpi na depresję, też przeżywa latami. Bywa, że nie jest w stanie obdarzyć miłością swojej żony czy być troskliwym dla narodzonych dzieci.

Photo by Jen Theodore on UnsplashSyndrom poaborcyjny objawia się tylko depresją? 

Niektórzy określają to mianem pustki, tak jak by zniknęła jakaś część ich życia. Nic nie jest w stanie im tej pustki wypełnić i zawsze w tych osobach pozostanie jakiś smutek. Czasami latami ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że wynika to właśnie z doświadczenia aborcji osobiście lub w rodzinie. Czasami jest tak, że ludzie usłyszą o rekolekcjach „Winnica Racheli” i nagle uświadamiają sobie, co jest przyczyną tej nienazwanej pustki. Rekolekcje to czas, w którym każda osoba może bez przeszkód wyrazić swoje uczucia, swój żal, a nierzadko i złość. To jest potrzebne. Potem jest moment, w którym pojawia się własna chęć przebaczenia i to jest początek procesu uzdrawiania. Przebaczenie jest kluczowym elementem uzdrowienia serca. Uczestnicy poprzednich edycji mówili wprost „kamień mi z serca spadł”, „mogę wreszcie zacząć myśleć dobrze o drugim człowieku”, „poradzę sobie z tym”.

Kto prowadzi te rekolekcje? 

W zespole jest doświadczony terapeuta, są osoby, które bezpośrednio doświadczyły aborcji i one także pomagają uczestnikom, którzy mogą im zaufać, ponieważ wiedzą co przeżywają. Jest też oczywiście kapłan, który może uczestniczyć w całości, jednak nie zawsze jest taka możliwość. Kapłan jest obecny podczas sprawowania sakramentów, w sobotę wieczorem, gdy sprawowany jest sakrament pojednania i w niedzielę podczas nabożeństwa żałobnego, a potem mszy św. upamiętniającej nienarodzone dzieci i w intencji wszystkich uczestników.

Czy rekolekcje odbywają się także w innych miejscach? 

W Polsce działają obecnie cztery zespoły: w Poznaniu, w Warszawie, w Koszalinie i w Piwnicznej koło Nowego Targu. Rekolekcje odbywają się cyklicznie i modlimy się o to, aby dzieło „Winnicy Racheli” trwało, aby każdy szukający pomocy, zrozumienia i uzdrowienia mógł w nich uczestniczyć.

Na koniec chciałabym dodać, że uzdrowienie to proces. Jezus, którego obecność jest żywa i prawdziwa przez ten święty czas rekolekcji, uzdalnia nas do tego, aby uwierzyć, że On kocha każdego z nas i wybacza. Jezus przywraca godność dziecka Bożego i mocą Jego miłości pozwala poczuć pokój w sercu, ulgę, radość i wkroczyć w nowe życie. 

Źródło: misyjne.pl / https://misyjne.pl/ja-ciebie-nie-potepiam-rozmowa-o-aborcji/