Wspomnienia z pieszej wyprawy - plecak doświadczeń

Wydaje się, że w wędrówce jest coś, co rozpala nie tylko wyobraźnie. Nie tylko widoki chłonie się całym sobą. Niosąc swoje radości, niepokoje i górę sprzeczności, przychodzi w pewnym momencie przesilenie, moment w którym wspinając się lub wędrując wszystko w sercu narasta i dochodzisz do jakiejś swojej granicy, ściany, nazywasz ją po imieniu, dostrzegasz, że nie możesz dźwigać tego wszystkiego sam. Wtedy robi się pięknie gdy po walce jest miejsce dla Boga. Jakaś niewymowna ulga i świadomość, że cały ten „plecak” doświadczeń jest lżejszy. To wyzwala. Dzięki temu życie jest trochę prostsze, decyzje jakieś bardziej klarowne.

Dzięki raz jeszcze wszystkim, z którymi szliśmy z Rumunii nad morze Czarne – tam i z powrotem (autostopem).