Kiedy ksiądz powie DOŚĆ

Normalnie nie czytam takich wywiadów. Ten akurat przeczytałem. Nie wiem czemu. Może dla tego spojrzenia, które domagało się zaufania? Może dla kontrowersyjnego tytułu? Wywiad z profesorem Stanisławem Obirekiem. Byłym Jezuitą. Wyborcza ochrzciła go dyżurnym krytykiem Jana Pawła II. Dla swoich był tym, który kalał własne gniazdo. I szczerze mówiąc, swoi odetchnęli z ulgą, kiedy z tego gniazda wyfrunął. Dla jednych powiew świeżości w samym środku klerykalnego zaduchu. Dla innych zdrajca Kościoła Świętego. Ja uważam, że ani jedno, ani drugie. W wywiadzie czytam: polski katolicyzm nie ma nic wspólnego z religią. Kurcze, chciałbym, żeby miał rację. Bo chyba nie ma.

Wiara vs religia

Dla mnie to nie to samo. Wiara to łaska. Religijność to już nasze podrygi. Religijność naturalnie wynika z wiary. Nigdy na odwrót. Dlatego bardziej by mnie dotknęło, gdyby Obirek powiedział, że polski katolicyzm nie ma nic wspólnego z wiarą. I od razu zadałbym sobie pytanie o to, czy my, polscy katolicy jesteśmy bardziej religijni czy bardziej wierzący? Nie chciałbym być jakimś fatalistą, ale prawdopodobnie to pierwsze. Może się mylę. Oby.

Polski Kościół to skamielina, która musi umrzeć

Cytat z wywiadu. Bez dwóch zdań profesor Obirek jest bardzo inteligentny, oczytany i wygadany. I trudno nie przyznać, że jego wypowiedzi mają swoją logikę i trzymają się kupy. Powiem więcej – ma rację mówiąc, że Polski Kościół jest skamieliną. Cały Kościół był, jest i będzie skamieliną aż do końca świata. Skamieliną, w której działa żywe Słowo Boga. Tą skamieliną jest jego grzech i faryzeizm, którego nie pozbędzie się choćby nie wiem co. Nawet gdyby na jego czele zamiast konserwatywnego papieża stał najbardziej otwarty, tolerancyjny i wykształcony profesor świata. Ma rację Stanisław Obirek mówiąc, że Polski Kościół musi umrzeć. Codziennie musi umierać, by wydawać owoc. Umierał w czasach rzymskich, islamskich i komunistycznych prześladowań. Umiera dzisiaj, kiedy spada na niego upokarzający cios ujawniania pedofilskich afer. Umiera, kiedy odchodzą od niego kapłani i wierni.

Jan Paweł II złotym cielcem Polskiego Kościoła

Prawdopodobnie i tu ma rację profesor Obirek. Mówili o tym, tylko innym językiem, inni kumaci obserwatorzy. Zwracali uwagę, że na spotkania z Lolkiem przychodziły miliony. Ludzie machali, skandowali, płakali i razem z nim śpiewali Barkę. Ale jak Papież wracał do Watykanu, wszystko wracało do smutnej, pogańskiej rzeczywistości. W niemal każdym polskim domu wisiały kiczowate portrety JPII. Ale gdyby tak zagadać z tymi, którzy je wieszali o jego encykliki albo adhortacje, mogło by być różnie. Ma dar profesor Obirek do wymieniania litanii mankamentów świętego Jana Pawła II. Nie czarujmy się, nasz papież był grzesznikiem. Spowiadał się częściej niż ja. Raz w tygodniu. Wcale mnie to nie dziwi. Nie jestem na tyle naiwny, by oczekiwać od kogokolwiek perfekcji. Nawet od papieża. Skoro już pierwszy w dziejach takim nie był. Ja tam jestem nauczony bardziej przejmować się własnymi grzechami niż cudzymi. O wiele pożyteczniejsze. Jestem w małej wspólnocie, która uczy mnie takiej taktyki. Profesor Obirek chyba jest w innej, bo o swoich grzechach nie wspomniał ani troszku.

Jezus nie głosił Kościoła, nawet nie powołał go do życia

Tutaj akurat profesor mija się z prawdą. I on o tym dobrze wie, bo jest byłym księdzem, teologiem i mądrym kolesiem. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr, czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. Mt 16, 18. No chyba, że profesor nie traktuje Ewangelii poważnie. Do czego oczywiście ma prawo. Kościół uwikłany w polityczne konszachty, to też część jego słabości. Ulegał jej od kiedy istnieje. Z drugiej strony, Kościół, który nie chce mieć z polityką kompletnie nic wspólnego, to dziwny Kościół. Czy to źle, kiedy chrześcijanin pragnie, aby Ewangelia była moralną inspiracją życia nie tylko jego rodziny, ale całego państwa, w którym żyje?

Najbardziej w tym wywiadzie uderza mnie to ukryte pod powierzchnią przekonanie, że jego bohater wie lepiej jak kierować Kościołem niż Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek razem wzięci. Uderza mnie to niespełnione oczekiwanie, by to cały Kościół z Papieżem, biskupami, księżmi i dwoma miliardami wiernych dostosował się do wizji jednego profesora. Nie na odwrót. Uderza mnie ta pewność, że się ma rację. Jestem daleki od sądzenia profesora Obireka bardziej niż myślicie. Dla mnie on nie jest ani bohaterem, ani zdrajcą. Jest normalnym, słabym człowiekiem, którego coś przerosło. Konkretnie – dźwiganie grzeszności Kościoła, którego częścią się było. Bo właśnie to jest największym wyzwaniem dla jego członków. Nie godziny modlitw, obolałe kolana, posty i męczące pielgrzymki. Największym wyzwaniem jest nie zgorszyć się grzechem brata. Jeśli to wyzwanie cię przerasta, to odpadasz. Naprawdę nie sądzę. Jutro ja mogę odpaść. I ja jestem tylko słabym człowiekiem. Ale najcudowniejsze jest to, że Bóg i z takiej sytuacji może wyprowadzić dobro. Czego profesorowi z całego serca życzę.