Loveinteligencja

Syn pyta ojca: Tato, mogę Cię o coś zapytać?
Tata: No jasne, o co chodzi?
Syn: Tato, ile zarabiasz na godzinę?
Tata: To nie twoje sprawa. Dlaczego zadajesz mi takie pytania?
Syn: Ciekawy byłem. Powiedz mi proszę ile zarabiasz na godzinę?
Tata: Jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to zarabiam 100 zł na godzinę.
Syn: Oj…. tato, pożyczyłbyś mi 50 zł?
Tata się wkurzył.
Tata: Zapytałeś, bo chciałeś żebym pożyczył ci pieniędzy na zakup jakieś głupiej zabawki, albo innej bezsensownej rzeczy do twojego pokoju. Pracuję ciężko cały dzień, a ty zachowujesz się tak niedojrzale.
Mały chłopczyk poszedł w ciszy do swojego pokoju i zamknął drzwi. Tata usiadł i zaczął rozmyślać – może naprawdę ma potrzebę kupić coś ważnego za te 50 zł? Nie pyta często o pieniądze… Mężczyzna poszedł do pokoju chłopca i otworzył drzwi.
Tata: Śpisz synku?
Syn: Nie tato, nie śpię
Tata: Tak sobie pomyślałem, że może byłem zbyt surowy dla ciebie. To był naprawdę ciężki dzień dla mnie i wyładowałem się na tobie. Oto 50 zł, o które mnie poprosiłeś.
Mały chłopiec usiadł i uśmiechnął się – dziękuję tato!
Po czym spod poduszki wyciągnął pomarszczone banknoty. Mężczyzna zobaczywszy, że chłopiec miał pieniądze znów zaczął się denerwować.
Tata: Dlaczego chcesz pieniądze skoro je masz?
Syn: Ponieważ nie miałem wystarczająco, ale teraz już mam. Tato, mam 100 zł! Mogę kupić jedną godzinę twojego czasu? Proszę przyjdź wcześniej jutro z pracy. Chciałbym zjeść z tobą kolację.

Tata oniemiał. Objął synka i błagał o przebaczenie.

To banalna scenka, którą pewnie większość z nas kojarzy. Choć dotyczy niebanalnych spraw. Patointeligencja Maty mówi mniej więcej o tym samym. Choć w zdecydowanie mniej banalny sposób.

Patointeligencja

O istnieniu Maty, młodego polskiego rapera, do niedawna nie miałem pojęcia. Ale już takie pojęcie mam. Tak to jest, że dzisiaj o istnieniu kogoś nie decyduje to, co ten ktoś robi. Dzisiaj liczy się ilość odsłon. Władzę ma ten, kto ma miliony odsłon.

Patointeligencja rozsadziła internet. Z każdą dobą kolejny milion. Setki tysięcy lajków. Epidemia udostępnień. Klip pokazały nawet Wiadomości TVP. Dla większości artystów marzenie ściętej głowy. Sorry. To się nazywa sukces. Ale to nie zasługa Maty. Myślę, że on sam był w szoku, widząc co się dzieje. Mata jest dobry, ale to dzisiaj nie jest żadna gwarancja bycia na topie. Takie rzeczy to  zwykle zrządzenie losu. Ja bym powiedział, że Bóg tak chciał. Wiem, że to kontrowersyjna teza. Patointeligencja to piosenka o dzieciakach. Ale nie dla nich.

Najpierw musiałem wgryźć się w tekst. A to wymagało ode mnie niezłej gimnastyki mózgu. Wiecie jak to jest w rapie. Nie dość, że szybko i gęsto, to jeszcze co trzecie słowo rodem ze slangu, którego nie kumam w równym stopniu co Chińskiego. Dotychczas takie słowa i takie obrazy dotyczyły głównie żuli z biednych dzielnic albo osadzonych w aresztach. Tutaj mamy nowość. Dzieci dobrze ustawionych rodziców, którzy zapewnili im dobrobyt, naukę w elitarnych szkołach, prywatne lekcje z fortepianu, hiszpańskiego, tenisa, wakacje w Egipcie, i ferie w Dolomitach. I te dzieci rzygają całym tym bananowym chłamem, które dostały. I to na swoich rodziców właśnie. To na co dotychczas spuszczona była zasłona milczenia tutaj wykrzyczane jest z porażającą szczerością, błyskotliwością i wulgarnością. Na wstydliwe tajemnice szanowanych szkół i tak zwanych porządnych domów pada bardzo jaskrawe światło. Król okazał się nagi. Patointeligencja wywołała falę oburzenia. A nawet tsunami. Nic dziwnego. Oto ktoś publicznie podważa autorytet kogoś, kogo autorytet wydawał się być niepodważalny. Oto okazuje się, że owocami całego tego współczesnego wychowywania jest pełzający konsumpcjonizm, moralna degrengolada, upadek autorytetów, uzależnienia, przygodny seks. A miało być tak pięknie. Dzieci wysyłają swoim rodzicom czytelny komunikat:

Bardziej niż waszych pieniędzy i całego tego highlife’u potrzebujemy waszego czasu i miłości!

A ponieważ czas to miłość, dzieci mają w sumie jeden zasadniczy deficyt. Miłość. Patointeligencja to kawałek kontrowersyjny i wulgarny. Ale prawdziwy. To przeraźliwe wołanie o miłość.

Dorosłe dzieci

Mata nie był pierwszy. Hymnem mojego pokolenia były Dorosłe dzieci zespołu Turbo. Ta sama diagnoza. Inny język. To była ich pierwsza płyta. Moim zdaniem najlepsza. Jedna z najważniejszych w polskim rocku. Choć trochę zapomniana i niedoceniona. Tekstu Patointeligencji świadomie nie cytowałem, bo cenzura mogłaby nie przepuścić. Ale tekst Dorosłych dzieci z przyjemnością. Po latach posłuchałem sobie kawałka. Wzruszyłem się. Wciąż aktualne.

Nauczyli nas regułek i dat. Nawbijali nam mądrości do łba.
Powtarzali, co nam wolno, co nie. Przekonali, co jest dobre, co złe.
Odmierzyli jedną miarą nasz dzień. Wyznaczyli czas na pracę i sen.

Nie zostało pominięte już nic. Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć!
Dorosłe dzieci mają żal, za kiepski przepis na ten świat.
Dorosłe dzieci mają żal, że ktoś im tyle życia skradł.

Przykład pozytywny

Mam znajomego, który działa na styku biznesu i polityki. Katolik. Wiem, że to jeszcze nic nie znaczy, ale czytajcie dalej. Był kiedyś umówiony z bardzo poważnymi panami z bardzo poważnej firmy na finalną rozmowę dotyczącą jego nowej pracy. Mega atrakcyjnej pracy. Wymarzonej. Znajomy już zacierał ręce. I nagle, na kilka dni przed spotkaniem coś sobie uświadomił. Dokładnie tego samego dnia były urodziny jego syna, na których oczywiście obiecał synowi obecność. Co robi typowy ojciec, który musi zarobić na rodzinę? Przeprasza syna i z ważnych względów zawodowych zwalnia się z imprezy. W ramach zadość uczynienia kupuje dodatkowy prezent. I tak ojciec idzie na spotkanie, a syn ma poczucie, że jest dla ojca mniej ważny niż jego praca. I kolejną zabawkę na otarcie łez. A co zrobił mój znajomy? Zadzwonił do ważnych panów, przeprosił i odwołał spotkanie z uwagi na wcześniej zaplanowane urodziny syna. Po prostu. Po kilku dniach panowie zadzwonili z informacją, że chcą by u nich pracował. Argumentowali to tak: ktoś dla kogo rodzina jest ważniejsza od pracy to najbardziej godna zaufania osoba. Da się?

Zatrzymaj się i pomyśl, które osoby są najważniejsze w twoim życiu? Kto, gdyby ciebie nagle zabrakło, najbardziej to odczuje i najbardziej zapłacze? Na pewno nie twój szef ani kolega z siłowni. To ci, których często mijasz jak powietrze, których masz na wyciągnięcie ręki, o których nie musisz zabiegać i dzięki którym nie możesz zarobić ani grosza. To ci, których znaczenie odkrywasz często dopiero wtedy, kiedy ich tracisz. Kochaj wszystkich. Ale niektórych w pierwszej kolejności.