Piękno, pieniądze, spełnienie, zdrowie… Czego jeszcze pragniemy?

Jedno jest pewne. Ktoś na koronawirusie zarobi miliony. Nie wiem, która z błąkających się po sieci teorii spiskowych jest bliższa prawdzie. Może żadna.

Jedni twierdzą, że z jakiegoś laboratorium przypadkowo wymknęła się nowa broń biologiczna. Inni, że to wcale nie przypadek, tylko świadome działanie biznesowe. Że ktoś wpuścił to świństwo w krwiobieg świata, by wywołać panikę. Szczepionka już dawno gotowa ma czekać na swoje wejście smoka. Kiedy zasięg globalnej epidemii będzie odpowiednio duży, ludzie za antidotum na śmiercionośnego wirusa dadzą każde pieniądze. Tak się dzisiaj robi interesy. Inni podejrzewają, że to zemsta Trumpa, a polski rząd w ramach kampanii wyborczej do ostatniej chwili trzymał w tajemnicy wiedzę o zarażonych w kraju nad Wisłą.

Bezpieczeństwo

Przypominam, że to tylko teorie spiskowe. Fakty są takie, że odwołuje się masowe imprezy, zamykane są szkoły, a na światowych rynkach panuje chaos. Chiny przeżywają kryzys, jakiego nie było tam od lat, a papież Franciszek po raz pierwszy odprawił Anioł Pański przez internet. Z aptek i hipermarketów hurtowo znikają towary. Chcemy być bezpieczni. I ja to rozumiem. Ja też chcę być bezpieczny. Staram się jeździć na dobrych oponach i w drzwiach montować porządne zamki. Profilaktyki zdrowotnej całkiem nie olewam, a jak nie muszę spacerować po niebezpiecznych dzielnicach mojego miasta, to nie spaceruję. Bezpieczeństwo to jedyna rzecz, której pragniemy?

Piękno

Pojęcie Kult ciała żyje już co najmniej 90 lat. W 1930 roku miał swoją premierę film Michała Waszyńskiego pod tym właśnie tytułem. Rzeźbiarz Czesław poszukuje do swojej nowej rzeźby pt Nowa Wenus odpowiedniej modelki. Wkrótce poznaje Hankę, którą uważa za model doskonały. I skłania ja do pozowania. Dzisiaj kult ciała oznacza już może coś innego, ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Tytuł Nowej Wenus, względnie Nowego Apollo jest powszechnie pożądany. Łącznie z publicznym pozowaniem. Kulturę mamy raczej obrazkową. To znaczy, że głównym nośnikiem naszej tożsamości i wartości jest to, jak wyglądamy. Ciało i jego wygląd zawsze były ważne.

Ale dzisiaj mamy do czynienia z prawdziwą obsesją. Dyktatura parametrów czyni z życia wielu z nas piekło. Media przez 24/7 napromieniowują nas wizerunkami osób z ciałem doskonałym. To musi dawać efekty uboczne. To co robimy, już nie ma dzisiaj takiego znaczenia jak nasz wygląd. Jeżeli nasze lustrzane odbicie staje się dla nas głównym źródłem poczucia własnej wartości, to znaczy, że coś jest nie halo. Już nie chodzi tylko o anoreksję czy bulimię. Medycyna rozpoznaje kolejne choroby z tej litanii.   

  1. ortoreksja, obsesja na punkcie tzw. zdrowego odżywiania
  2. bigoreksja, obsesja na punkcie umięśnionego ciała
  3. tanoreksja, uzależnienie od opalenizny
  4. permareksja, przymus ciągłego bycia na diecie

Do tego dorzućmy zastrzyki z botoksu, naciąganie skóry, sztuczne włosy, zęby, paznokcie i photoshop. I sam nie wiem co jeszcze. Wszystko by wyglądać młodziej, piękniej, lepiej. I ostatecznie poczuć się totalnie oszukanym. Człowiek to ciało i dusza. Całość. To o właściwe proporcje tutaj chodzi. Pisał o tym dominikanin o. Paluch i papież Benedykt XVI. Cały Kościół mówi o tym od zawsze. Słuchamy i patrzymy nie tam gdzie trzeba. Szukamy szczęścia tam, gdzie go nie ma. Piękno i młodość to jedyna rzecz, której pragniemy?

Bogactwo

Chciwość. To z jej powodu upadały wielkie cywilizacje. To z jej powodu wybuchały wielkie wojny. To ona leży u źródeł większości naszych działań. Jezus Bogu przeciwstawia mamonę, a nie seks czy dobre zdrowie. Do robienia pieniędzy trzeba mieć dar. Niektórzy twierdzą, że ten dar często łączy się z koszernymi korzeniami. Trzeba znać reguły rządzące światem finansów.  Jedni potrafią robić pieniądze na skalę globalną. Inni na lokalną. Są i tacy, którzy w ogóle tego nie potrafią. I biedują.

Potępiona w Starym Testamencie zasada lichwy stała się dla bankierów patentem na największe biznesy wszech czasów. Nathan Rothschild w wyniku prostego blefu sprawił, że jego rodzina w ciągu jednego dnia stała się finansową potęgą. Ich majątek szacuje się na 50 miliardów dolarów. Problem rażącej dysproporcji pomiędzy tymi, którzy robią wielkie pieniądze, a resztą świata staje się coraz większy. Bogactwo często jest niesprawiedliwie skoncentrowane w rękach nielicznych, podczas gdy miliony ludzi umierają z głodu. W ciągu 10 lat od ostatniego kryzysu finansowego liczba miliarderów się podwoiła. W latach 2017 – 2018 co dwa dni przybywał na świecie jeden z nich.

Najbogatszy obecnie człowiek świata, Jeff Bezos, dysponuje taką fortuną, że 1 jej procent to równowartość budżetu Etiopii w dziedzinie opieki zdrowotnej. W Etiopii żyje ponad 100 milionów ludzi. Szacuje się, że 50 procent całego majątku świata jest w rękach około 1 procenta mieszkańców ziemi. Wpatrzeni w ten 1 procent jesteśmy jak w święty obrazek. A to tylko obrazek. Czy  bogactwo to jedyna rzecz, której pragniemy?

Spełnienie

Suma spełnionych ambicji? Zostawmy finansowe ambicje na boku. Można pragnąć osiągnąć mistrzostwo w swojej dziedzinie wcale nie dla pieniędzy. Ale po to, by pokazać światu, że się jest kozakiem. Zobaczyć podziw w oczach ludzi. Jakie to błogie uczucie. Wejść na szczyt. Wygrać mecz. Porwać tłum na koncercie. Pieniądz wcale nie musi być tutaj motywacją. Jesteśmy gotowi wiele zapłacić, by tego doświadczyć. Czy jeszcze można czegoś pragnąć?

Zdrowie

W zasadzie tutaj jest wszystko jasne. O zdrowiu mówi się dużo, ale robi się niewiele. Z jednej strony większość z nas żre syf z hipermarketów, nie uprawia sportu, siedzi godzinami przed laptopem i oddycha smogiem. Jest też druga kategoria. Tych dla których istnieje tylko zdrowa żywność, dla których siłownia to drugi dom (albo pierwszy) i którzy wybrali ekologiczne tereny poza miastem. Życzymy zdrowia sobie i innym. Dużo zdrowia to najczęściej zapodawana fraza w naszych życzeniach wszelakich. Jeszcze czegoś pragniemy?

Te wszystkie rzeczy, o których pisałem zazwyczaj łączą się w taką naszą wielką egzystencjalną kulę. Kulę, która bezwiednie toczy nas przez życie. Chcemy być bezpieczni, piękni, bogaci, spełnieni i zdrowi. Wiele się pomyliłem? A czy jest w tej naszej kuli jeszcze choć trochę miejsca na coś jeszcze? Na chcenie bycia dobrym? Tak po prostu, czy chce się nam być dobrymi ludźmi? Chodzi mi o takie dobro, kiedy dla drugiego człowieka rezygnujemy z części swojego bezpieczeństwa i komfortu, ryzykujemy nadwyrężenie swojej urody i zdrowia, utratę pieniędzy i własnej chwały? Czy chcemy być dzisiaj dobrymi w taki sposób jak dobry był Jezus? Czy to już raczej nieosiągalne frajerstwo?

Mój przyjaciel, który tej dobroci chyba za mało doświadczył, kilka lat temu odebrał sobie życie. Choć sam śpiewał: Bądź dobry tak jak chleb. Zanim będziemy bezpieczni, piękni, bogaci i spełnieni najpierw bądźmy dobrzy. Najpierw kochajmy. Bo jak będziemy kochać, to tak jakbyśmy to wszystko inne mieli z automatu.