Jimi Hendrix. Szaman rocka.

Współczesne pokolenie często nie ma pojęcia, kto to jest. A to koleś, który w ciągu zaledwie trzech lat publicznej działalności wywrócił świat rocka i gitary elektrycznej do góry nogami. Jego życie było tak szybkie, intensywne i krótkie, że w zasadzie kilka zdań wystarczy, by je opisać. I tak zrobię. Ale poza tym chciałem się jeszcze pochylić nad istotą jego fenomenu. A także spróbować wgryźć w kilka z jego cytatów. Bo, jak się okazuje, był Jimi Hendrix nie tylko genialnym muzykiem. Był też niegrzecznym chłopakiem. Ale był też intrygującym filozofem.

Dzieciństwo

Urodził się nasz Jimi 27 listopada 1942 roku w Seattle w stanie Waszyngton. Jako James Marshall Hendrix. Był niezłym mixem kulturowym. W jego żyłach płynęły trzy rodzaje krwi: afroamerykańska, irlandzka i indiańska. Matka Lucille Jeter. Ojciec James Allen Rose. Ksywka Al. Jimi miał trzech braci: Leona, Josepha i Alfreda oraz dwie siostry: Kathy i Pamelę. Już teraz rodzi się pytanie o to, czy jego życie było szczęśliwym życiem. Wiecie jak to jest, wszystko kształtuje się w dzieciństwie. A tam był raczej gruz. Joseph urodził się chory i w wieku trzech lat został oddany pod opiekę państwa. Kathy urodziła się ślepa. Pamela też miała poważne problemy zdrowotne. Obie zostały oddane do adopcji. Gdy Jimi miał 9 lat jego rodzice się rozwiedli. Siedem lat później umiera mu matka. Trochę wychowuje go tata, trochę babcia, trochę ciocia. Czyli nie wiadomo kto. Tata miał podobno po 6 palców u każdej z dłoni. Nie wiem czy to mogło mieć jakikolwiek wpływ na jego gitarowe predyspozycje. Fakt jest taki, że paluchy Jimiego Hendrixa były wyjątkowo długie. Pierwszy instrument: harmonijka ustna. W wieku 15 lat za 5 dolców kupuje pierwszą gitarę akustyczną. Już nie musi udawać gry na szczotce do zamiatania. Al Hendrix tak to wspomina:

Zawsze kiedy wychodziłem, kazałem mu sprzątać sypialnię. Kiedy wracałem, znajdowałem przy łóżku mnóstwo witek z miotły. Pytałem go: Nie zamiotłeś podłogi? A on mówił, że zamiótł. Później odkryłem, że siadał przy łóżku i szarpał miotłę jakby grał na gitarze.

Pierwszym elektrykiem był biały Supro Ozark 1560S otrzymany od ojca w 1959 roku. Zafascynowany Elvisem Presleyem, Muddy Watersem, B.B.Kingiem i kaczym chodem Chucka Berry’ego zakłada swój pierwszy zespół The Velvetones. Nie był grzecznym chłopakiem. Wylatuje ze szkoły, a za kradzież samochodu zostaje dwukrotnie ukarany. Ma do wyboru: albo dwa lata paki albo wojsko. Wybiera to drugie.

Wojsko

Trafia do 101 Dywizji Powietrznodesantowej w Kentucky. 26. skok spadochronowy był tym feralnym. Do dzisiaj nie wiadomo, czy nie zrobił tego specjalnie. By go wypuścili. I tak się stało. W wyniku urazu kręgosłupa wraca do cywila. To był 1962 rok. Teraz jego kariera zaczyna kiełkować. Z poznanym w wojsku Billy Coxem zakłada zespół The King Kasuals. Jest coraz bardziej rozchwytywany jako muzyk sesyjny. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię – to ktoś, kto swoim talentem służy odpłatnie w tworzeniu muzyki innych artystów. Byli wśród nich między innymi Little Richard i Ike and Tina Turner. Aż w końcu trafia na byłego basistę The Animals, Chasa Chandlera. Ten momentalnie wyczuwa jego potencjał i staje się jego managerem. A także producentem. Przenoszą się do Londynu. Do Hendrixa dołącza basista Noel Redding i perkusista Mitch Mitchell. I tak powstaje trio legenda – Jimi Hendrix Experience.

Bomba wybucha

W 1967 roku wydają swoją debiutancką płytę pod tytułem Are You Experience? W świecie muzyki rockowej to było jak wybuch bomby. Zaczynają się te trzy lata w ciągu których Jimi zmienił oblicze gitary i rocka. Na zawsze. Potem mamy jeszcze trzy płyty: Axis: Bold as Love, Electric Ladyland i jedyny koncertowy album artysty wydany za jego życia – Band of Gypsys. 18 września w Londynie w baaaardzo dziwnych okolicznościach Jimi Hendrix kończy swój żywot. I tyle.

Fenomen

Pamiętam kiedy jako dziecko po raz pierwszy zobaczyłem w telewizji fragment jego koncertu. Ścięło mnie z nóg. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tego typu przekazem. Tam chodziło o coś więcej niż tylko o samą muzykę. Magia osobowości. Charyzmat. Prowokacja. Ekstrawagancja. Swoboda i ekspresja, o istnieniu których inni muzycy do tej pory nie mieli pojęcia. No, może Paganini miał z Hendrixem coś wspólnego. Jego koncerty były muzycznymi obrzędami, podczas których słuchacze mieli wrażenie, że obcują z kimś z innej planety. Pod jego wrażeniem byli Beatlesi, Stonesi, Jeff Back, Eric Clapton i wszyscy topowi wówczas rockandrollowcy. Nie tylko zresztą. Miles Davis powiedział o Hendrixie: był pierwszym człowiekiem, który wiedział co zrobić z gitarą elektryczną. Z punktu widzenia dzisiejszych perfekcjonistycznych czasów może to co robił nie było doskonałe. Ale nie na tym polegał jego fenomen. On stworzył model muzyka, który był już nie tylko artystą. Był kimś w rodzaju herosa z jakiejś psychodelicznej legendy. Z koncertów uczynił widowiska teatralne dla dorosłych. Grał zębami, językiem, łokciem. A nawet kroczem. Gitarę zarzucał na plecy i grał dalej. Podpalał ją, rozwalał w drzazgi, a w chwilach totalnego odlotu symulował kopulację. Był jednym z najbardziej rozerotyzowanych muzyków jakich poznał świat. Po uszy zanurzony w dragi i seks. Grzeczny chłopak to nie był. Eksperymentował z brzmieniami. Był dla gitary elektrycznej tym czym Einstein dla fizyki. Ustanowił zupełnie nowe standardy, które twardo obowiązują do dzisiaj. Nikt nie miał na ten instrument większego wpływu niż on. Wszystkie gitarowe rankingi i plebiscyty do znudzenia obsadzają go na pierwszym miejscu. Tylko po co na portalu chrześcijańskim pisać o kimś takim? To tak jakby zapytać, po co w Biblii pisać o grzesznikach. Jimi nie żyje. Kto z nas ma pewność, że jest w piekle? Nikt.

Cytaty

Natknąłem się na kilka jego cytatów. Niektóre mnie zaintrygowały.

Kiedy już umrzesz, ustawiony jesteś do końca życia.

Co miał na myśli? Może to czarny humor rockandrollowego ekscentryka, a może podświadoma intuicja nieba?

Aby zmienić świat, musisz najpierw pojąć siebie.

Jakieś skojarzenia? Bo ja mam. Z Jezusowym słowem o drzazdze w oku brata i belce we własnym.

Mieszkałem w pokoju pełnym luster, wszystko co mogłem zobaczyć to ja. Rozbiłem lustra, teraz cały świat jest tu dla mnie.

To brzmi jak chrześcijański moralitet o tym, że egoizm jest największym więzieniem naszego życia. Dopiero po ucieczce z niego zaczyna się prawdziwe życie.

Kiedy siła miłości przezwycięży miłość do siły, świat pozna pokój.

No to już spokojnie mógłby powiedzieć sam Jezus. Albo przynajmniej Matka Teresa z Kalkuty. A tymczasem powiedział to Jimi Hendrix, jeden z najbardziej kontrowersyjnych muzyków XX wieku.

To tekst jednej z jego najbardziej znanych piosenek:

Więc, ona chodzi pomiędzy chmurami
Z cyrkowym umysłem, który kręci się dookoła.
Motyle i zebry, bajki,
To wszystko o czym myśli.

Gdy jestem smutny, przychodzi do mnie
Z tysiącem uśmiechów i daje mi wolność.
Powiedziała, Wszystko w porządku, weź co tylko chcesz,
co tylko chcesz, cokolwiek. Leć dalej, małe skrzydło.

Ktoś kto pisał takie piosenki i tak grał na gitarze nie mógł być do końca zły. Ufam, że zagram kiedyś z Jimim w niebie. O ile i ja tam się znajdę. Mam taką nadzieję.