Nam się wydaje, ciągle nam się wydaje

Pewna osoba została opisana przez sąsiada: „Michał jest bardzo nieśmiały i wycofany. Zawsze jest chętny do pomocy, ale nie interesuje się zbytnio ludźmi ani rzeczywistością. Jest człowiekiem porządnym i potulnym, ma potrzebę porządku i jasno określone struktury, jest bardzo dbały o szczegóły”. Co jest bardziej prawdopodobne – czy to, że Michał jest bibliotekarzem, czy to, że jest rolnikiem?

Oczywiście, że rolnikiem. W Polsce mamy znacznie więcej osób pracujących w przemyśle rolnym, niż w bibliotekach. Ale oczywiście, wydaje nam się, że wiemy gdzie powinna pracować taka osoba. I choć pewnie wpadlibyśmy na poprawną odpowiedź zmuszając się do chwilowego namysłu, to nie robimy tego, co zupełnie naturalne, bo gdyby każda decyzja miała wymagać od nas głębszego zastanowienia, to prawdopodobnie nie chciałoby nam się myć zębów, patrzeć na ulicy czy coś jedzie czy nie, lub segregować śmieci.

Potrzebujemy podejmować decyzje „bezmyślnie”, potrzebujemy mieć system reakcji i decyzji, który działa szybciej niż nasze mozolne formułowanie logicznych ciągów. Dlaczego? W dużym skrócie, bo nasz mózg to bardzo energochłonna maszyna, która w procesie ewolucji ogarnęła (bo jest sprytna, piekielnie sprytna), że opłaca się na mamuta reagować w konkretny sposób, zostawiając trud podejmowania decyzji na wieczór, gdy będzie trzeba ustalić które z 15 dzieci nie dostanie kolacji. Takie czasy.

Czyli, podejmujemy wiele decyzji za szybko, nietrafnie, nie wchodząc w szczegóły. No to tym bardziej, w kontaktach z innymi ludźmi będziemy popełniać takie błędy. Myśleć, że jakiś gest, dla nas podświadomie oczywisty, jest tak naprawdę czymś skrajnie różnym dla drugiej osoby. Ale jeżeli już byśmy znali jej wszystkie gesty, ruchy, powiedzonka, to czy wtedy byśmy rozumieli?

Czy nam się czasem nie wydaje, że możemy kogoś zrozumieć? Mi tak. Ja lubię rozumieć, lubię wiedzieć. Mówi się o Janie Pawle II, że im więcej wiedział o świecie, im z większą ilością osób porozmawiał tym mniej mówił a więcej słuchał. Gwarantuję, nie dlatego że nie wiedział co powiedzieć, ale rozumiał, że nie rozumie. To część jego wielkości. Odwaga by spotykać się z ludźmi których nie rozumie, których myślenie jest w stanie obalić, poprawić, ale on szedł nieść im Chrystusa, bo wiedział, że tylko Chrystus prawdziwie rozumie i zna człowieka.

Jezus nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku (J 2, 25).

Więc posuńmy się dalej. Posuńmy się do stwierdzenia, że nigdy nie będziemy mogli zrozumieć do końca osób nam najbliższych, że nigdy nie poznamy (i dobrze) ich najgłębszych tajemnic. Że nie rozumiemy i nie zrozumiemy!

Ale mamy ich kochać. Choć częściej ranimy swoim pośpiechem w osądach, tym że nawet nie spróbujemy wysłuchać czy zrozumieć, założymy coś zamiast nie zakładać. Życie. Tylko Bóg rozumie w pełni. Ile to razy nas coś zaboli w żołądku, przez to że ktoś bliski nas nie rozumie. A czy my samych siebie rozumiemy? „Błogosławione niezrozumienie”.

Bić dalej? Skoro osoby obok nigdy nie damy rady zrozumieć, to jakim cudem próbujemy rozumieć Boga. Ja tak czasem mam, że dociera do mnie że nigdy nie będę wiedział wszystkiego o ludziach mi najbliższych, a mimo to im ufam. I że oni nigdy nie dowiedzą się wszystkiego, bo nawet ja wszystkiego o sobie nie wiem czy nie pamiętam. Lubie zrozumieć, że to wszystko to jedno wielkie szalone ryzyko, a ja mogę je tylko zawierzać Bogu który rozumie, wie i kocha.

Odwagi, ryzyko to fajna sprawa.

Źródła:
Daniel Kahneman „Pułapki Myślenia, o myśleniu szybkim i wolnym”. Opis osoby z zmieniony imieniem z Steve na Michał.
ks. Krzysztof Grzywocz „Wybrane na drogę”. (2) to parafraza rozdziału o nazwie (3) „Błogosławione niezrozumienie”.