W drugiej połowie sierpnia wraz z Kasią i Olą wyjechałyśmy na długo wyczekiwany wolontariat na Białorusi. Pomimo początkowych problemów z domknięciem wszystkich formalności, wreszcie kupiłyśmy bilety na połączenie Warszawa-Mińsk. Podróż przebiegała raczej sprawnie i bezproblemowo.

W Szumilinie zostałyśmy bardzo ciepło przywitane przez o. Andrzeja, s. Weronikę, s. Bernadetę i kilku mieszkańców parafii. Wieczór upłynął nam na rozmowach i ostatnich przygotowaniach do „Wakacji z Bogiem”. Niedzielnym rankiem ciche i spokojne dotąd miejsce zostało wypełnione śmiechem i muzyką. Odtąd dni mijały na zabawie, tańcu, rysowaniu i modlitwie z dziećmi, a początkowa bariera językowa zniknęła szybciej niż mogłoby się wydawać.

Każdy poranek zaczynał się krótką rozgrzewką i modlitwą, po której jedliśmy wspólne śniadanie. Dzień urozmaicały gry i zabawy integracyjne, prace w grupach i krótkie katechezy. Późnymi wieczorami, gdy już wszystkie dzieci były w łóżkach zajmowaliśmy się sprzątaniem i przygotowywaniem dnia następnego.

Czas spędzony na Białorusi był w pełni wykorzystany, a każda wola chwila poświęcona była drugiemu człowiekowi. Wszyscy staraliśmy się dać z siebie jak najwięcej i myślę, że można śmiało stwierdzić, że „Wakacje z Bogiem” były nie tylko czasem dla tych najmłodszych, ale również dla mnie – czasem modlitwy, refleksji i otwierania się na bliźniego. Wolontariat w Szumilinie był niesamowitym przeżyciem. Nauczyłam się na pewno cierpliwości i pokonywania swoich lęków. Nigdy wcześniej nie współpracowałam z dziećmi, a myśląc o dodatkowej barierze językowej było we mnie jeszcze więcej niepewności. Jak się okazało, poświęcony czas, uśmiech i otwartość wystarczały aby zyskać ich zaufanie. Najtrudniejsze było pożegnanie, ostatni wieczór, kiedy wszystkie dzieciaki nam dziękowały i się do nas przytulały. Wtedy właśnie poczułam, że to był naprawdę wartościowy czas, że trudno będzie mi wyjechać i że powinnam wrócić, na dłużej. Jestem bardzo wdzięczna za te doświadczenie, za każdą chwilę i za ludzi, których Pan Bóg postawił na mojej drodze na tym etapie życia. Z całego serca życzę każdemu, aby choć raz mógł takie coś.

Weronika Kowalska