Rola świeckich w Kościele

Pasterze duchowni bowiem zdają sobie dobrze sprawę z tego, jak bardzo przyczyniają się ludzie świeccy do dobra całego Kościoła. Wiedzą mianowicie pasterze, iż nie po to ustanowieni zostali przez Chrystusa, aby całe zbawcze posłannictwo Kościoła w stosunku do świata wziąć na siebie samych, lecz że ich zaszczytnym zadaniem jest tak sprawować opiekę pasterską nad wiernymi i tak uznawać ich posługi oraz charyzmaty, żeby wszyscy oni pracowali zgodnie, każdy na swój sposób, dla wspólnego dzieła. Tyle Sobór Watykański II. 

Księża odchodzą. Albo nie przychodzą. Liczba powołań topnieje. Czy to znaczy, że świeccy mają przez to w Kościele coraz więcej roboty? I tak, i nie. Świecki Kowalski Mszy nie odprawi. Ale może zrobić wiele, by Kościół pełen był tych, którzy odprawią. To nie jest tak, że świeccy mogą umyć swoje ręce od kapłańskich dezercji. I to nie jest tak, że kapłani nie mają nic wspólnego z pustymi ławkami w kościołach. Wszyscy jesteśmy za siebie współodpowiedzialni. Świat się zmienia, Kościół się zmienia, człowiek się zmienia. Tej odwiecznej, pędzącej jak strzała przez historię reguły nie da się zatrzymać. W Kościele z poprzedniej epoki (nazwijmy ją epoką JPII) panowało przekonanie, że to kapłani opiekują się wiernymi. Wychowują ich. Dzisiaj ten obraz wywraca się nam do góry nogami. Czasy jakoś nie specjalnie sprzyjają rodzeniu się powołań i trwaniu w nich. Rola świeckich jest ultra ważna. Chodzi o stworzenie warunków, w których księdzu po prostu będzie się chciało nim być. Wszystko zaczyna się w rodzinie. Powołania nie rodzą się w seminariach, ale w rodzinach. I dlaczego tak jest, że level wiary w życiu tych naszych rodzin idzie w dół? Bo jest wojna. Zawsze była i zawsze będzie. A na wojnie chodzi o to, by przeciwnika zaskoczyć, oszukać, uderzyć i zabić. Dlatego rodzina jest pod ostrzałem. To zdecydowanie jedna z najważniejszych ról świeckich w Kościele. Rodzić i wychowywać przyszłych kapłanów. Misja ważna i niełatwa, ale chodzi w sumie o najprostsze rzeczy. Bo te najprostsze są najskuteczniejsze. Niech dzieciak zobaczy, że nie jesteśmy niewolnikami laptopa, wizyt w centrum handlowym i pracy. Niech się dowie, zanim smartfon nie oplecie go wokół swojego ekranu, że jest coś takiego jak Biblia i inne mądre książki. Że poza leżeniem, siedzeniem i staniem można jeszcze uklęknąć. I że nawet tata czasem to robi. Niech dzieciak wie, że rozmawianie jest ważniejsze od esemesa, a przytulanie i mówienie KOCHAM CIĘ to lepszy sposób lajkowania. Niech wie, że kościół to nie muzeum naszych przodków, ale miejsce, w którym chodzi o coś znacznie więcej niż tylko to co widać i słychać. Bo jak całe nasze życie sprowadzimy do ładnego domku z ogródkiem, dwóch aut przed nim i szybkiego internetu to kicha. Oczywiście, Bóg może przedrzeć się przez to pogaństwo i wzbudzić powołanie w takim świecie. Ale zdążyliśmy się już chyba zorientować, że On chce współdziałać z człowiekiem. Nie musi, ale chce. 

A jak już powołanie zakiełkuje, chrońmy je jak skarb. Wystarczy, że raz ze swoimi ciężkimi buciorami przejdzie jakaś liberalna doktryna i już po powołaniu. A za księży to się trzeba modlić. Wiedzieliście o tym? Sądzić ich już umiemy doskonale. To teraz nauczmy się za nich porządnie modlić. Powodów do sądzenia ubędzie z pewnością. W jakimś sensie los kapłanów jest w rękach świeckich.

Ewangelizatorem może być każdy. I powinien. Od księdza mówiącego kazanie na Mszy po księgowego, który w pracy przekonuje kolegów, że Bóg jest spoko. Kościół pełen jest świeckich teologów, ewangelizatorów, liderów uwielbienia, charyzmatyków, twórców chrześcijańskiej kultury. Oni wszyscy robią dobrą robotę. Pracują w winnicy Pana. Ale najskuteczniejszą ewangelizacją jest świadectwo życia. Nie egzaltowana gadka, wyrafinowana wiedza i charyzmatyczne fajerwerki. Nie bestsellerowe książki i płyty głoszące Dobrą Nowinę, ale najzwyklejsze w świecie świadectwo życia. Pokazanie w praktyce, że Jezusowa oferta, to najlepsza oferta jaką człowiek może otrzymać. A ta oferta to nie zbiór religijnych norm wypisanych na kamiennych tablicach. To nie moralizm. To Miłość. To rzeczywistość, w której nie musisz być mistrzem świata i udawać kogoś, kim nie jesteś, czując się jednocześnie kimś absolutnie wyjątkowym. To pewność, że za totalną darmochę otrzymałeś najcenniejszy skarb na świecie. To gotowość do zaakceptowania swojego życia takim jakim jest. I świadomość, że lepszego nie mogłeś dostać. Ludzie, którzy naprawdę wpuścili Jezusa do swojego życia są jacyś tacy inni. Zauważył to Josh MacDowell, kiedy jeszcze wojował z chrześcijaństwem. Dostrzegł, że chrześcijanie mają coś, co wyróżnia ich od innych. Jakiś rodzaj wewnętrznej radości odpornej na zewnętrzne ciosy. Zrozumiał w końcu, że stoi za tym Jezus. Dzisiaj Josh jest jednym z największych ewangelizatorów na globie. Ksiądz będzie z ambony gadał o czystości przedmałżeńskiej, a katolicki publicysta będzie o niej pisał błyskotliwe felietony. I dobrze. Ale to młodzi muszą pokazać światu, że czystość to nie jest zmurszały, przeklęty zakaz tylko błogosławiony skarb. To jest ewangelizacja. Świadectwo życia. Jim Caviezel to też jeden ze świeckich mega-ewangelizatorów. Przykład na to jak sławę człowieka można wykorzystać dla chwały Boga. Jego rola Jezusa w Pasji Gibsona to był cios. Tak, ja też nie umiem się doczekać kontynuacji tego dzieła. Pasja. Zmartwychwstanie ma się podobno nazywać. I ten właśnie Jim w przesłaniu do amerykańskich studentów w Chicago mówi tak: 

Może niektórzy z was są teraz nieszczęśliwi, zagubieni, niepewni przyszłości, zranieni. To nie jest czas na poddawanie się lub wycofywanie. Każdy z nas musi nieść swój własny krzyż. Przed i po zmartwychwstaniu było wiele bólu i cierpienia. Wasza droga nie będzie inna. Obejmij zatem swój krzyż i podążaj do swojego celu. Chcę, abyście mieli odwagę wyjść do tego pogańskiego świata i bez wstydu – publicznie – wyrazić swoją wiarę. Świat potrzebuje dumnych wojowników, ożywionych wiarą.

Dwa ostatnie zdania: Chcę, abyście mieli odwagę wyjść do tego pogańskiego świata i bez wstydu – publicznie – wyrazić swoją wiarę. Świat potrzebuje dumnych wojowników, ożywionych wiarą.

Kwintesencja bycia ewangelizatorem dzisiaj. Zresztą, to chyba definicja ponadczasowa. Nikt nie gwarantuje tutaj komfortu. Jak chcemy, żeby było komfortowo, to zapomnijmy o ewangelizacji. Rozsiądźmy się wygodnie na naszych życiowych kanapach i z pilotem w dłoni przeglądajmy ofertę świata. Wygodna kanapa to nie jest dobre miejsce dla dumnych wojowników. 

adam szefc szewczyk