Krótka historia roweru

Mogło by się wydawać, że wszystko zaczęło się w 1816 roku od barona Karla Von Draisa z Niemiec, który wynalazł Laufmaschine. Czyli krótko mówiąc, maszynę do biegania. A tu się okazuje, że jednak nie. Już w czasach antycznych znaleźć można było ślady praprzodków dzisiejszych dwóch kółek. Na reliefach starożytnego Egiptu i Babilonii znaleziono wizerunki pojazdów rowero-podobnych. Jednak personalnie za wynalazcę (nie konstruktora!) roweru niektórzy uważają kogoś, kto żył trochę później. Oczywiście to nie może być nikt inny, jak tylko sam mistrz Leonardo. W sumie nie dziwi mnie to. Ten koleś na blisko 6 000 stron notatek wykonał znacznie więcej projektów technicznych niż prac artystycznych. Da Vinci był mistrzem zasad mechaniki. Wprowadził do użytku dźwignie, wsporniki, koła pasowe, korby, mechanizmy zębatkowe. Wynalazł mięśniolot, czołg, helikopter, mechanicznego rycerza i bojową żniwiarkę. Podobno kombinował nawet z wehikułem czasu. Więc wynalezienie prymitywnego, dwukołowego pojazdu musiało być dla niego pryszczem. Rysunek mistrza datowany na 1493 rok przedstawia urządzenie łudząco podobne do współczesnego roweru. Jednak możliwości ówczesnej techniki nie pozwalały na zbudowanie ani przekładni łańcuchowej, ani łożyska kulkowego. Więc ten (i nie tylko ten) wynalazek Leonarda da Vinci musiał poczekać, aż świat do niego dorośnie.

Zanim dorósł, były etapy pośrednie. Jeśli wierzyć w pewien rosyjski mit, za twórcę pierwszego dwukołowego pojazdu napędzanego siłą ludzkich mięśni uznać trzeba by Jefima Artamonowa. Zbudowana przez niego maszyna miała przemierzyć ponad 2200 km z Jekaterynburga na Uralu do Petersburga kończąc by września 1801 r. dotrzeć na koronację cara Aleksandra I. Jednak nie wszyscy w to wierzą. Tak jak w Gagarina.

Pierwszym udokumentowanym twórcą przodka roweru jest francuz de Sivrac. Jego wynalazek nie był specjalnie skomplikowany. W całości wykonany z drewna. Dwa koła połączone żerdzią, na której zamontowane było siedzenie. Szału nie ma. Jeździec podczas jazdy wyglądał jakby biegł. Trochę jak u Flinstonów. Kariery zawrotnej ten wynalazek nie zrobił, ale był istotnym etapem na drodze do sukcesu. I tutaj na arenę wkracza wspomniany na początku Karl von Drais, który poprawia de Sivraca. Ulepszenie polegało na zastosowaniu obrotowego widelca przedniego połączonego z kierownicą. Co to dawało? Ano możliwość skręcania bez konieczności zsiadania z pojazdu. To co dzisiaj wydaje się oczywistością, kiedyś nią wcale być nie musiało. Oryginalny egzemplarz nazwany przez konstruktora draisinne (czyli drezyna) znajduje się w muzeum miejskim w Karlsruche. Waży 45 kg i pozwalał osiągnąć prędkość ok. 10 km/h. Czad. I teraz uwaga. Za oficjalną datę powstania roweru uważa się 12 czerwca 1827 roku. To wtedy von Drais ulepszoną przez siebie drezyną pokonuje ze średnią prędkością drogę pomiędzy Mannheim a Schwetzinger. Tadam!

No, ale my dzisiaj wiemy, że to jeszcze nie to. Oni nie wiedzieli. Przełomu w 1839 roku dokonał szkot Kirkpatrick MacMillan. Wymyślił mechanizm napędowy, dzięki któremu nie było konieczności odpychania się w czasie jazdy od ziemi. Takie dwa pionowe pręty przymocowane przegubowo do kierownicy i tylnego koła. Trochę jak w lokomotywie. Tak MacMillan pokonał liczącą 229 km trasę z Courthill do Glasgow (tam i z powrotem). Średnia prędkość: 13 km/h. MacMillan jest również sprawcą pierwszego odnotowanego wypadku rowerowego. Na swoim pojeździe potrącił dzieciaka, za co zapłacił karę wysokości 5 szylingów. Jedziemy dalej. Tym razem do Francji. W 1860 roku Pierre Michaux wzbogacił oddaną mu do naprawy drezynę o zamocowane do przedniego koła dwa … pedały. I tak, nieświadomie, stworzył standard obowiązujący do dzisiaj. Tak narodził się welocyped. Jeszcze brakuje tylko łańcucha i zębatek. Ale po kolei.

Welocyped Michauxa różni się od drezyny materiałem. Zdecydowana przewaga stali. Ciężki i twardy. Dlatego pieszczotliwie nazywano go boneshaker. Czyli łamacz kości. Ponieważ nie znano jeszcze wówczas mechanizmu napędowego z przełożeniami, aby przyspieszyć stosowano bardziej prymitywne metody. Średnicę przedniego koła zwiększano, a tylnego zmniejszano. Z czasem do kół dodano łożyska i szprychy. I tak dojechaliśmy do roku 1870. Wtedy mniej więcej powstaje pojazd będący prawdziwą ikoną swojej epoki: bicykl. Dziewięć lat później anglik Harry John Lawson po raz pierwszy stosuje w bicyklu napęd na tylne koło przekazywany z pomocą łańcucha. No blisko, coraz bliżej. Jednak Lawson nie zmniejszył rozmiaru kół. Dokonał tego dopiero John Starley. Zmienił on konstrukcję tak, aby koła były jednakowej wielkości, a rama była w kształcie czworokąta. I tak, w 1885 roku rozpoczął produkcję pojazdu pod nazwą ROVER. Tadam! I to już jest to. Tutaj chyba projekt mistrza Leonarda doczekał się materializacji. I co ciekawe – nazwa rower przyjęła się chyba tylko w Polsce.

W 1888 roku pewien pochodzący z Belfastu weterynarz dokonuje kolejnego, rowerowego przełomu. Jeśli powiem, że nazywał się John Dunlop, to chyba wszyscy się zorientują, że chodzi o opony. W 1900 roku firma Fichtel&Sachs wprowadza na rynek piastę wolnobiegową, czyli tzw. torpedo, a w roku 1902 James Archer oraz Henry Sturmey stworzają przekładnię umożliwiającą zmianę biegów podczas jazdy. Czyli przerzutki po prostu. I tak konstrukcja Starley’a, wynalazki Dunlopa, Fichtel&Sachs’a oraz Archera i Sturmey’a doprowadziły do powstania pojazdu uważanego za bezpośredni prototyp współczesnego roweru.

Rozpoczął się złoty wiek w historii tego wynalazku. Do dzisiejszych czasów wciąż udoskonala się konstrukcję dwóch kółek, ale zasadnicza idea nie ulega już zmianie.

Rower miał w swojej historii różne okresy. I wzlotów i upadków. Raz był szpanem, raz obciachem. Bywało, że zakazywano na nim jeździć ze względu na dużą ilość potrąceń pieszych. Kobietom pomógł założyć spodnie i zdobyć większą samodzielność i niezależność w przemieszczaniu się po mieście. W czasach transportu konnego rower trochę namieszał. Był tańszy w kupnie i jeszcze tańszy w utrzymaniu. Dlatego ci którzy mogli, masowo z czterech nóg przerzucali się na dwa kółka. Efektem była zapaść całego przemysłu związanego z handlem końmi, produkcją powozów i siodeł. Przełom XIX i XX wieku to prawdziwy rowerowy boom. W USA w rekordowym 1986 r.wyprodukowano milion rowerów, a pod koniec XIX w. aż 10% rynku prasowego należało do reklam rowerów. Również w Europie dało zauważyć się znaczne zmiany – w Niemczech, Danii i Holandii zaczęto budować pierwsze drogi rowerowe, by rowerzyści mogli poruszać się po lepszych nawierzchniach niż wówczas istniejące. Na przełomie XIX i XX wieku podróże rowerowe w tych krajach stanowiły aż 80% transportu osobowego. Sytuacja zmienia się w połowie XX w, kiedy do akcji wkracza samochód. To cztery kółka stają się wyznacznikiem statusu społecznego i rower idzie w odstawkę. Ale w latach 70-tych cena benzyny drastycznie rośnie i rower wraca do łask. Jego popularność konsekwentnie pnie się w górę. Dzisiaj zwłaszcza. To efekt coraz większej świadomości ekonomicznej, zdrowotnej i pro ekologicznej. Są państwa, które realizują politykę pro rowerową, bo zdają sobie sprawę, że dwa kółka mogą być dzisiaj lekarstwem na wiele cywilizacyjnych bolączek. Na przykład na zatłoczone i zadymione centra naszych miast. Wybaczcie mi tą prywatę na koniec. Kto jak kto, ale NINIWA Team musi zdawać sobie sprawę z tego jakim błogosławieństwem jest rower. Oni wiedzą, że na rowerze można się modlić, kształtować swój charakter, zachwycać się światem, nawiązywać prawdziwe relacje. A nawet zawierać małżeństwa. A może nawet wjechać do nieba. Cóż, nie ma nic niemożliwego dla Niego. Koniec.

Adam Szefc Szewczyk