Dzień 2 - odwiedziny

Wszyscy wiemy, że nie jest łatwo się rozstać. Dlatego właśnie dzisiejszy dzień minął pod znakiem odwiedzin... rodziców rowerzystów.

Jako pierwsza, jeszcze w poniedziałek wieczorem, przyjechała mama Angeliki, która dowiozła córce kartę płatniczą. Już rano czekało na nas pyszne ciasto przywiezione wraz z sandałami przez tatę Marysi.

Na porannym dystansie mieliśmy małą atrakcję w postaci przeprawy promowej przez Wisłę. Chwilę później przywitaliśmy się z tatą Piotrka, który przywiózł 2 rowery, a zabrał tandem... Jak podkreślają "tandemowicze", czyli Bąk&Dałkiewicz Partners, test wypadł pozytywnie i epizod z podwójnym rowerem jeszcze powróci w czasie tej wyprawy! Kolejne dystanse mijały w typowym wyprawowym stylu. W przerwie obiadowej obiad oraz zapomniany portfel Karoliny podrzucili także rodzice.

Wieczorem opuścili nas Łukasz i Michał, aby wymienić pękniętą obręcz. Po przejechaniu 182 km zostaliśmy bardzo gościnnie przyjęci przez gospodarzy w Wólce Ogryzkowej. Udostępnili nam wąż do umycia się, a później zaskoczyli ogromnym garem przepysznego zurku oraz pieczonymi ziemniakami. Bardzo dziękujemy!

Statystyki:

  • 182 km
  • 24 km/h
  • nocleg - Wólka Ogryzkowa

Watykan: procedury obowiązujące w sprawach nadużyć

Do końca tego roku Wikariat Państwa Watykańskiego ustali system publiczny, stale obowiązujący oraz łatwo dostępny, aby przedstawiać relacje dotyczące przestępstw i zaniedbań dotyczących nadużyć wobec młodocianych oraz osób wymagających opieki.

Informację tę przekazał kardynał wikariusz Angelo Comastri w liście do szefów wszystkich dykasterii oraz asystentów duchowych Państwa Watykańskiego. Zawiera on procedury ewentualnego ujawniania informacji oraz oskarżeń o nadużycia. Inicjatywa podejmuje wskazania Papieża Franciszka, które weszły w życie poprzez zatwierdzenie norm w dniu 1 czerwca br., określonych w prawie oraz motu proprio na temat ochrony młodocianych i osób najsłabszych (Sulla protezione dei minori e delle persone vulnerabili) oraz motu proprio Vos estis lux mundi (Wy jesteście światłem świata).

System będzie stopniowo integrowany z normami wprowadzonymi przez inne kompetentne instytucje, szczególnie te wskazane w Liniach przewodnich dla ochrony młodocianych oraz osób najsłabszych dla Państwa Watykańskiego z 26 marca. Zgodnie z tymi wskazaniami, również w czerwcu został mianowany pełnomocnik ds. Ochrony osoby ks. Robert Oliver, sekretarz Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich, do którego mogą zwracać się posiadający informacje lub podejrzenia, że młodciany lub osoba bezbronna jest narażona na nadużycia lub mogła paść jego ofiarą w obszarze działań duszpasterskich Wikariatu, podobnie jakby wiedziały o jakichkolwiek zaniedbaniach ze strony jego władz.

 

źródło: Radio Watykańskie


Ten sportowiec przekazał nietypowy znak krzyża. To latynoska tradycja [WIDEO]

Znany kolumbijski kolarz szosowy, Egan Bernal, który jest zawodnikiem należącej do dywizji UCI WorldTeams drużyny Team Ineos, wymienił ze swoją rodziną niesamowity znak krzyża.

Na wideo udostępnionym na portalu Twitter widzimy sportowca, który przytula członków swojej rodziny. Następnie kreślą na sobie wzajemnie znak krzyża. To niezwykła latynoska tradycja.

– To jest znak wzajemnego błogosławienia sobie. Dla Latynosów sakramentalia są bardzo ważne, dlatego ciągle proszą o błogosławieństwa, pokropienie wodą, o znak krzyża. Zawsze na końcu rozmowy proszą o błogosławieństwo i się nim wymieniają – komentuje o. dr Kasper Mariusz Kaproń OFM, misjonarz i doktor liturgiki, a także sekretarz generalny i kierownik studiów doktoranckich na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Katolickiego św. Pawła w Cochabamba (Boliwia).

Ta niezwykła tradycja może uzmysłowić nam, jak wielką moc na wzajemne błogosławienie się, a także znak krzyża, który wykonany świadomie, oznacza również odpust cząstkowy.

 

Źródło: Misyjne.pl


"Sweetfocia", "fejsik" i "prawdopodobly" - o językowych meteorytach

"Helpunku!", "apdejt", "sweet focia" i "energy drink"... W języku pojawiają się czasem obcojęzyczne wyrazy, które zaraz potem mogą zniknąć. O językowych meteorach opowiadał w rozmowie  ich kolekcjoner - lingwista prof. Marek Kuźniak z UWr.

Meteory to jasne ślady na nieboskłonie, pozostawione przez kosmiczne okruchy skalne, które wpadają w ziemską atmosferę. Większość takich "spadających gwiazd" całkowicie spala się w powietrzu - jeszcze wysoko nad naszymi głowami. Nieliczne uderzają w Ziemię i pozostawiają na niej trwały ślad.

Prof. Marek Kuźniak z Instytutu Filologii Angielskiej Uniwersytetu Wrocławskiego w rozmowie z Polską Agencją Prasową zauważa, że podobnie jest z nowymi wyrazami, które trafiają do nas z innych "językowych planet". Lingwista w swoich badaniach autorskich - jak również we współpracy z prof. Elżbietą Mańczak-Wohlfeld z Uniwersytetu Jagiellońskiego - tworzy kolekcję tych najbardziej ulotnych wyrazów.

"Meteory to obcojęzyczne wyrazy okolicznościowe, pojawiające się w danym języku. Nie występują w słownikach, nawet wyrazów obcych, i cechują się słabą frekwencją w ogólnym, literackim języku" - mówi w rozmowie z PAP prof. Marek Kuźniak.

Sczekałtuj moją sweetfocię, nołlajfie

Czasem językowe meteory zachowują oryginalną pisownię: jak np. "energy drink", "kissing point", "must be the music", "whatever". Czasem ich pisownia dostosowywana jest do polskiego języka - jak w wyrazach "hejter", "fejk", "nołlajf" czy "Dżizas". A czasem uzyskują polskie elementy, jak w wyrazach: "apdejtować", "sczekałtować", "lovciać" czy "sfriendzonować". Są też wreszcie hybrydy jak "sweetfocia", "helpunku" "fejsik", "fashionistka", "dać komuś lajka", "być w touchu", "o co kaman?", "prawdopodobly" albo "plażing".

"Meteory są ciekawe, bo pokazują pewną dynamikę naszej komunikacji, jej ulotność. Jeśli się ich w danym momencie nie zaobserwuje, mogą nigdy nie zostać przez nikogo opisane" - dodaje rozmówca PAP, który zaproponował metaforę astrofizyczną do opisu tego typu wyrazów w swojej książce w 2009 r ("Foreign Words and Phrases in English. Metaphoric Astrophysical Concepts in Lexicological Study").

"Rozpocząłem nową edycję `obserwacji nieba`" - mówi prof. Kuźniak i zachęca do zgłaszania takich ulotnych zapożyczeń.

Pytany, dlaczego ludzie tworzą meteory i ich używają, prof. Kuźniak odpowiada: "Po pierwsze nie zawsze chce się nam szukać odpowiedników danego sformułowania w docelowym języku. Czasami, kiedy przełączamy się pomiędzy językami, pożyczenie wyrazu jest najprostszym rozwiązaniem".

Drugim czynnikiem, o którym wspomina, jest chęć identyfikacji w grupie lub wyróżniania się w niej dzięki językowi. "I tak np. żargon korporacyjny jest osadzony na gruncie ekskluzywności, hermetyczności. Ludzie, którzy nie rozumieją, co to są `deadline`y`, `fakapy`, albo `czelendże`, nie będą w stanie właściwie funkcjonować w grupie" - zwraca uwagę badacz.

Poza tym - dodaje - niektórzy tworzą meteory, dążąc do przełamywania konwencji językowych.

Deszcz meteorytów

"Meteory to jest wczesna forma zapożyczenia. One pojawiały się w języku od zawsze. Jednak z tym deszczem meteorów, jaki teraz obserwujemy w naszym języku, nie mielibyśmy do czynienia, gdyby nie rozwój technologii - gdyby nie było Google`a oraz innych narzędzi globalnego komunikowania się" - mówi. Uzupełnia jednak, że gdyby nie środki masowej komunikacji, trudniej byłoby też takie językowe meteory badać.

"Nie obawiałbym się jednak, że ten deszcz meteorów będzie tak intensywny, że zniszczy naszą planetę!" - uśmiecha się naukowiec.

W Polsce najpopularniejszym źródłem pochodzenia meteorów jest język angielski. Prof. Kuźniak pytany, czy i w języku angielskim są językowe meteory pochodzące z języka polskiego - mówi, że owszem, choć sytuacja nie jest symetryczna. "W badaniu sprzed 10 lat wyszło mi, że język polski był na miejscu 14., jeśli chodzi o siłę wpływu na język angielski. Czyli nie tak odległy" - mówi. Dodaje, że na pierwszych miejscach znalazły się tam języki: francuski, niemiecki, włoski, hiszpański i walijski. Jak jednak zauważa lingwista, po falach emigracji Polaków do Wielkiej Brytanii sytuacja mogła się znacznie zmienić. "W Pracowni Badań nad Ponglishem i Nowymi Odmianami Języków działającej w IFA UWr zbieramy również materiały na temat Ponglishu, czyli swoistego zjawiska przenikania się języka polskiego i angielskiego. Chcemy sprawdzić - zarówno na wyspach brytyjskich, jak i w Polsce - czy tworzy się nowa forma komunikowania" - kończy naukowiec.

 

Źródło: NaukawPolsce.pap.pl


Rozważanie na środę, 31 lipca

Mt 13,44-46
Jezus powiedział do tłumów: «Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją».

Jacek Salij, dominikanin, kiedy mówił o „herezjach” w dzisiejszych kazaniach, wspominał, że z ambon słyszy się o tym, że królestwo Boże nadejdzie do nas na końcu świata. Tak jakby kaznodzieje zapominali, że naszym zadaniem jest tak żyć, aby to królowanie Boga było dostrzegalne na ziemi, chociażby przez nasz sposób życia. To generuje kolejne pytania: czy Bóg króluje w moim domu/klasztorze/plebanii/pracy, w relacji z dziewczyną lub chłopakiem, w szkole, na uczelni, we wspólnocie, w zarządzaniu czasem, na stronach, które odwiedzam… Oby tak.

o. Marcin Wrzos OMI


Nawrócenie ekologiczne jest pilnie potrzebne

Wczoraj nasza planeta wyczerpała swoje zasoby za cały 2019 rok. Od dziś człowiek zatem będzie żył jakby „na kredyt”. Te alarmujące dane napływają z ustaleń organizatorów obchodzonego wczoraj Dnia Wyczerpania Zasobów Ziemi. W obecnym roku wypadł on właśnie wczoraj, czyli 29 lipca. Data ta stanowi niechlubny rekord, gorszy niż w poprzednich latach.

Ta sytuacja coraz bardziej zubaża ziemię oraz niszczy równowagę zarówno samej natury jak i rzutuje na przyszłość ludzkości. Opamiętanie i zmiana kierunku rozwoju nadal jest jednak możliwa. Mówi Alfonso Cauteruccio, przewodniczący Greenaccord, włoskiej organizacji pozarządowej o inspiracji chrześcijańskiej, która powstała w 2002 roku i stawia sobie za cel uwrażliwianie na tematy środowiskowe.

Cauteruccio – jesteśmy pokoleniem cykad, a nie mrówek

“ Jesteśmy jakby pokoleniem cykad, nie mrówek, w znaczeniu, że przesadzamy mocno z konsumizmem i nie zachowujemy umiaru, którego bardzo potrzebuje nasza planeta – podkreślił w wywiadzie dla Radia Watykańskiego Alfonso Cauteruccio. - Człowiek nie wnosi dzisiaj pozytywnego wkładu – szybko wyczerpuje zasoby ziemi. Aby zaspokoić wybujałe potrzeby należałoby mieć do dyspozycji prawie dwie planety. Konsumujemy blisko dwa razy ponad to, czego potrzebujemy. Zubażamy ziemię we wszystkich wymiarach. Ale z naturą, jak mówi Papież, nie można żartować. Ona nie daje możliwości odpokutowania. To, co jest ważne, to wzrost poczucia osobistej odpowiedzialności każdego z nas. Papież nazywa to nawróceniem ekologicznym. To droga prowadząca do zmiany mentalności, naszego sposobu działania każdego dnia. ”

źródło: Radio Watykańskie


Papież: wobec handlu ludźmi nikt nie może być obojętny

„Korupcja jest chorobą, która sama się nie zatrzyma, potrzeba większej świadomości zarówno na poziomie indywidualnym, jak i wspólnotowym, także w Kościele, aby naprawdę można było pomóc tym nieszczęśliwym kobietom tak, by niesprawiedliwość tego świata nie spadała na najbardziej bezbronne i kruche stworzenia. Jakakolwiek forma prostytucji jest sprowadzeniem człowieka do roli niewolnika, jest przestępstwem, wstrętną wadą, która myli miłość z folgowaniem własnym instynktom torturując bezbronną kobietę”. Te słowa Franciszek umieścił we wstępie do książki ks. Aldo Buonaiuto: „Kobiety ukrzyżowane. Wstyd handlu ludźmi opowiedziany z ulicy”.

Papież przypomina w nim swoją wizytę we Wspólnocie Jana XXIII, gdzie spotkał się z kobietami, które były ofiarami handlu ludźmi i prostytucji. Przyznał, że w czasie tego spotkania doświadczył całego bólu i niesprawiedliwości związanej z takim poniżeniem. „Czułem pragnienie, wręcz przymus, aby prosić je o przebaczenie za ich prawdziwe i okrutne tortury, jakie musiały znosić z powodu swoich klientów, z których wielu uważa się za chrześcijan” – wyznał Franciszek.

Papież wyraził także pragnienie, aby książka ta mogła dotrzeć do jak największej liczby ludzi, gdyż znając tragiczne historie sprzedawanych kobiet będzie można lepiej zrozumieć, że bez wyeliminowania popytu tak wielu klientów nie da się przeciwdziałać wyzyskowi i poniżaniu drugiego człowieka.
„Handel ludźmi i prostytucja to rana na zbiorowym sumieniu, dewiacja wyobraźni. To patologiczne myślenie, z powodu którego kobieta jest wykorzystywana, jak gdyby była towarem na sprzedaż, a potem wyrzucona – napisał Franciszek. – To choroba ludzkości, pomylone myślenie społeczeństwa. Uwolnienie tych biednych niewolnic jest gestem miłosierdzia i obowiązkiem wszystkich ludzi dobrej woli. Ich bolesny krzyk nie może nikogo pozostawić obojętnym. Nikt nie może odwrócić się w drugą stronę, czy umyć rąk z niewinnej krwi, która rozlewana jest na ulicach świata”.

Źródło: Radio Watykańskie


Pierwszy dzień Ostatniego Okrążenia II!

Statystyka:
Dystans: 170 km
Średnia prędkość: 22,7
Miejscowość: Krzyż

"Pierwszy dzień" już po raz 13. Na starcie 39 uczestników. Ci, którzy śledzą wyprawy od dłuższego czasu zapewne znają tradycyjny plan wyjazdowego poranka. Msza święta rozpoczęła się o godzinie piątej na plaży, przy pięknym wschodzie słońca. Jednak uczestnicy krzątali się przy swoich sakwach jeszcze wcześniej. Ostatnie przepakowanie, "to biorę, a tego nie". Mszy świętej przewodniczył ojciec prowincjał Paweł Zając OMI, a na koniec, po wspólnym śniadaniu, pobłogosławił rowerzystów i ich pojazdy. Wydawać by się mogło, że wszystko to jest już dobrze znane i niezmienne. Nowością w tym roku jest możliwość wzięcia udziału w części wyprawy. Z tej możliwości skorzystało 13 osób, które odłączą się w jej trakcie. 26 śmiałków wybiera się na 6-tygodniową Misję Ratunkową dla Europy.

Plan dnia standardowy: po 50km przerwa (choć dziś te "pięćdziesiatki" były ciut dłuższe). Droga przebiegała głównie przez wioski, zgodnie można stwierdzić, że żniwa w pełni. Po przejechaniu 170 km rowerzystów na nocleg przyjęli gospodarze w miejscowości Krzyż. Jest dostęp do wody, a możliwość szybkiego "prysznica" po upalnym dniu - bezcenna.

Ach, i jeszcze jedna nowość tegorocznej wyprawy - otóż 2 uczestników postanowiło wyruszyć na jednym rowerze. Tak, tak, jedzie z nami TANDEM!


Rozważanie na wtorek, 30 lipca

Mt 13,36-43
Jezus odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście». On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha».

Ewangelia ukazuję wizję Sądu Ostatecznego. Wówczas mają zostać oddzieleni dobrzy ludzie od złych. Kryterium oceny naświetlił karmelita św. Jan od Krzyża: „Przy końcu życia będziemy sądzeni z miłości”. Obyśmy tak żyli, abyśmy przez naszą miłość, czynione dobro dostali się do nieba. Może warto przełamać się właśnie dziś wobec kogoś, z kim mamy trudną relację.

o. Marcin Wrzos OMI


Rozważanie na poniedziałek, 29 lipca

J 11,19-27
Wielu Żydów przybyło do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Rzekła Marta do Niego: «Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Rzekł do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?». Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».

Jezus wskrzesza swojego przyjaciela Łazarza. Czas na ziemi mamy właśnie po to, aby zaprzyjaźnić się z Chrystusem, tak jak to zrobił Łazarz. Wówczas w dniu sądu, na końcu świata, będziemy zaproszeni do życia. Na zawsze. Warto.

o. Marcin Wrzos OMI