Mów o tym wszystkim

Jest rok 1933. To wtedy młody Tadeusz Burzyński, po złożeniu egzaminu maturalnego, rozpoznaje w sobie powołanie kapłańskie. Wstępuje do Seminarium Duchownego w Łodzi. Potem ląduje na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego. W 1939 jak wiemy, wybucha wojna. Mimo śmiertelnego zagrożenia za strony okupanta ksiądz Burzyński kontynuuje swoje teologiczne studia. Mieszka w domu sióstr szarytek ze Zgromadzenia św. Wincentego à Paulo w Pęcherach koło Piaseczna, gdzie sprawuje funkcję kapelana i pracownika fizycznego w miejscowym folwarku. Wciąż studiuje. W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego w klasztornej kaplicy wystawia Najświętszy Sakrament i odprawia trzygodzinną adorację. Udziela ostatniego namaszczenia rannym powstańcom. W końcu ginie przeszyty niemieckimi kulami.

4 czerwca 1962 roku ksiądz Luis Padillo udzielał ostatniego namaszczenia umierającym żołnierzom znajdując się w ogniu snajperów. Fotograf Hector London Lovera zrobił wtedy zdjęcie, na którym widać, jak umierający komandos kurczowo trzyma się czarnej sutanny księdza Luisa. A kule rozrywały wokół beton chodnika. Uderza na tym zdjęciu oblicze księdza. Emanuje z niego jakiś pokój, niezachwianie. A nawet śmiałość.

Ksiądz Vincent Capodanno bardziej znany jako Sługa Boży Vincent Capodanno był kapelanem amerykańskich marines. Opiekował się nimi jak swoimi dziećmi. Udzielał namaszczenia i stał przy nich wiernie niezależnie od wszystkiego. Na śmierć i życie. W 1967 roku w heroicznej bitwie pod Dang Son ranna zostaje jego twarz, a odłamek granatu prawie odrywa mu dłoń. Mimo tego rusza Mów o tym wszystkimpomóc rannemu żołnierzowi, który leżał zaledwie kilka metrów od karabinu maszynowego wroga. I to właśnie od serii tego karabinu zginął Vincent. W jego ciele doliczono się 27 ran po kulach.

Kardynał Ignatius Kung Pin Mei był więźniem chińskich władz. Z wielką odwagą wyznawał: jestem biskupem rzymsko-katolickim. Jeśli potępię Ojca Świętego nie tylko nie będę biskupem, ale nawet nie będę katolikiem. Możecie obciąć mi głowę, ale nigdy nie odbierzecie mi moich powinności. Po aresztowaniu, na stadionie sportowym w Szanghaju miał wyznać publicznie swoje “zbrodnie”. Z zawiązanymi na plecach rękami powiedział mocnym głosem do mikrofonu: Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Papież! Tłum powtórzył jego słowa dodając: niech żyje biskup Kung! W niewoli spędził 30 lat. Większość w izolatce.

Arcybiskup Sajgonu, Franciszek Ksawery Nguyn Van Thuan był przez 13 lat więziony w małej, pojedynczej celi. Odprawiał w niej msze święte, mając do dyspozycji krople wina, okruchy chleba i zrobiony przez siebie druciany krucyfiks.

Cisza w eterze

Dlaczego nie słyszałem o żadnym z tych księży nigdy wcześniej? Dlaczego nikt nie zrobił o takich ludziach filmu dokumentalnego? Może jest, ale kto o nim wie… Takich bohaterów w sutannach mamy oczywiście znacznie więcej. Ale to mało chodliwy temat. Nie ma to jak ksiądz pedofil. Temat jak świeże bułeczki.

Każdy kto zabiera głos w dyskusji o tym filmie deklaruje pełne współczucie dla ofiar i potępienie dla oprawców. I nie ma się co dziwić. Tutaj mamy do czynienia z pełną jednością. Niezależnie od opcji politycznej, religijnej czy jakiejkolwiek innej. Dobrze, że ten film powstał. Bo jest wstrząsem. A czasami jedynie wstrząs może coś zmienić. Może dzięki niemu poleci parę głów, które polecieć powinny. Może dzięki niemu za jakiś czas ze świecą będzie trzeba szukać księdza pedofila. Ale póki co widzę, z jak bardzo bolesnym stygmatem musi zmagać się każdy przeciętny ksiądz katolicki. Nawet ten najbardziej święty. Niejaka Doda przyznała, że cała sprawa uderzy rykoszetem z tych niewinnych, których, mówiąc oględnie, jest znaczna większość. Ma rację. Księża (niektórzy przynajmniej) boją się chodzić do szkoły, uśmiechać do dzieci, przytulać, a przebywać z nimi sam na sam to już w ogóle im nie wolno. Koloratka staje się dzisiaj znakiem rozpoznawczym pedofila…

Pomimo, że nagłówki gazet skupiają się na problemie pedofilii w Kościele Rzymskokatolickim, większość oskarżeń o molestowanie seksualne dzieci dotyczy kościołów protestanckich, przy czym większość spraw wywodzi się nie z duchowieństwa, a wolontariuszy

Szerszy kontekst

Jest coraz głośniejsze pytanie o intencje. O intencje twórców. Że niby z troski o ofiary i przeciw pedofilom. Nie wierzę. Gdyby chodziło PRZEDE WSZYSTKIM o walkę z pedofilami, uderzono by też w inne środowiska, gdzie tych zboków jest znacznie więcej. Kler puścili przed wyborami samorządowymi. „Tylko nie mów nikomu” przed wyborami do europarlamentu. Za dużo tych zbiegów okoliczności. Film zalatuje na kilometr niechęcią nie do pedofili, ale do Kościoła jako instytucji. I choćby nie wiem jak bardzo mocnym odświeżaczem ktoś próbował zabić ten zapach, nie uda mu się to.

W 2002 roku czasopismo „Christian Science Monitor” bardzo nieprzyjazne Kościołowi katolickiemu opublikowało wyniki ogólnokrajowych badań przeprowadzonych przez organizację „Christian Ministry Resources”. Cytat:

Pomimo, że nagłówki gazet skupiają się na problemie pedofilii w Kościele Rzymskokatolickim, większość oskarżeń o molestowanie seksualne dzieci dotyczy kościołów protestanckich, przy czym większość spraw wywodzi się nie z duchowieństwa, a wolontariuszy.

Rabbi Arthur Gross Schaefer, profesor prawa i etyki w Loyola Marymount University, który uważa, że nadużycia seksualne wśród rabinów mają miejsce równie często, jak wśród duchownych protestanckich mówi:

Niestety, reakcja naszej społeczności jak dotąd sprowadzała się jedynie do przemilczania sprawy, by uniknąć skandalu. Strach przed rozgłosem i pozwami do sądu stwarza atmosferę stłumionych szeptów i oburzenia na tych, którzy ośmielą się wyłamać z szeregu.

W Nowym Jorku co najmniej jedno dziecko dziennie jest molestowane przez pracownika szkoły. W 1994 roku profesor Charol Shakeshaft zbadał 255 przypadków molestowania seksualnego dzieci przez nauczycieli w Nowym Jorku właśnie. Choć każdy z oskarżonych przyznał się do winy, to ani jedna sprawa nie została przekazana władzom. I jedynie 1% tych nauczycieli utraciło prawa do wykonywania zawodu.

Szacuje się, że ok 40 % gejów LGBT to aktywni pedofile. Wśród księży pedofile to około 0,01 %. Tyle liczby.

Mam tylko nadzieję, że wyciąganie na światło dzienne grzechów Kościoła ostatecznie go wzmocni i oczyści. Że zamiast go potępiać, w końcu zaczniemy się za niego modlić. Że młodzi chłopcy, którzy odkrywają w sobie powołanie do kapłaństwa, nie zagłuszą tego powołania lękiem przed etykietą PEDOFIL. Mam taką nadzieję.

Adam Szefc Szewczyk