Relacja z II wyprawy przygotowawczej

Skończyła się II wyprawa przygotowawcza, w której miałam przyjemność wziąć udział i jestem z tego bardzo zadowolona. Przejechaliśmy ok. 530 km, co w tak krótkim czasie jest dla mnie życiowym rekordem. Ale dałam radę! 🙂 Ogólnie trasa przebiegała przez Śląsk, województwo opolskie i wielkopolskie. Zabawne było to, że cały czas byliśmy w miarę blisko Kokotka. Na spotkaniu organizacyjnym przed wyprawą stwierdziliśmy, że Msza odbędzie się już w piątek rano, ponieważ zapowiadali deszcz ale Pan Bóg podarował nam świetną pogodę na ten dzień. Po pierwszej 50-tce trafiliśmy do Sanktuarium na Górze św. Anny (św. Anna to babcia Jezusa jakby co 🙂 ). Tam się pomodliliśmy, odpoczęliśmy i ruszyliśmy dalej. Na drugiej przerwie zaczęło trochę padać ale to nie przeszkodziło nam w przygotowaniu pysznego obiadku. Po 200 przejechanych kilometrach trafiliśmy do miejscowości Turawa na nocleg. Sympatyczna opiekunka z domu dziecka pozwoliła nam rozbić namioty na terenie ośrodka z pięknym widokiem na jezioro.

Sobota – pobudka o 5 rano, szybka zbiórka i w drogę. Po pierwszym dystansie mieliśmy Mszę św., na której Ojciec Tomek mówił o tym, że człowiek powinien być zawsze na pierwszym miejscu, a nie zwierzęta czy ekologia i że jak ktoś dobrze traktuje człowieka, to zwierzęta też będzie dobrze traktował. A co dalej? Ojciec Tomek z powodu ważnych spraw musiał się odłączyć, a my pojechaliśmy dalej. Kierunek – Koniec Świata. Nawet nie wiedziałam, że taka miejscowość istnieje i w sumie mogę się pochwalić, że byłam nawet na Końcu Świata.

Ojciec powiedział nam, że nasz cel na dzisiaj to przejechanie minimum 150 km ale czuliśmy się na tyle silni, że przejechaliśmy znowu ponad 200 😊 Pierwsza próba znalezienia noclegu nie powiodła się 😞 Znaleźliśmy fajne miejsce ale Państwo, którzy mieszkali tuż obok najpierw pozwolili nam tam przenocować, część osób zdążyła już rozłożyć namioty, a tu nagle nam odmówili, ze względu na zdenerwowanego, szczekającego psa 😊. Ale chwilę później trafili się dobrzy ludzie. Mała dziewczynka, którą spotkaliśmy po drodze powiedziała, że jej wujek załatwił nam miejsce na boisku przy remizie strażackiej. Wieczorem wreszcie skorzystaliśmy z ukulele, które Franek woził ze sobą tylko po to żeby sprawdzić jak będzie się je wozić na wyprawie. Część grupy odśpiewała przed spaniem jakieś 40 zwrotek morskich opowieści. 😊

Celem na niedzielę było zdążyć na Mszę w Tarnowskich Górach, gdzie Ojciec miał kazanie. Mieliśmy okazję być żywym przykładem dla ludzi, którzy byli obecni na Mszy. Później czekał nas już tylko powrót do Kokotka i mieliśmy zaliczone 130 km tego dnia.

Podsumowując, chciałabym powiedzieć, że naprawdę się cieszę, że byłam na wyprawie, że poznałam dużo nowych, wspaniałych ludzi, pedałowałam razem z nimi i odczułam prawdziwy klimat wyprawy.

Dzięki!

Halina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *