Poznać siebie

Jestem tym co jem

Jeden z podstawowych dogmatów żywieniowych. I prawdę mówi. Trudno, żeby te tony wrzucanych w siebie produktów nie miały wpływu na to kim jesteśmy i jak żyjemy. Raz na jakiś czas warto poznać swój organizm. I zafundować sobie okresowe badania profilaktyczne. Dokładnie dwa dni temu dzwonił koleś i proponował bezpłatne badania pod kątem obecności pasożytów i poziomu homocysteiny. Czyli dziada o wzorze C4H9NO2S, którego nadmiar wspomaga miażdżycę i osteoporozę. To tak dla dociekliwych. Oczywiście musiałem odmówić. Brak czasu. Ale gdyby jutro coś mnie zwaliło z nóg, czas na leżenie w szpitalnym łóżku pewnie by się znalazł. Musiałby. Głupi człowiek. Albo parafrazując kultową polską maksymę – mądry człowiek po szkodzie.

Warto poznać swój organizm. Im wcześniej wypatrzysz nadciągającego wroga, tym większa szansa na zwycięstwo. Znam faceta, który przypadkowo trafił do gabinetu kardiologicznego. Lekarz po chwili badania momentalnie wezwał karetkę. Operacja była dzień później. Pół dnia na stole. Chirurdzy wykończeni. Udało się. Potem długa rekonwalescencja. Chłop żyje i ma się dobrze. Ale niewiele brakowało by popłynął na drugi brzeg. Nie popłynął tylko dzięki temu, że poznał swój organizm. Przypadkowo. To ani nie jest czasochłonne, ani kosztowne jakoś specjalnie. Nie chce nam się i tyle. Ruszamy tyłek dopiero wtedy, gdy mamy przystawiony do głowy pistolet. Tak jest z wszystkim. Nie tylko z jedzeniem i ciałem. 

Jestem tym co oglądam 

Podobno 90 procent dzieci poniżej drugiego roku życia regularnie spędza czas przed laptopem lub telewizorem. To nie jest kwestia kilku minut dziennie, ale kilku godzin. Kiedyś żeby uspokoić wrzeszczącego dwulatka w wózku dawało mu się grzechotkę. Czasem pomagało, czasem nie. Dzisiaj daje się smartfona. Zawsze pomaga.

Telewizory w naszych domach potrafią być włączone non stop. A potem rodzice dziwią się, że ich dzieci mają problemy z mówieniem, czytaniem i emocjami. Winę zrzucają na ADHD albo autyzm.  A tymczasem winny jest ten niegroźnie wyglądający kolorowy ekranik pełen ruchomych obrazków i dynamicznych dźwięków. Pięć minut spędzonych przed takim ekranem przez dwulatka daje efekt porównywalny do godziny spędzonej w sali kinowej przez osobę dorosłą. Policzę to, bo zapowiada się grubo. Policzyłem. Wychodzi, że dwie godziny małego dziecka przed laptopem to w sumie moja spędzona w kinie doba (sic!).

Wiedzieliście, że podczas oglądania bajki, mózg odbiera ponad tysiąc impulsów na sekundę? O ile wzrok jakoś daje sobie z tym radę, o tyle mózg już niekoniecznie. To jak hipnoza. W czasie oglądania dziecko jest jakby nieobecne. Jest zamrożone. Spokojnie śledzi to co dzieje się na monitorze. Problem zaczyna się, jak bajka się kończy. Dzieci są nadpobudliwe, nerwowe, drażliwe. Co wtedy robią rodzice, żeby mieć święty spokój? Oczywiście puszczają kolejną bajkę. Spokój może i mają, ale ja wiem czy święty?

Nie tylko dzieci

Jeśli myślicie, że telewizja ma negatywny wpływ tylko na dzieci, to się mylicie bardzo. Telewizja, czy w ogóle oglądanie filmów i filmików psuje życie każdego człowieka i ma wpływ na to, jaki on jest. Jasne, że są dobre i pożyteczne rzeczy. Problem jest w tym CO i ILE oglądamy. Oglądanie zabija twoją wyobraźnię i zdolność kreatywnego myślenia. Czytając książkę, musisz wyobrażać sobie to co czytasz. Nawet słuchając radia. A oglądanie podaje ci gotowca na tacy. Koszmar. Media decydują o tym co myślisz i w co wierzysz. Są uznawane za czwartą władzę. Politycy wiedzą o tym od zawsze. Winne naszej polsko-polskiej wojny są media właśnie. Mówisz mi, że twoje polityczne poglądy wynikają z obiektywnej oceny rzeczywistości? Ha, ha, ha, ha!!!! Jesteś jak zaprogramowany robocik, który myśli to co każe mu myśleć jego ulubione medium.

Media sprawiają, że świat jest dla nas głównie naszpikowanym zagrożeniami i nieszczęściami miejscem. Dobra wiadomość to zła wiadomość. Rzuć okiem na pierwszy z brzegu portal info. Dowiesz się, że niebawem w ziemię uderzy asteroida, że rozbił się kolejny samolot i że w jednym ze szpitali ktoś kogoś zadźgał nożem. Nikogo nie obchodzi to, że nieznana nikomu kobieta urodziła zdrowe dziecko, którego ojcem jest jej kochający mąż. Ale dziecko martwe i do tego będące efektem zbiorowego gwałtu to już temat, który bankowo się sprzeda. Siedząc przed telewizorem wcale nie wypoczywasz, jak mogło by się wydawać. Gnuśniejesz. Do ciekawego odkrycia doszli włoscy naukowcy. Okazuje się, że małżeństwa, które mają w sypialni to przeklęte pudło rzadziej się do siebie zbliżają. Powiadają, że dzieci dzielą. Nieprawda. Telewizja dzieli. Chciało by się powiedzieć – telewizjo, wypad z mojego domu! Coraz więcej osób to mówi i to robi. Efekty są urzekające. 

Jestem tym w co wierzę

Hyrum W. Smith pisze, że jesteś tym w co wierzysz, a Luxtorpeda śpiewa o tym, że są w nas dwa wilki – dobry i zły. I że wygrywa ten, którego karmimy. To prawda. Jeśli chcesz poznać i zrozumieć siebie, musisz przyjrzeć się temu, czym się karmisz. Zawsze miałem wiele pytań dotyczących przekazywania przez rodziców swojej wiary ich dzieciom. To w sumie naturalne. Rodzisz się w rodzinie chrześcijańskiej – stajesz się chrześcijaninem. Rodzisz się w muzułmańskiej – stajesz się muzułmaninem. Itd. Dziecko jest w tym wszystkim kompletnie bezbronne. I bezkrytyczne. Ale z wiekiem może być różnie. Coraz więcej czynników ma na dziecko wpływ. Ktoś z pobożnej rodziny chrześcijańskiej wybiera w dorosłym życiu ateizm. Ktoś z islamu przechodzi na chrześcijaństwo. Cóż, wolnoć Tomku w swoim domku.

Są zagorzali wrogowie przekazywania dzieciom jakiejkolwiek doktryny religijnej. Że niby dziecko ma mieć neutralne wyznaniowo środowisko, po to, by w dorosłym wieku samo, bez jakiejkolwiek presji zdecydowało co wybiera. Ale to utopia. Rodzic jest po to by dziecku dać to, co jego zdaniem najlepsze na świecie. Bo kocha. Daje mu najlepsze emocje, jedzenie, zabawę, nawyki. Jeśli Bóg jest dla człowieka najlepszą rzeczą na świecie, bo jest, to dlaczego dziecku tego nie dawać? O wyższości chrześcijaństwa nad innymi religiami nie teraz. Nie ten moment. Nie ten temat. Wybaczcie, ale od razu przejdę do wniosku końcowego – chrześcijaństwo jest wyjątkowe i jedyne. Bo Bóg chrześcijan jest wyjątkowy i, co tu dużo gadać, Jedyny. Jeżeli chcemy, by nasze dzieci miały w sobie życie, prawdę, wiarę, nadzieję i miłość, to musimy im dać Jezusa. Jeśli my chcemy mieć w sobie to samo, musimy karmić się Jezusem. Człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. To powiedział św. Jan Paweł II. 

Adam Szefc Szewczyk