Życiowe fałszywki

Wieszcz Mickiewicz pisał, że wartość czegoś zaczynamy dostrzegać dopiero wtedy, gdy to tracimy. Święta prawda. Felietonista Szefc ujmie to tak: najwięcej czasu i energii poświęcamy zwykle temu, co jest tego najmniej warte.

Wyczuwam jakąś niewidzialną siłę, jakąś bezduszną strategię, która nadaje kształt naszemu życiu. Decyduje o tym, jak funkcjonujemy, co myślimy, czego pragniemy. Nie wiem jak to nazwać. Cywilizacja, kultura, obsesja porównywania, wyścig szczurów, hegemonia mediów, internetu, reklamy. Nie wiem. Coś co skutecznie ukrywa się za pozornie dobrymi rzeczami, w ostateczności szkodząc nam okrutnie.

Karykaturalna rzeczywistość

Przeciętny, statystyczny obywatel spędza swój czas na wrzucaniu do koszyka w hipermarkecie śmieciowej żywności, oglądaniu filmowych gniotów i czytaniu tysięcy nic nie wnoszących w jego życie postów na jednym z portali społecznościowych. Do tego trzy etaty, by zarobić na nowe auto, wakacje na Krecie i oczywiście spłatę kredytu na wymarzony dom z ogródkiem. A w ogródku obowiązkowo grill zalewany puszkowanym piwem za 1,5 zeta. Ja wiem, to duże, karykaturalne uproszczenie. Ale jeśli odnajdujemy się choćby w jednym z elementów tej karykatury, to znaczy, że coś jest na rzeczy.

Prawda o otaczającym nas świecie jest smutna. Wrzucamy w siebie jedzenie, które jest fałszywe. Bo jedynie udaje zdrowe i pożywne. Oglądamy telewizję, która jest fałszywa, bo jedynie udaje, że mówi prawdę. Marnotrawimy setki naszych bezcennych godzin na przebywanie w wirtualnym, fałszywym świecie, który już nawet nie próbuje udawać prawdziwego. Ale nie przeszkadza nam to. Ważne, że jest fajnie. Pociągają nas różne idee i koncepcje, które obiecują szczęście, zdrowie, pieniądze, sukces, równowagę ciała i umysłu. Ale koniec końców okazują się fałszywe, bo zamiast obiecanych dobroci, otrzymujemy bankructwo i totalną deprechę. Jakkolwiek rozumieć te pojęcia. Jesteśmy zapętleni. I tyle.

Jak to odpętlić?

Są ludzie, domy, wspólnoty, gdzie z powodzeniem próbuje się odpętlać życie, rezygnując z życiowych fałszywek. Telewizory lądują na śmietniku, akwizytorzy internetu bezprzewodowego i telewizji cyfrowej odchodzą spod naszych drzwi z kwitkiem, a na stole w kuchni obok żytniej mąki leży brytfanka do pieczenia chleba. Nie, żeby pszenna była zła, no ale… Telefony, których używamy w pracy są wyłączane, aby nie kusiła nas propozycja zarobienia kolejnych kilku stówek kosztem rodziny. Albo zdrowia.

Znany polski artysta estradowy opowiadał, że ma miesięczny limit czasu, który jest gotowy przeznaczyć na pracę. Reszta należy do rodziny i zdrowia. I oczywiście Boga, bo to pobożny chłop jest. I kiedyś zadzwonili do niego z Hollywood z propozycją za milion dolarów. A ponieważ limit się wyczerpał, odmówił. Da się? Da się!

Znam ludzi, którzy w hipermarkecie kupują tylko papier toaletowy. Odrzucili żywieniowe fałszywki i zaczęli szukać prawdy. Coraz więcej takich. Świadomość się budzi. Takich, co nie mają w domu telewizora też coraz więcej. Zadaniem rodzica jest nie tylko spłodzić, ale i wychować. Najłatwiej jest zamrozić dziecko przed monitorem laptopa albo smartfonem, zapchać go paczką chipsów i załatwiać swoje sprawy. Ale to nie jest dobra droga. I dobrze o tym wiemy. W domach, gdzie nie ma medialnej hegemonii ludzie zdani są na siebie. O zgrozo, sam na sam z drugim człowiekiem! W moim domu telewizor stety/niestety jeszcze jest. Ale kiedy go wyłączam, czuję błogosławieństwo tej ciszy. To jak otwarcie na oścież okna w pełnym zaduchu pokoju. Urszula Sipińska śpiewała kiedyś piosenkę, której nie lubię. Ale podpisuję się obiema rękami i nogami pod jej przesłaniem:

Chcę wyjechać na wieś, gdzie się zatrzymał w polu czas; chcę w nieruchomym stawie zobaczyć swoją twarz.
Chcę wyjechać na wieś, dojrzałe wiśnie z drzewa rwać, w glinianym piecu upiec chleb ostatni może raz.
Przyznam się Wam do czegoś: kilka dni temu po raz pierwszy w życiu upiekłem w domu chleb. I tylko mam nadzieję, że jednak nie ostatni.

Bądź bohaterem

Gry komputerowe to osobny rozdział tematu. To współczesny narkotyk elektronicznej populacji. Najbardziej narażeni na jego działanie są oczywiście ludzie młodzi. To elektroniczne LSD – alarmują specjaliści. Wyjątkowo paskudna życiowa fałszywka. Analiza nie pozostawia złudzeń – 85% tych gier to mordobicie, które angażuje gracza w akty przemocy i destrukcji. Wiecie, to są pomysły z cyklu: zabijasz przeciwnika, oglądasz jego zwłoki z różnych stron, spoglądasz mu w oczy (o ile jest w co zaglądać), depczesz denata nogami i zostawiasz wokół niego krwawe ślady, by podkreślić skuteczność swojego działania. Badania są tutaj zatrważające. Oto garść:

  • w zakresie programów komputerowych, z jakich najczęściej korzystają dzieci na pierwszym miejscu znajdują się gry komputerowe (78% dziewcząt i 92% chłopców),
  • 50% rodziców nie kontroluje czasu spędzonego przez dzieci przy komputerze,
  • 51% rodziców nie ingeruje w gry, w które grają ich dzieci, pozostali wykluczają, by ich dziecko grało w „bezmyślne” i „brutalne” gry,
  • 77% rodziców nie dostrzega zagrożenia, jakie stwarzają niewłaściwie dobrane gry komputerowe,
  • chłopcy są zwolennikami gier walki, w których zawsze są zwycięzcy i pokonani, a bohaterowie posługują się całym arsenałem broni.

Myślicie, że nałogowe przebywanie w tym wirtualnym świecie nie ma wpływu na ten realny? Nie łudźmy się. Ma. Jeśli w porę nie rozpoznamy i nie odrzucimy fałszu w naszym życiu, stanie się on naszą prawdą. Kto wie, może już jest?

Adam Szefc Szewczyk