Zobaczyć niebo

Czy da się odwiedzić niebo i wrócić na ziemię? Komercyjne wycieczki na księżyc i na Marsa wydają się coraz bardziej realne, więc może takie do Nieba też? Od tych pierwszych jest Elon Musk i jego prywatna firma SpaceX. A kto miałby nam umożliwić wizytę w niebie?

Eben Alexander jest urodzonym w 1953 roku amerykańskim neurochirurgiem. Absolwentem ekskluzywnej szkoły średniej Philips Exeter Academy. Studiował na Uniwersytecie Karoliny Północnej w Chapel Hill. Tytuł doktora nauk medycznych uzyskał na Uniwersytecie Duke’a. Posiada certyfikaty Amerykańskiej Komisji Neurochirurgicznej oraz American College of Surgeons. Miejsca, w których pracował jako wykładowca, chirurg i neurochirurg to litania, której Wam oszczędzę. Jest członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego. I nie tylko. I ten oto poważny naukowiec ze śmiertelną powagą twierdzi, że był… w niebie. Napisał o tym nawet książkę – Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył niebo.

Choroba

Eben nigdy nie był wierzący. Historie o życiu pozagrobowym traktował z przymrużeniem oka. Tak jak potem inni traktowali tą jego osobistą. Wierzył, że po śmierci nie ma nic. Do czasu. W 2008 roku zachorował na bardzo groźną odmianę zapalenia opon mózgowych. Było źle. Na tyle źle, że lekarze i bliscy powoli godzili się z jego śmiercią. Aż tu nagle, po siedmiu dniach śpiączki wrócił do świata żywych jako zupełnie inny człowiek.

Co się takiego stało?

Dr Alexander w trakcie swojej śmierci klinicznej zrozumiał, że ziemska śmierć to jednak nie koniec istnienia. Wszystko to na czym budował swoje dotychczasowe przekonania legło w gruzach. Naukowiec opowiada o rzeczach, które zahaczają o klimaty baśniowe. O tym, że będąc na granicy życia i śmierci zobaczył piękną, błękitnooką kobietę towarzyszącą mu w jego wędrówce. Że widział tajemnicze istoty, które określił mianem migoczących i które jego zdaniem były czymś dalece bardziej zaawansowanym niż wszystko inne co widział na ziemi. Widział też w niebie zstępujący z wysokości wśród cudownych dźwięków chorał. A stojąc tak i patrząc w zachwycie, spadał na niego deszcz, który go jakimś cudem nie czynił mokrym. Po takich doświadczeniach przemiana w kogoś wierzącego wydaje się czymś naturalnym. I tak stało się w przypadku dr. Alexandra. Oczywiście znaczna część naukowego środowiska obśmiała te jego rewelacje. Eben odpowiedział na to tak:

Zachorowałem na rzadko spotykaną odmianę zapalenia opon mózgowych. Prawdopodobieństwo zachorowania na tę właśnie postać wynosi 1:10. Tylko 2 proc. chorych przeżyje. Jednak prawie nikt nie wychodzi z tej choroby inaczej niż – jak to się mówi – w stanie warzywa pozbawionego kontaktu ze światem zewnętrznym. Byłem tak blisko śmierci, jak tylko można być. Dalej jest już tylko przyjazd koronera. Ale w tej samej chwili byłem też gdzie indziej… Zgodnie ze współczesnym rozumieniem działania mózgu i umysłu jest absolutnie niemożliwe, bym w trakcie śpiączki mógł doświadczać choćby mglistej i ograniczonej świadomości. Tym bardziej, abym mógł odbyć tak niezwykle wręcz żywą, jaskrawą i całkowicie spójną odyseję. A tego właśnie doświadczyłem.

A na jakiej to ja podstawie mam bardziej dawać wiarę sceptycznym naukowym głowom niż człowiekowi, który przeżył coś co nauce się zupełnie wymyka? Zresztą takich ludzi jest znacznie więcej.

Inne przypadki

Tym razem czteroletnie dziecko. Colton Burpo. Film opowiadający jego historię za bardzo mnie nie ruszył, ale sama historia owszem. Colton w wieku 4 lat przechodził operację usunięcia wyrostka robaczkowego, który pękł w jego trzewiach. W trakcie zabiegu wystąpiły komplikacje i akcja serca u chłopca uległa zatrzymaniu. Dziecko na cztery dni zapada w śpiączkę. Gdy lekarze i rodzina tracą nadzieję, nagle następuje przebudzenie, a wszelkie objawy choroby, w niewytłumaczalny sposób zanikają. Kilka miesięcy po tych wydarzeniach mały Colton zaczyna opowiadać swoim rodzicom dziwne historie. Wyznał, że podczas operacji zaczął się nagle unosić nad swoim ciałem, obserwując kolejne działania lekarzy. Także z góry zobaczył modlących się za niego rodziców, a potem… trafił do nieba. Chłopiec stwierdził, że podczas wizyty w zaświatach spotkał swojego dziadka oraz siostrę, która zmarła jeszcze przed narodzinami. Colton miał też stanąć przed obliczem Boga i ujrzeć Jezusa.

Chłopak po tym wydarzeniu ujawniał wiedzę, jakiej nie miał prawa posiadać. Opisywał wydarzenia w których nie uczestniczył, ludzi, których nie spotkał. Jego opisy były tak realistyczne i szczegółowe, że nie sposób było posądzić go o konfabulację. Ojciec Coltona spisał te jego wspomnienia z nieba i tak powstał bestseller. Co zresztą o niczym nie świadczy. Antyreligijny Bóg urojony Richarda Dawkinsa to też bestseller. John Burke napisał książkę Zobaczyć niebo. Historie prawdziwe. To zeznania 100 osób (jedną z nich jest Colton Burpo), które przeżyły śmierć kliniczną i, jak twierdzą, były w niebie. Też wielki bestseller. I to też o niczym nie świadczy. Dr Jeffrey Long, zbadał 1300 przypadków śmierci klinicznej i opisał dziesiątki relacji związanych ze zjawiskiem “wychodzenia” poza ciało. Według niego, niezależnie od kraju pochodzenia, środowiska, kultury i religii badani zawsze w podobny sposób opisywali swoje przeżycia.

I jak to ugryźć?

Ok, niech będzie, że to nie żadne Niebo ani żaden Pan Jezus, tylko nieznane dotąd właściwości naszego mózgu, które robią nam kuku. Albo po prostu nasza wybujała wyobraźnia. Zbiorowa halucynacja. Ściema dla kasy. A jak nie? A jak się okaże, że nasza skłonność do racjonalnego wyjaśniania wszystkiego i wszystkich jest naszą największą pułapką? Bo to jest tak – jeżeli mamy do czynienia z bardzo inteligentnym przeciwnikiem, to możemy być niemal pewni, że to co wydaje nam się prawdą jest w rzeczywistości oszustwem. I na odwrót. Pożyjemy – zobaczymy.

Adam Szefc Szewczyk