Sam fakt życia

Życie to nie bajka, życie nie jest sielanką, życie jest twarde, życie to cierpienie – te wiele innych tym podobnych stwierdzeń często słyszymy. Faktycznie jest wiele trudu. Może racje mają ci, którzy mówią, że nie warto żyć. Nagle niezależnie od ciebie przyczepi się ciebie jakaś choroba, ginie ci dziecko. I jaki wtedy jest sens, żeby dalej żyć?

Zastanawiam się czy jest w stanie mi wystarczyć sam fakt istnienia. Czy można cieszyć się tylko tym, że jestem. Czy potrafię usiąść w jakiś swoich ciasnych czterech kątach, bez niczego i cieszyć się tym, że jestem, że mam świadomość siebie? Bez względu na stan zdrowia, wiek w jakim się znajduję, sytuację finansową, otoczenie ludzi? Nawet jeśli odpowiedzi na te wszystkie pytania są negatywne, to jednak sam fakt istnienia – czy wystarcza?

Dobrze jest, żeby nie stwierdzić, że koniecznym jest, dojść do tego momentu, w którym sam fakt mojego istnienia mi wystarcza. Wtedy moje życie nie jest zagrożone niezależnymi ode mnie zewnętrznymi czynnikami. Prawdziwy pokój noszę w sobie. Prawdziwą radość noszę w sobie. Prawdziwą i pewną siłę noszę w sobie.

Jak odkryć sens samej świadomości istnienia? To jest wysiłek nie uciekania od siebie. Wtedy żyję ja. Najgorzej gdy zamiast mnie żyje we mnie świat zewnętrzny. Gdy mnie nakręcają tylko sprawy innych ludzi, ich życia, albo gdy ciągle karmię się nowymi wydarzeniami, zbieram wszystkie informacje ze świata, ale wtedy już nie ma miejsca na mnie. Nie żyję ja. I chociaż procesy biologiczne we mnie trwają i zewnętrznie wyglądam na żywego, to jednak już nie mam w sobie miejsca na swoje życie.

Dla mnie przerażające są chwile poczucia pustki w sobie. Moje życie ma sens, gdy jestem. Gdy nie ma we mnie miejsca dla mnie, gdy nie ma prawdziwego spotkania ze sobą samym, gdy nie ma czasu na obecność ze sobą samym.

Sam fakt istnienia mi wystarczy. Świadomość własnego istnienia jest konieczna. Tylko umieć żyć w tym świecie tak, by on nie wykradł mnie samego. Być tak obecnym, żeby nie stracić obecności.

Zewnętrznie patrząc, życie to nie bajka ale również trud i cierpienia. Zmierzanie od jednego problemu do drugiego. Wykonując jednak wiele czynności zewnętrznych trzeba jednak ciągle patrzeć w swoje wnętrze i tam szukać sensu i radości oraz spełnienia życia. Wydaje się, że to działa nawet w obliczu śmierci. Sam tego nie przeżyłem, ale mając okazję kilka razy towarzyszyć, tak to wygląda, że umiera tylko zewnętrzne ciało, jednak sam człowiek nie przestaje istnieć. To co najistotniejsze w człowieku, co istotne, to trwa.

Czy mogę zatem nie cieszyć się życiem? Czy mogę dać się przygnębić lub chodzić udręczony? Mam swoje „5 minut” na tej ziemi, tą możliwość zewnętrznego wyrażania swojego życia. Czy mogę stracić ten czas? Czy mogę siebie zniszczyć przez obciążenie tym, co zerdzewieje, zgnije, czy zbutwieje, chodź dziś się świeci i jest uznawane za największe nowinki tego świata. Czy moje życie nie jest ważniejsze? Dzięki temu, że naprawdę żyję i inni mają szanse, żeby na nowo uruchomić w sobie te machinę, często zarzuconą, zadeptaną, odsuniętą na bok. Dobra materialne prędzej czy później muszą zmęczyć i stać się niepotrzebnym balastem. Problemy ze zdrowiem, relacje z ludźmi i inne niepowodzenia są treścią mojego życia, ale nie jego warunkiem. Zatem cieszę się, że żyję. Moje życie nie jest bajką, ale jest piękne, jest dobre samo w sobie, jest pełne nadziei i przyszłości. Cieszę się, że żyję.

Przeczytaj również: