Obsesja małżeństwa

Co do spraw, o których pisaliście, uważam, że najlepiej jest się nie żenić. Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. 

To nie moje. Nie jest to też fragment deklaracji Ruchu Poparcia Konkubinatu. Ani manifest Partii Siglii. To Święty Paweł. No i co, Biblia przeciw małżeństwu? No nie. To po pierwsze podpucha. Fragment wyrwany z kontekstu, jak wiemy, może posłużyć poparciu każdej idei. To bardziej pochwała celibatu. Bo o tym, że celibat jest głęboko biblijny, pewnie wie niewielu. 

Małżeństwo jest jedną z dróg jaką może pójść człowiek. Nie jedyną. Najpowszechniejszą, ale nie jedyną. Z tych mających certyfikat chrześcijaństwa mamy jeszcze kapłaństwo, życie zakonne no i po prostu świeckie singielstwo. Znam przynajmniej kilka przykładów świeckich, religijnych singli. Takich, co rozeznali, że ani małżeństwo, ani kapłaństwo czy zakon. Takich, którzy jako single służyli (i służą) Bogu i drugiemu człowiekowi. I to tak, że hej. W naszym kościele pokutuje niestety do dzisiaj taki stereotyp, że stara panna albo stary kawaler to ktoś gorszej kategorii, ktoś komu się nie udało. Krzywdzące i głupie. Ok, bycie singlem może wynikać z jakiejś patologi. Na przykład z mega-egocentryzmu albo obsesji kariery własnej. Ale takie same niebezpieczeństwa czyhają też w innych powołaniach. Bywa, że w małżeństwo ludzie wchodzą, bo nie umieją w odpowiednim momencie zerwać toksycznego związku. Bywa i tak, że seminaria przyciągają homoseksualistów. Chcę tylko powiedzieć, że wybór jakiegokolwiek powołania może wynikać z fałszywego rozeznania. Głos Boga zawsze można przeoczyć. Albo po prostu świadomie zlekceważyć. Życie, chciało by się rzec. 

Osoby żyjące w samotności to już dzisiaj prawdziwa plaga. W Niemczech na przykład, liczba singli to już ponad jedenaście milionów. W USA to ponad 20 procent ogółu ludności. W Polsce to między 13 a 17 procent. I ten odsetek ciągle rośnie. Nie wierzę, że mamy tu do czynienia z jakimś nagłym wzrostem Bożego powołania do życia w samotności. Raczej chodzi o wzrost nastrojów hedonistyczno – egocentrycznych. Albo po prostu o współczesnego wirusa niedojrzałości do podejmowania odpowiedzialnych, nieodwracalnych decyzji. 

Szef Szlachetnej Paczki, ks. Stryczek, próbował swojego czasu ratować sytuację coraz większej liczby samotnych organizując inicjatywę po hasłem “Święto singla, czyli fajne randki dla fajnych ludzi”. To taki pomysł pomocy tym, dla których singlowanie nie wynika z powołania, ale z życiowej bezradności. Czy coś to dało, nie wiem. Próbować warto . Tak czy inaczej, wiedzieć trzeba jedno. Podstawowym kryterium każdego powołania jest miłość. Ale taka MIŁOŚĆ MIŁOŚĆ. Czyli chodzi o to, że wybierasz jakąś drogę nie dla siebie, ale dla kogoś. Pięknie ujął to JPII – współmałżonka wybieramy sobie dla niego samego. Dlaczego facet powinien do szaleństwa kochać kobietę, którą bierze sobie za żonę? Bo tylko miłość da mu siłę trwać przy niej na dobre i złe. Ta zasada dotyczy wszystkich powołań. Jak czegoś nie kochasz, to się za to nie bierz. Gdyby Jezus nie kochał człowieka do szaleństwa, pewnie już w Ogrójcu dał by sobie spokój ze swoim powołaniem. A że kochał, wytrwał do końca. To już wiemy, jak rozeznawać słuszność powołania. Przesiewając je przez sito miłości. Czyli, krótko mówiąc – kochaj i rób co chcesz. 

Adam Szefc Szewczyk