Ile trwa wdrażanie nawyku?

Podobno wpisując frazę 21 days na Amazon.com wyskakuje nam niemal 100 000 (sto tysięcy!) różnej maści książek i poradników na temat tego, jak w ciągu owych magicznych 21 dni odmienić swoje życie. Czyli np. schudnąć albo wyrobić w sobie jakiś nowy nawyk.

Autorstwo koncepcji 21 dni przypisuje się amerykańskiemu chirurgowi plastycznemu o nazwisku Maxwell Maltz. Zauważył on, że jego pacjenci zwykle potrzebują około trzech tygodni (dokładnie – 21 dni) na przyzwyczajenie się do swojej nowej twarzy. I ta obserwacja miała dać podwaliny do uknucia teorii 21 dni. Czyli, że niby tyle potrzebuje człowiek, by wytworzyć w sobie nowy nawyk. Są tacy, którzy przez całe życie nie umieją przyzwyczaić się do swojej starej twarzy, więc teoria 21 dni zdaje się być z lekka wątpliwa. Dlatego niektórzy dali sobie tydzień czasu więcej i tak powstała kolejna, mniej popularna, teoria 28 albo 30 dni. Czyli miesiąc. Np. przez miesiąc przeczytam cztery książki. Badania wykazują, że statystyczny polak czyta rocznie 19,5 strony, czyli cztery książki na miesiąc to norma na 40 lat! Podobnie działają cele noworoczne. Typu: przez 12 miesięcy nauczę się hiszpańskiego albo schudnę 15 kg. Czasem się udaje. Czasem nie. 

Mit obalony

W 2009 roku grupa badaczy z University Collage of London przeprowadziła ciekawy eksperyment. Zaproszono do niego 96 ochotników. Ich zadaniem było wyrobienie sobie nowych nawyków w kategoriach: jedzenie, picie, aktywność fizyczna. Każde postanowienie miało być wykonywane zawsze w tym samych kontekście. Na przykład: zawsze przed obiadem robię 20 pompek przez 10 tygodni. Eksperyment dobiegł końca. Okazało się, że na wyrobienie nawyku potrzeba od 18 do 254 dni. I tak mit 21, 28 i 30 dni został obalony.

Jest jeszcze jeden wniosek tego eksperymentu. Być może najistotniejszy. Okazuje się, że fundamentalne mechanizmy nowego nawyku tworzą się w początkowym okresie jego wprowadzania. Bywało, że jechałem na chlebie i wodzie w Wielkim Poście. Na przykład w Wielkim Tygodniu. Najgorsze były pierwsze dwa dni. Potem organizm przyzwyczajał się do nowej sytuacji i jakoś szło. Wiedziała o tej zasadzie Anna Jantar, która już w 1973 roku śpiewała, że Najtrudniejszy pierwszy krok, za nim innych zrobisz sto.

Albo kawa z mlekiem. Większość narodu pije. Ja do niedawna też. Ale od niedawna bez. Choć jeszcze z rok temu kawa bez mleka dla mnie nie istniała. Jednak nawyku picia kawy bez mleka nie wypracowywałem sobie przez miesiąc czy rok. To przyszło nagle. Jedno spotkanie z jednym człowiekiem, który pił bez. O tym, że mleko z kartonu to syf wiedziałem oczywiście od dawna. Ale potrzebowałem tego jednego spotkania, by nawyk picia kawy bez mleka stał się w moim życiu faktem. Teraz czas na cukier. Do postu jeszcze wrócę. Teraz pytanie: co to tak na prawdę jest ten nawyk?

Czym jest nawyk?

Psychologia powiada, że nawyk to zautomatyzowana czynność, którą świadomie bądź nieświadomie nabywamy przez wielokrotne powtarzanie. Nawykiem może być na przykład to, że najpierw zakładasz buta prawego, potem lewego. Ja tak mam. Albo kierunek w jakim się udajesz wchodząc do hipermarketu. Idealnym przykładem nawyków nabywanych świadomie jest muzyk, albo iluzjonista. Poprzez mozolne powtarzanie pewnych czynności dochodzi się tutaj do niewyobrażalnej mechanicznej perfekcji. Właśnie tak – Paganini i Copperfield to tytani mechanicznych nawyków nabywanych świadomie. Ten pierwszy, aby osiągnąć sobie tylko dostępny stopień wirtuozerii, przez całe życie ćwiczył po 8, a czasem nawet 10-12 godzin dziennie (sic!).

A te nabywane nieświadomie? To te, które wgrywają nam inni. Na przykład korporacje albo specjaliści od marketingu. Nasz spacer po centrum handlowym to prawdziwa symfonia nawyków nabytych nieświadomie. W zasadzie cali jesteśmy zbudowani z nawyków. Zerkasz co jakiś czas na telefon nawet kiedy nie dzwoni? Wiadomo, że tak. Nawyk. 

Wykorzystać nawyki

Wracam do postu. To czas, który jest dla nas szansą, by pożegnać się ze złymi nawykami. Albo przywitać z nowymi. Dobrymi. Teoretycznie. Ale od teorii wszystko się zaczyna. Jeżeli wymyślę sobie, że pierwszą rzeczą, do której po otworzeniu oczu zajrzę nie będzie smartfon tylko Biblia, to co stoi na przeszkodzie, by tą teorię wprowadzić w czyn? Albo jeżeli wymyślę sobie, że pierwszą rzeczą, którą po otworzeniu oczu wleję w siebie nie będzie słodka kawa z mlekiem tylko szklanka czystej wody, to co nas może przed taką zmianą powstrzymać? Albo jeżeli wymyślę sobie, że nowego dnia nie będę rozpoczynał zblazowaną miną tylko uśmiechem i dobrym słowem ofiarowanym komuś drugiemu, to czemu tego nie zrobić? Zostało jeszcze trochę Wielkiego Postu. Wciąż mamy szansę. Zresztą, post się skończy, ale szansa pozostanie. Ogłaszamy akcję: Master of habit’s. 

Nie ma określonego pomysłu, czasu czy sposobu. Wszystko jest indywidualne. Bóg nie stworzył nikogo takim samym. Dlatego od nikogo nie wymaga tego samego. Poza jednym. Byśmy codziennie starali się być choć troszeczkę lepsi. Od siebie samych. Tylko. 

Adam Szefc Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *