Duchowość Gwiezdnych Wojen [część 2]

Do charakterystyki zakonnej Rycerzy Jedi jeszcze powrócimy. Teraz zajmiemy się odkrywaniem śladów Boga w Gwiezdnych Wojnach. Rycerze Jedi i inni „wierzący” w Moc pozdrawiają się w sposób, który, szczególnie w języku angielskim – a więc oryginału scenariusza – nawiązuje wprost do celebracji liturgicznych. „May the Force be with you” („Moc z tobą/wami”) jest analogiczne do wstępnego pozdrowienia z Mszy Świętej: „The Lord be with you” („Pan z wami”) Spontaniczna odpowiedź wierzących brzmi: „I z duchem Twoim”; w Gwiezdnych Wojnach została zastąpiona jednak wyrażeniem „Always” („Zawsze”).

Trudno nie pokusić się o pytanie o miejsca Boga w świecie Gwiezdnych Wojen. Z filozoficznego punktu widzenia możemy wyróżnić kilka możliwych opcji i wybrać tę najbardziej właściwą. Pierwsza z nich to teizm: istnieje osobowy Bóg, który jest aktywnie zaangażowany w dzieje świata (mówimy wtedy o Opatrzności Bożej). Jest to klasyczne ujęcie chrześcijańskie. Już na pierwszy rzut oka trudno dopatrzeć się takiego Boga w sadze Lucasa. Kolejny sposób ujmowania istnienia Boga to deizm: Bóg jest Kimś w rodzaju Wielkiego Architekta świata. Bóg stworzył świat oraz rządzące nim prawa, aby następnie pozostawić go własnemu losowi. Takie rozumienie Boga rozpowszechniło się w dobie Oświecenia. Następna możliwość to panteizm: nieosobowy Bóg jest obecny wszędzie w świecie do tego stopnia, że staje się tożsamy ze światem. Takie ujęcie byłoby najbliższe rozumieniu „Mocy” z Gwiezdnych Wojen tyle, że Moc wydaje się być także różna od świata. Najlepszym teoretycznym odpowiednikiem ujęcia Mocy w filmie jest panenteizm. Od panteizmu różni się on tym, że to, co Boskie jest różne od świata. Bóg jawi się jako „dusza świata”, wszędzie obecna Moc, która wszystko przenika. Rozumienie Boga w Star Wars byłoby zatem ujęciem panenteistycznym.

Świat Gwiezdnych Wojen jest bardzo uproszczony, niemal czarno-biały. Bardzo łatwo stąd widzowi zidentyfikować się z określonymi bohaterami, stanąć po stronie sprawiedliwości, uciskanych i słabych. Jest to świat ewidentnie dualistyczny, świat światła i ciemności. I tacy też są w większości bohaterowie sagi Lucasa. Można wręcz pomyśleć, że istnieją dwie boskie i do tego różnorzędne zasady świata: strona ciemności i strona światła: bóg dobry i bóg zły o równorzędnym zakresie mocy. Nie jest to oczywiście chrześcijańskie ujęcie rozumienia świata. Taką koncepcję świata i Boga znajdziemy za to w psychologii analitycznej szwajcarskiego psychoanalityka Carla Gustava Junga. Przewodnia myśl serii filmowej Lucasa jest niemal dosłownym cytatem z Junga: „Wprowadzić równowagę do Mocy” („Bring balance to the Force”). Dojrzała osobowość wedle Junga to taka, która pomyślnie przeszła proces indywidualizacji. Jest to człowiek świadomy istnienia obu stron rzeczywistości, dobrych i złych tendencji, także w indywidualnej i zbiorowej nieświadomości oraz zdolny do zrównoważenia pochodzących z nich psychicznych energii w sposób odpowiedzialny. W rozumieniu teologicznym będziemy mówili raczej o skażeniu grzechu pierworodnego i o łasce odkupienia. Filmowy bohater, wybraniec Mocy, Anakin Skywalker, jest właściwie przez większość swego życia anty-przykładem tego życiowego zadania. Poddaje się on pokusie mocy zła, która jest, jak uczy potem jego syna Luke’a mistrz Yoda, łatwiejsza i szybsza, choć dla człowieka w ostatecznym rozrachunku destrukcyjna i przemienia się w złowrogiego Dartha Vadera. Anakin jest przez to bliższy każdemu z nas, ponieważ i my różnie wybieramy, co chcemy zrobić z własnym życiem, z powierzonymi nam przez Boga zdolnościami i talentami. Anakin nie jest super-bohaterem, a jednak w ostatnim momencie swego życia opowiada się za dobrem. Każdy z nas ma również zawsze szansę nawrócenia – może tylko lepiej nie czekać z tym na moment śmierci…

CDN

o. Andrzej jastrzębski OMI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *