Polowanie na pedofila. 18+

Mam baboka. Od lat uczę dzieci grać na gitarze. I to cudze. Chłopców i dziewczynki. Lekcje indywidualne. W zamkniętym pomieszczeniu sam na sam z dzieckiem. Już zrobiło się dziwnie. A co, jak któryś z tych dorosłych dzisiaj moich byłych podopiecznych uzna, że chyba był molestowany seksualnie? Że uśmiechałem się dwuznacznie, dziwnie dotykałem, może nawet przytulałem. A może nawet coś jeszcze więcej? Za zamkniętymi drzwiami mogło dziać się wszystko. Wyobraźnia ma tutaj spore pole do popisu. Uspokaja mnie to, że nie jestem ani sławny ani bogaty. Bo to głównie sławni i bogaci pedofile są na celowniku. No i księża oczywiście. Nawet jak są biedni i nieznani. Przeczytałem niedawno wyznanie jakiegoś jezuity, który boi się pracować z dziećmi. Bo boi się pedonagonki. Ja go rozumiem. Przypadek ks. Govoniego zwala z nóg. W 2000 roku ktoś składa na policji obciążające go zeznanie. Wynika z niego, że molestuje seksualnie dzieci, po czym, w ramach satanistycznych praktyk morduje je na pobliskim cmentarzu. Brrrr. W sprawie zeznaje 13 dzieci. Ksiądz wyroku jednak nie usłyszał. 19 maja 2000 r. w gabinecie swojego adwokata, po zapoznaniu z oskarżeniami dostaje zawału serca. Pełnomocnik kapłana przekonany o jego niewinności, po śmierci swojego klienta składa apelację. Po bardzo rzetelnie przeprowadzonym nowym procesie, sąd uniewinnia księdza z wszystkich zarzutów. 13 dzieci w trakcie pierwszego procesu kłamało. Ich rodziny były opłacane przez oskarżyciela. Nigdy nie było w Bassa Modena żadnej grupy satanistycznej. Oskarżyciel był świrem – chciał sprawdzić jak w praktyce zadziała jego intryga. Albo taka historia sprzed 25 lat. Paul Anderson oskarża kapłana z Dublina o molestowanie jego syna. Znów apelacja i ponowny proces. Rzekomo molestowany chłopczyk to dzisiaj 30 letni narkoman z myślami samobójczymi i gigantycznymi długami, który znalazł sposób na wyłudzenie od Kościoła pieniędzy. Nie udało się. Ksiądz niewinny. Jeszcze kilka liczb. Z około 4400 oskarżonych o pedofilię w USA księży z zarzutów oczyszczono 4300. W tzw. Raporcie Ryana z 2009 r. podano, że w latach 1930 – 1980 księża zgwałcili 2500 ofiar. I taka właśnie liczba przedostała się do mediów. Dopiero potem zrobiono małą korektę raportu. Ofiar jednak było mniej. Niewiele ponad 200. W latach 90 przy niektórych niemieckich szkołach i przedszkolach ustawiono znaki zakazu ruchu z księdzem w środku. A tu okazuje się, że wtedy w Niemczech na 15 tysięcy przypadków molestowania seksualnego nie było ani jednego duchownego. Czy wiedziałeś o tych wszystkich rzeczach? Bo ja nie. Gdybym z dziennikarskiego obowiązku nie zanurkował w sieci byłbym pozbawiony tej wiedzy. Wiedziałem za to doskonale, że w Gdańsku przewraca się pomniki, a w Toruniu stawia znaki: Uwaga! Ksiądz!

W Google wpisuje Michael Jackson. O sprawie jest ostatnio głośno. Jako pierwsze pozycjonują mi się tytuły mówiące wprost: Król popu to pedofil. Dokument Leavig Neverland jest ponoć (nie widziałem) miażdżącym ciosem w największą chyba ikonę popkultury. Dwóch kolesi, Wade Robson i James Safechuck, oskarżają w nim Jacksona o molestowanie seksualne. Miało do niego dochodzić lata temu, kiedy byli dziesięcioletnimi chłopcami. Ich opowieści zwalają z nóg. Ich ilość, szczegółowość i pikantność rodzi mimowolnie pytanie: jak to jest możliwe?

Ciekawe jest to, że Jackson kilka lat temu miał już proces o molestowanie. Jeszcze ciekawsze jest to, że bronili w nim Jacksona ci, którzy dzisiaj go oskarżają – Wade Robson i James Safechuck. Wtedy król popu został uniewinniony. Jak skończy się aktualna zadyma? Nie wiem. Póki co rodzina Jacksona pozywa twórców filmu, a jedna ze stacji BBC zakazuje emitowania jego piosenek. A świat jest w szoku.

Problem jest taki, że pedofile są i w Kościele i w showbusinessie i w szkołach. A najwięcej, jak ma podawać Ministerstwo Sprawiedliwości, wśród murarzy, ślusarzy i rolników (sic!). Czyli, krótko mówiąc, wszędzie. I z pedofilią trzeba walczyć jak z wszystkimi patologiami świata. Ale ja nie umiem do końca zrozumieć tej ostatniej fali ujawniających się po latach ofiarach molestowania. Łatwość z jaką można stwierdzić „byłem molestowany” jest niepokojąca. Ktoś to ogłasza, momentalnie pojawiają się czujne media, które wyznanie odpowiednio nagłaśniają. I po sprawie. Wyrok wydany. Jak udowodnić to, że dwadzieścia lat temu gdzieś w jakimś zamkniętym pomieszczeniu, jakiś nieżyjący dzisiaj facet dotykał mnie w okolicach genitali? Nie chce nikogo usprawiedliwiać, jestem za ściganiem przestępców i wsadzaniem ich do więzienia. Księży też. Ale jak się kogoś oskarża o poważne rzeczy, to powinno się posiadać równie poważne dowody. Tak myślę. Jestem prosty chłopak i prosto myślę. Jeżeli czyjeś wspomnienia z przeszłości mogą wystarczyć, by sąd skazał mnie na kilka lat odsiadki to ja emigruję na księżyc. A przecież przed wyrokiem sądu jest jeszcze wyrok opinii społecznej. Być może najboleśniejszy. A do wydania takiego wyroku, nie potrzeba żadnych niepodważalnych dowodów. Wystarczy jeden fake news. Dla wielu najbardziej niepodważalny dowód. Nie mam pojęcia czy Jackson i ksiądz Jankowski są winni. Wkurzają mnie ci winni, którzy chodzą bezkarnie i śmieją się sprawiedliwości w twarz. Współczuję tym niewinnym, którzy niesłusznie zostali skazani. Choćby na hejt. W najsłynniejszym procesie świata mamy dwóch skazanych. Jezusa i Barabasza. Niewinny został skazany. Winny został uniewinniony. Niby bez sensu. Ale jak spojrzeć na to z innej perspektywy, to ten bezsens ma sens. Najgłębszy. Niewinny zostaje skazany po to, by winni byli uniewinnieni. Czy przypadek Jezusa z Nazaretu może być jakimś pocieszeniem dla niewinnie oskarżonych o pedofilię? Może. Innego nie najdą.

Adam Szefc Szewczyk