Co robię z siłą, która jest we mnie?

Nie raz mamy ochotę przyspieszyć sprawy, zrobić jakiś skok w dal, ominąć przeszkody i znaleźć się na drugim brzegu rzeki. Czasem jest w nas taka siła, która pcha nas bardzo do przodu. Chcemy dotrzeć do człowieka, do ludzi. Pragniemy się jakoś mocno odbić, wyzwolić z tego, co nas trzyma, co hamuje, spowalnia, co ogranicza. Okazuje się, że to my sami w sobie blokujemy prawdziwą radość, wolność, szczęście. Ta mocna siła jest w nas, zatem z nas trzeba ją wyzwolić, z nas, którzy ją ograniczamy.

Życie ciągle się w nas wykluwa, ciągle coś jest schowanego w zanadrzu, coś ukrytego, czego nie wiemy. Nie wiemy jaki w sobie potencjał nosimy, do czego jeszcze jesteśmy zdolni. Jak budzić w sobie to, co dobre? Jak to wydobywać? Jak kierować swoim życiem, by odkrywać w sobie to, co rzeczywiście jest wartościowe, co warto rozwijać, co ma jakiś sens?

Gdy patrzymy wstecz, zawsze odkrywamy, że wszystko miało jakiś sens…

Z czasem nakładamy na siebie różne oblicza, narzucamy na siebie jakieś skorupy. Dochodzenie do tego ogromu możliwości w nas, to odrzucanie tych nabytych warstw, to dochodzenie do samej głębi swojego wnętrza, do tego co we mnie najbardziej istotne. Nie raz to chwilowe przebłyski, gdy udaje nam się dostać do samej głębi, czasem to drobne iskierki, szybko przemijające. Sztuka jest je uchwycić, zapamiętać, jakie odczucie, jakie światło, jakie pragnienia… i iść w tym kierunku, nie bać się, bo to właściwy ja, w samej głębi, taki jaki siebie zastałem, taki, jaki zostałem stworzony, jaki zostałem obdarowany przez dane mi życie.

Nie wolno mi zapomnieć tych chwil, tych przebłysków. One są we mnie siłą napędową, są motorem, źródłem siły, ciągle odnawianej nadziei i wiary w sens i kierunek mojego dalszego życia. Rozmyślać, odczytywać, zastanawiać się nad tym, co w sobie widzę i z myśli przechodzić do działania. Potrzeba mi odwagi do jednego i drugiego. Do uczciwego zajrzenia w głąb siebie i do realizacji tego, co w sobie zauważyłem.

Dawno już zauważyłem, że życie zostało mi dane, że to nie ode mnie, ale teraz coraz bardziej widzę, że to życie jest też mi zadane, że jest moim obowiązkiem, że to ja także bardzo mocno nadaję mu kształt i formę, nie trwałe to oczywiście, bo ciągle wchodzę w siebie i odkrywam coraz to nowe rzeczy. Ale to moja odpowiedzialność, odkrywać i realizować. Wysiłek wchodzenia w siebie to zadanie, od którego nie mogę uciekać. To niełatwy wysiłek, wymaga ciszy, zatrzymania, zostawienia tych skorup, do których się już przyzwyczaiłem. Łatwo odkładać to na później, łatwo siebie zagłuszyć, zakrzyczeć, zatrzymywać się na tych formach zewnętrznych już nałożonych. Ale gdy przestanę widzieć co we mnie się dzieje, to te zewnętrzne kształty szybko się zestarzeją, szybko pobrudzą, znudzą. Dlaczego tak często zajmuję się tylko tym, co zewnętrzne? Cała siła napędowa, siła radości, świeżości życia jest w środku.

Patrząc na drugiego, też widzimy to co zewnętrzne. Czy podejmujemy wysiłek zajrzenia do środka, żeby lepiej zrozumieć, żeby umieć być przy drugim. Czasem trzeba pomóc drugiemu zrzucić zewnętrzna maskę. Nie raz widać, że to zewnętrzne wdzianko jest po prostu bardzo obronne, bardzo odgradzające.

Tak naprawdę im więcej tego na zewnątrz, na sobie, tym ciężej. Prawdziwy ja jestem w środku. Dobrze, że odkrywam w sobie te wielkie pragnienia. Dobrze jest tak samo z wielką siłą je realizować, być im wierny, nie zniechęcać się. Przecież w momencie kiedy nie chcę ich realizować, to zdradzam niejako samego siebie. To co w środku, to mnie tworzy. Jeśli to pozostawiam, nie realizuję tego, to tak naprawdę jakbym nie żył.

Co robię z siłą, która jest we mnie?

Przeczytaj również: