Antynomia miłości i nienawiści

Ewagriusz z Pontu, grecki mnich, który ujął w pewien system ascetyczne doświadczenie starców pustyni, również i te dwa duchowe „żywioły”, zdolne opanować człowieka – miłość i nienawiść – przedstawił jako część składową swojej koncepcji ascezy.

Dwie postawy

Nasz pisarz chętnie przeciwstawia sobie miłość i nienawiść, nie czyniąc z nich jednak równorzędnych sił w człowieku. Nie istnieje między nimi symetria. Już filozofia stoicka uczyła, że wada, zło pozostaje w niezgodzie z porządkiem ludzkiej natury, a zatem i nienawiść nie jest tak samo właściwa człowiekowi, jak miłość. Bóg zasiał dobre nasienie w nas. „Było tak, że zła nie było, i będzie tak, że zła nie będzie… Niezniszczalne są nasiona cnoty” (O różnych rodzajach złych myśli 31, t. 1)1. Nienawiść nie ma podobnego pochodzenia czy przeznaczenia jak miłość.

To m.in. względy ekspresji językowej każą jednak mnichowi z Pontu często odwoływać się do kontrastu miłość-nienawiść. Oto kilka wypowiedzi, w których występuje taka antynomia: „Albowiem jeśli właściwą dla miłości jest wielkoduszność, nie jest dla niej właściwą walka, której towarzyszy wzburzenie. Wzburzenie przecież rodzi nienawiść, pobudza do zazdrości i gniewu, miłość zaś tych trzech rzeczy nienawidzi” (Traktat dla Eulogiusza 10, t. 2). „Wielkoduszność niweczy gniew, a miłość – smutek, przez dwojakie przejawy męstwa gubi dwie straszne, uparcie walczące bestie” (tamże 5; 7, t. 2). „W istocie nie ma takiego, kto… nienawidziłby bliźniego, a szukał miłości” (Listy 20, 2, t. 1). „Nie gniewa się na swoich braci ten, kto kroczy w miłości, nie jest rozdrażniony ani nie zazdrości, nie jest kłótliwy ani zawistny. … Lecz ‘cieszy się z cieszącymi’, ….co jest oznaką braku zazdrości, i ‘płacze z płaczącymi’, co jest znakiem miłosierdzia. Te obie [cnoty] są przecież właściwe dla świętej miłości” (Listy 60, 2, t. 1; Rz 12, 15). „Wielkoduszny mnich będzie miłowany, kto zaś przyprawia o gniew swoich braci, będzie znienawidzony” (Do mnichów 84, t. 1). „Będziesz podejmował każdy trud, aż osiągniesz świętą miłość, ponieważ gdy jej brakuje, żadna z rzeczy tu obecnych nie przynosi korzyści. Gniew szaleje, obyczaje stają się trudne do zniesienia, trudy prowadzące do rozpaczy mieszają się ze sławą” (Traktat dla Eulogiusza 32, t. 2). „Jeżeli posiadasz fundament mocno utwierdzony w miłości, raczej ku niej zwróć swą uwagę niż ku temu, kto ci wymierza cios” (tamże 10). „Aniołowie się cieszą, gdy pomniejsza się zło, demony zaś – gdy słabnie cnota. Jedne bowiem są sługami miłosierdzia i miłości, drugie – poddanymi gniewu i nienawiści” (O praktyce 76, t. 1). „Pamiętaj o cierpieniach i różnorakich grzechach ludzi grzesznych oraz smuć się z ich powodu, jakby przeciwko tobie grzeszyli. Proś Boga miłosierdzia o odpuszczenie dla nich; nie czuj do nich nienawiści, abyś nie upodobnił się do złych duchów, które nienawidzą obrazu Boga” (Zachęta, t. 2). „Pięćdziesiątnica Pana to odrodzenie miłości, kto zaś nienawidzi swego brata, doświadczy wielkiej klęski” (Do mnichów 42, t. 1).

Jak widzimy, Ewagriusz zdaje się niekiedy gniew utożsamiać z nienawiścią. Staje się to bardziej zrozumiałe, jeśli uwzględnimy jego rozumienie gniewu. Nie jest on tylko chwilowym wzburzeniem, ale trwałym stanem, wadą, chorobą duszy, jej „namiętnością”. Gniew idzie w parze na przykład ze smutkiem, próżnością, a miłość – z wielkodusznością, natomiast obie w jakimś sensie stanowią przejaw męstwa. Miłość nadaje owocność naszym czynom, a nienawiść – je udaremnia. Pierwsza buduje wspólnotę z innymi, druga – ją niszczy. Nadmierne wysiłki gniewliwego człowieka o swoją pozycję i dobre imię zostają paradoksalnie obrócone przeciwko niemu; staje się jeszcze bardziej nie lubiany i nie szanowany. Antynomia miłości i nienawiści w nas staje się częścią szerszej konfrontacji pomiędzy potęgami dobra i zła na świecie, pomiędzy mocami nieba i otchłani. Przez nienawiść ostatecznie występujemy przeciwko samemu Bogu, bo, zwrócona zazwyczaj przeciwko bliźniemu, występuje przeciwko obrazowi Bożemu w nim. Gotowi na miłość, otwieramy się na Ducha Świętego i stajemy się uczestnikami odnowy, podczas gdy nienawiść otwiera przystęp złym duchom i sprowadza zagładę. Kto się gniewa na braci, wraca do starego człowieka i starego przykazania odwetu, odrzucając nowe przykazanie miłości (por. O sporze z myślami V 39-40, t. 2).

Pontyjski mnich przytacza przykład pewnego brata: „kiedy modlił się, podpełzła żmija i dotknęła jego nogi. On zaś dopóty nie opuszczał rąk, dopóki nie zakończył zwyczajowej modlitwy. I tak nie odniósł żadnej szkody ten, który umiłował Boga bardziej niż siebie samego” (O modlitwie 109, t. 1). Zdarzenie ma znaczenie symboliczne. Żmija wskazuje na odwiecznego nieprzyjaciela człowieka, który przeszkadza naszym szczerym aktom miłości Boga i bliźniego, a miłość chce obrócić w nienawiść. Jeśli jednak w nich wytrwamy, gotowi zejść jakby na drugi plan, to Bóg przedziwnie zatroszczy się o nasze życie.

Odwrócenie ról

Dla uwyraźnienia prawdy nasz teolog posługuje się jeszcze jednym kontrastem. Obok antynomii dobrej miłości i złej nienawiści istnieje również antynomia złej miłości i dobrej nienawiści.

Największym zafałszowaniem miłości jest miłość własna – filautia, źródło wszystkich namiętności (por. Rozważania 53, t. 2). „O jakże trzeba strzec się miłości własnej, która żywi nienawiść do wszystkiego!”. „Miłując te rzeczy, których miłować się nie powinno, nie będziesz miłował tych rzeczy, które miłować trzeba” (Gnomy ułożone alfabetycznie 25 (48); 22 (45), t. 2). Skoro „przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem”, a „Bóg jest miłością”, więc „miłość do tego złego świata jest wrogością wobec tej świętej miłości” (Listy 60, 4, t. 1; Jk 4, 4; 1 J 4, 8). A zatem istnieje niezdrowa miłość siebie i świata, które nie tylko że odciągają od właściwej miłości, ale nawet zwracają przeciwko niej. Tego rodzaju miłość dyktowana jest szukaniem siebie i tkwiącymi wewnątrz namiętnościami.

Jeśli nie przystoi nadmierne przywiązanie do siebie i świata, to właściwe staje się odrzucenie takiej miłości. W języku Ewangelii nazywa się ono „nienawiścią”. „Nie można zatem osiągnąć miłości, jeśli nie będziemy nienawidzić świata, ani nienawidzić świata, jeśli nie odrzucimy namiętności, z jakich składa się nasz stary człowiek” (Listy 60, 4, t. 1). W tym sensie Chrystus mówi o „nienawiści” swoich bliskich do opanowanych „namiętnościami względem ukochanych [osób] i miłują świat” (O sporze z myślami VI 45, t. 2; Łk 14, 26). „Nie mów: ‘Z powodu ojca, matki, żony, dzieci, czy czegoś innego nie mogę wypełnić przykazania Bożego’… Każdy, kto przeszkadza ci w osiągnięciu Boga i zdobyciu cnót, niech ci będzie wstrętny i znienawidzony” (Pouczenie dla mnichów 33, t. 2). Nienawiść nabiera tu przenośnego znaczenia; nie jest wrogością skierowaną przeciwko bliskim, ale przedkładaniem Boga i Jego woli nad przywiązanie do innych.

O jeszcze jednej pożytecznej nienawiści mówi nasz pisarz – nienawiści do zła. „Nienawiść do demonów ze wszechmiar wiedzie nas ku zbawieniu i jest użyteczna dla osiągnięcia cnoty” (O różnych rodzajach złych myśli 10, t. 1). Nasz mnich zaleca praktykować łagodność wobec bliźnich i żołnierską wojowniczość, uzbrojoną w gniew, wobec duchowego wroga oraz złych i podstępnych myśli. Nawiązuje tu do klasycznego ideału zgodności z naturą. Zgodna z nią jest miłość oparta na wspólnych więzach krwi, natomiast przeciwna jej jest przyjaźń z wynaturzonym wrogiem (por. Traktat dla Eulogiusza 10, t. 2). Opowiada się też za arystotelesowską koncepcją gniewu, w pewnych przypadkach uzasadnionego.

Nawet elementarna nauka o miłości wymaga duchowego rozeznania. Istnieje zbyt dużo imion miłości czy nienawiści i potrzeba światła objawienia oraz rozumnego wejrzenia w ludzką naturę, by uniknąć bardzo kosztownych dla życia duchowego nieporozumień.

Namiętność – u podstaw antynomii

Co jest podstawą sprzeczności miłością i nienawiścią? W Ewagriuszowej etyce, opartej na antycznym przeciwstawieniu cnoty i namiętności, powyższą antynomię należy rozumieć jako część tej właśnie przeciwstawności.

W tej perspektywie przyjrzyjmy się najpierw miłości: „Miłość usuwa namiętności, jest warunkiem stanu beznamiętności, który już to przynosi cierpliwość, już to przywraca duszy gorliwość, już to sprowadza pokorę, już to wykorzenia pychę. Miłość nie ma niczego własnego prócz Boga, bo także Bóg jest samą miłością” (Traktat dla Eulogiusza 23, t. 2). „Miłość jest córką beznamiętności, beznamiętność zaś – kwiatem praktyki [ascetycznej]” (O praktyce 81, t. 1). Niemożliwa jest na przykład do pogodzenia z upodobaniem w bogactwie: „Jak miłość cieszy się z ubóstwa, tak nienawiść znajduje przyjemność w bogactwie” (Do mnichów 16; O praktyce 18, t. 1). Miłość stanowi owoc długotrwałego i mozolnego trudu wewnętrznego oczyszczenia. Polega na wyzbyciu się wszelkiego nieuporządkowanego przywiązania, przylgnięciu do jedynego Dobra, jakie jest w Bogu, i upodobaniu w bliźnim jedynie w odniesieniu do tego najwyższego Dobra.

W powyższym sensie Ewagriusz definiuje cel miłości: „Dziełem miłości jest zachowywać się wobec każdego obrazu Bożego niemal w ten sam sposób, jak wobec Wzoru, jeśliby nawet demony usiłowały ów obraz skazić” (O praktyce 89, t. 1). Taki cel pozostaje szczególnie trudny. Dlatego, jak wyżej stwierdził Ewagriusz, miłość jest dopiero owocem zamieszkania Boga w człowieku wyzutym z siebie. Jeśli człowiek dostąpi takiego stanu, to osiąga największą z cnót: „Żadna inna cnota nie jest bowiem większa niż ta, gdyż także nasz Pan, Jezus Chrystus, właśnie miłość wyznaczył na to, by była znamieniem Jego uczniów” (Listy 37, 2, t. 1; J 13, 35). Nic dziwnego, że nasz teolog umiejscawia ją na końcu drogi ascezy. Z drugiej jednak strony jest ona powrotem do pierwotnego początku: „Pierwszym zaś i najbardziej pierwotnym spośród przykazań jest miłość, dzięki której umysł ujrzy Pra-miłość” (Listy 56, 3, t. 1; Mt 22, 36nn.; 1 J 4, 8.). Bóg-Miłość stoi zarówno u początku, jak i u końca duchowej drogi, na którą człowiek wyrusza.

Wobec tak rozumianej miłości, nietrudno spostrzec, że nienawiść jako jej przeciwieństwo jest stanem wynikłym z poddania się różnym namiętnościom. Na przykład jakiś mnich ulega gniewnym myślom o swoim bracie, wyobrażając, jak go obmawia czy uczestniczy w obmowie. Skąd się biorą takie podejrzliwe myśli i niechęć do tamtego? Ewagriusz przytacza opinię słynnego starca, Jana z Tebaidy: Zjawisko to może zdarzyć się z powodu drzemiących innych namiętności, na przykład miłości do bogactwa i sławy (por. O sporze z myślami V 6, t. 2). Na innym miejscu nasz autor opisuje bardziej szczegółowo ten mechanizm: Człowiek złakniony uznania u innych zazdrości temu, kto go przewyższa pod względem sławy, a następnie zaczyna go nienawidzić. Nie umie okazać mu szacunku, choć jest przez innych bardziej szanowany od niego, i wyśmiewa go przy nadarzającej się okazji. (Mnich z Pontu przypomina gdzie indziej rzecz elementarną: „Początkiem miłości jest okazywanie sobie nawzajem szacunku” – Inne gnomy 1, t. 2.) Kiedy z kolei obrazi się go, nie jest on w stanie opanować swego gniewu (por. Traktat dla Eulogiusza 3, t. 2). Jedne nieuporządkowanie przywiązanie rodzi następne, a gdy nastąpi frustracja z powodu niespełnionego pragnienia, rodzi się agresja.

Skutkiem frustracji jest często opisywany przez Ewagriusza stan acedii, pewnej oschłości, duchowego lenistwa, zniechęcenia ogarniającego mnicha. Acedia rodzi się z nienawiści i pożądania. „Kto ulega acedii, nienawidzi tego, co jest, pożąda zaś tego, czego nie ma” (Listy 27, 6, t. 1). Rodzi się awersja do swego aktualnego położenia. Z jej powodu pustelnik gotów jest opuścić swoją celę. Acedia pcha do ucieczki przed obecną rzeczywistością. Nienawiść staje się częścią składową bardziej złożonej rzeczywistości, która może prowadzić do destrukcji zwróconej na zewnątrz albo do autodestrukcji. Acedia jest przejawem tej drugiej. „Kto nienawidzi Bożego poznania i odrzuca Jego kontemplację, podobny jest do tego, który przeszywa włócznią własne serce” (Do mnichów 109, t. 1). Niechęć do życia duchowego, będąca wynikiem opisanych schorzeń, staje się czynnikiem jeszcze bardziej zamykającym człowieka w sobie i niszczącym to, co w nim najcenniejsze. Człowiek zaczynający od miłości siebie kończy na nienawiści siebie.

Antynomia miłości i nienawiści, widziana w kluczu najistotniejszej przyczyny obydwu postaw – cnoty i wady, dobra i zła, łaski i grzechu, staje się, patrząc na skutki obydwu stanów, przeciwieństwem zdrowia i choroby, szczęścia i niepowodzenia, radości i smutku, życia i śmierci.

W kontekście popędliwości i pożądliwości

Kontrast między miłością i nienawiścią lepiej zrozumiemy na tle antycznej antropologii, do której odwołuje się Ewagriusz. Dusza według Platona jest niczym zaprzęg złożony z rydwanu, woźnicy i dwóch koni. Woźnicę stanowi rozum, białego rumaka – część popędliwa, impulsywna dusza, a czarnego – część zmysłowa, pożądliwa. Powóz jedzie stabilnie, gdy woźnica panuje nad obydwoma końmi, nie pozwalając na dominację któregoś z nich. Obraz ten oznacza, że rozum skutecznie rządzi popędliwością i pożądliwością w duszy; cnotą rozumu jest roztropność, mądrość, części popędliwej – męstwo, pożądliwej – powściągliwość (Fajdros 4, 254a). Ewagriusz powtarzając ten schemat, zamyka go podobnie platońskim rozumieniem sprawiedliwości, której zadaniem „jest doprowadzić wszystkie części duszy do zgodności i harmonii” (O praktyce 89, t. 1). Chrystianizując powyższy model, czyni z miłości współ-cnotę porządkującą sferę popędliwą w człowieku (por. O poznaniu 47, t. 1; Traktat dla Eulogiusza 23, t. 2; Rozdziały gnostyczne III 35). Tak oto wyłania się zarys antycznej teorii czterech cnót kardynalnych.

Co do cnoty miłości, to podkreśla: „Sprawą popędliwości [jest] miłość i nienawiść” (Rozdziały gnostyczne I 84). „Miłość leczy części [duszy] rozpalone gniewem” (Inne sentencje 9 (57)). W innym miejscu zaleca, aby zapanować nad popędliwością „przez cichość i cierpliwość, i jałmużnę, z których rodzi się miłość, znamię uczniów Chrystusa” (Listy 6, 4, t. 1; J 13, 35). „Jednak popędliwa część duszy potrzebuje więcej lekarstw niż część pożądliwa i dlatego miłość nazywa się wielką, że jest wędzidłem popędliwości. Także… Mojżesz… nadał miłości symboliczne imię ‘zwalczającej węża’” (O praktyce 38, t. 1; Kpł 11, 22, LXX; 1 Kor 13, 13). Słabością powyższego ujęcia jest pewne „dobudowanie” miłości, będącej w końcu samą istotą życia duchowego, do już istniejącego schematu. Brakuje tu takiego rozmachu, jaki spotykamy o „doktora miłości”, św. Augustyna, który cnotę tę uznaje za „korzeń” wszelkich dóbr. Możemy jednak tę słabość wybaczyć naszemu teologowi, zwolennikowi schematów. Zresztą, czyż z punktu widzenia psychologicznego miłość nie sprawdza się najbardziej w zdolności do opanowania gniewu, do wybaczenia swoim nieprzyjaciołom?

Wskazaliśmy powyżej, że elementarnym warunkiem miłości jest wyzbycie się niewłaściwych pasji. Na tle ukazanej powyżej antropologii przyjrzyjmy się raz jeszcze tej prawdzie. Dojrzała miłość zakłada usunięcie wszystkich trwałych schorzeń duszy. Będąc wszakże główną cnotą popędliwości, współistniejącej w człowieku z pożądliwością, domaga się ładu w pierwszej kolejności, poza sferą przez siebie zawiadywaną, w sąsiedniej sferze duszy. Myśląc antycznie, tylko równowaga tych dwóch sił pozwala na szerszą harmonię. A zatem muszą być jednakowo naprężone „cugle” (męstwa i) miłości panującej nad popędliwością oraz wstrzemięźliwości panującej nad pożądliwością. W tym bodajże sensie stwierdza Ewagriusz: „Miłość jest cnotą rozumnej duszy, która [to cnota] doskonali się przez powściągliwość od wszystkich przemijających rozkoszy i jest właściwa uczniom Chrystusa. Ten bowiem zdobył miłość, kto wzgardził pokarmem i mamoną, i światową sławą, a wraz z nimi zaparł się własnego ciała z miłości do poznania Boga. Bo jak miałby ktoś być cierpliwy wobec tego, kto uderza go w policzek, jeśli jest żądny sławy, lub ktoś, kto został napadnięty, jeśli kocha swoje ciało? Albo kto nie będzie się procesował w sporze z tym, który zabiera mu jego bogactwa, jeśli opanowany jest przez namiętność jedzenia i mamony?” (Listy 60, 3, t. 1). Widzimy, jak znajomość natury człowieka, posiadanie pewnej filozofii, pomaga we wskazaniu właściwej drogi ascezie i duchowości.

Rzecz jasna, nie tylko miłość domaga się wstrzemięźliwości, ale i odwrotnie. „Wyizolowana wstrzemięźliwość podobna jest do owej nieroztropnej panny, którą usunięto z komnaty oblubieńca, gdyż skończył się jej olej i lampa jej zgasła. …Tam, gdzie brakuje oleju, panuje gniew” (Listy 28, 1, t. 1; Mt 25, 1nn.). Jeśli przejawem powściągliwości jest oddalenie się od świata, anachoreza, to poniższe sentencje jak najbardziej mieszczą się w naszym temacie: „Odejście [na pustynię] z miłością oczyszcza serce, zaś odejście z nienawiścią wprowadza je w zamieszanie. Lepszy jest ten, kto żyje pośród tysiąca w miłości, niż żyjący samotnie z nienawiścią w miejscach ukrytych i jaskiniach” (Do mnichów 8-9, t. 1). Miłość, idąc w parze z wyrzeczeniem, wstrzemięźliwością, w pewnym sensie nie idzie w parze; jest z nią tak ściśle zespolona, że bez niej tamta traci sens; nie znajduje się „obok”, lecz „w”. Właściwie, na dłuższą metę, gdy cnoty te nie są ze sobą zespolone, zamieniają się w swoją odwrotność: miłość w nienawiść, wstrzemięźliwość – w nieopanowanie. Demony tak usiłują grać zewnętrznymi okolicznościami życia, abyśmy stracili i miłość i powściągliwość. Gdy bardziej ogarnia gniew sprzeciwiający się miłości, nakłaniają nas do izolacji od innych, gdy pożądanie – do życia towarzyskiego (por. O praktyce 22, t. 1).

Życie duchowe jest harmonijną całością, a harmonia różnych dyspozycji moralnych zabezpiecza nas przed skrajnością – pozwala przede wszystkim na to, aby wobec istniejącej antynomii miłości i nienawiści dokonał się w nas wybór tej pierwszej. Wybór ten zapoczątkowuje długą drogę oczyszczenia i musi być ciągle potwierdzany.

Leon Nieścior OMI

1 Teksty cytujemy za: Ewagriusz z Pontu, Pisma ascetyczne, Kraków, t. 1: 20072, t. 2: 2005.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *