Rejs dookoła świata

Budowę swego turystycznego jachtu Suhaili sir Robin Knox-Johnston ukończył w roku 1964. Wodowania dokonała żona konsula Kuwejtu, rozbijając o dziób jachtu orzech kokosowy. To na tej niepozornej łódce Robin Knox-Johnston dokonał czegoś, co wcześniej nie udało się żadnemu człowiekowi na globie - samotnie, non-stop opłynął kulę ziemską. 

W 1967 roku Robin Knox-Johnston usłyszał zdanie, które na zawsze zmieniło jego życie: nikt jeszcze samotnie nie opłynął świata non-stop. Knox-Johnston od razu wiedział, że musi to zmienić. Wcześniej Robin był ustatkowanym, przystojnym oficerem brytyjskiej marynarki handlowej. Właśnie czekał na kolejny rejs do Indii na statku o nazwie Kenya. Jego wysłużony przyjaciel Suhaili kiwał się na kotwicy w mulistym ujściu w Benfleet na Tamizie. Robin myślał o jego sprzedaży. I właśnie wtedy usłyszał to zdanie. Od swego ojca. Francuski żeglarz Eric Tabarly szykował się do samotnego rejsu dookoła świata bez zawijania do żadnego portu. Gdyby mu się to udało, Francuzi na zawsze wyprzedziliby Anglików w żeglarskiej rywalizacji. Robin nie mógł na to pozwolić i zdecydował się uratować honor Albionu. 

Żeglarstwem interesował się od dziecka. Jako czterolatek zbudował ze skrzynek po pomarańczach pierwszą tratwę. Samodzielnie przeniósł ją całą milę do morza. Zwodował ją, stanął na pokładzie i razem poszli pod wodę. Dziesięć lat później ponowił próbę. Na poddaszu u dziadków zbudował trzymetrową łódź. Jej wodowanie na kanale Grand Union, podobnie jak wcześniejsza próba, skończyła się porażką. Jednak zew morza nie gasł. Jako 17 latek postanowił wstąpić do Królewskiej Marynarki. Niestety oblał egzamin z fizyki. Próbował dalej. Zaciągnął się do marynarki handlowej. W 1957 r. został kadetem na szkolnym statku Chindwara. Spędził na nim trzy lata. Z czasem awansował na pierwszego oficera. A także na męża młodziutkiej Suzanne, z którą na stałe osiedlili się w Bombaju. Jednak ustatkowany, zawodowy oficer Robin Knox-Johnston nie przestawał marzyć o żaglach. To właśnie w tym momencie w jego życiu pojawia się jacht Suhaili. I to trochę ta mała łódka jest powodem, dla którego Suzanne rozwodzi się z Robertem. Nie wytrzymuje napięcia związanego z żeglarską pasją męża. 

Robin nie mając już nic do stracenia, podejmuje wyzwanie, które niechcący zaszczepił w nim jego ojciec. Postanawia stanąć do wyścigu samotnych żeglarzy dookoła świata bez zawijania do portów. Golden Globe Race - tak się to nazywało. Na zwycięzcę czekała nagroda w wysokości 5 tysięcy funtów szterlingów, co wówczas stanowiło fortunę. Do zawodów, poza Robinem stanęło jeszcze ośmiu żeglarzy - pięciu Brytyjczyków, dwóch Francuzów i Hiszpan. Początkowo Knox-Johnston myślał, że będzie musiał sprzedać Suhaili i kupić coś bardziej odpowiedniego na tą okazję. Jednak wszelkie próby zdobycia innej łodzi spaliły na panewce. Robin usiadł w końcu z kartką papieru i zrobił rachunek zysków i strat. Stało się jasne: popłynie na tym, co ma.

– Nie było innego wyboru. Nie miałem żadnych wątpliwości, że Suhaili wytrzyma próbę. Jedyną przeszkodą był fakt, że według dzisiejszych kryteriów moja łódka nie jest szybkim jachtem… – pisał potem w książce Mój własny świat.

Robin Knox-Johnston w najważniejszy rejs swojego życia wypłynął 14 czerwca 1968 roku. Dokładnie 22 kwietnia 1969 roku o godzinie 15.25 jako pierwszy przeciął linię mety. Zajęło mu to dokładnie 313 dni. Warto było dopłynąć. Okazuje się, że poza resztą świata czekała na niego również… była żona, z którą samotny wilk morski ponownie wziął ślub. Suzanne Knox-Johnston zmarła w 2003 roku. Robin żyje do dziś i wciąż inspiruje.

Ludzie, którzy dokonali czegoś po raz pierwszy na świecie zawsze będą fascynować. Ale jest coś czego jako pierwszy na świecie możesz dokonać tylko ty sam - opłynąć glob własnego życia. Od narodzin aż do śmierci. Rejs pełen pięknych i przerażających chwil. Wypływając w niego, nigdy nie wiesz, czego będzie więcej. Nigdy nie wiesz, kiedy i jak się skończy. Na to nie masz wpływu. Ważne jest tylko jedno: nigdy się nie poddawać.  

Adam Szefc Szewczyk


Rozważanie na niedzielę, 31 marca

Łk 15,1-3.11-32
W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników”. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to znaczy. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Wielką radością dla Boga jest powrót zagubionego dziecka. Z czym sobie dziś nie radzisz? Co jest twoim zagubieniem? Nazwij to konkretnie i spróbuj oddać Bogu. Pozwól, by On cię z tym wszystkim przyjął. Daj sobie włożyć nową szatę, pierścień i sandały na nogi. DAJ SOBIE PRZYWRÓCIĆ DZIECIĘCTWO BOŻE.

o. Mariusz Urbański OMI


Jak dożyć setki?

Jest pięć takich miejsc na ziemi, gdzie śpiewać komuś na urodziny 100 lat! to obciach. To Niebieskie Strefy, czyli: Sardynia (Włochy), Ikaria (Grecja), Nicoya (Kostaryka), Loma Linda (USA), Okinawa (Japonia).  

To takie miejsca, gdzie cywilizacja nie zdążyła jeszcze zrobić takiego spustoszenia jak w pozostałych częściach świata. To takie miejsca, gdzie ludzie żyją długo i szczęśliwie. To takie miejsca, gdzie doczekanie trzycyfrowej liczby urodzin nikogo nie dziwi. Jak to możliwe? Okazuje się, że sprawa jest prostsza niż nam się wydaje. Po kolei.

Sardynia

Tutaj szacunek do człowieka rośnie wraz z jego wiekiem. Inaczej niż gdzie indziej. Tutaj nie ma domów starców ani innych instytucji opieki społecznej. Bo nie ma takiej potrzeby. Starzy ludzie do końca życia otaczani są tutaj czcią i miłością. Są traktowani jak skarb. A skarbów nie wyrzuca się z domu. Tutaj najdłużej żyją faceci. Jak wygląda ich codzienne życie? Normalnie. Wypasają kozy i owce. I uprawiają przydomowe ogródki. Dużo ruchu i słońca. Wśród sardyńskich 100 latków nie notuje się przypadków otyłości. Dieta jest prosta: warzywa, owoce, pełne ziarno, kozie mleko. Oczywiście świeże, bo te pasteryzowane czy UHT w naszych sklepach to czwarta biała śmierć. Mięso jada się tutaj bardzo rzadko. Zwykle w niedzielę albo  od innych specjalnych okazji. Długowieczni sardyńczycy dbają o życie duchowe. Większość to katolicy. Niedzielne Msze święte i ufność w Bożą opatrzność to tutaj chleb powszedni. No i poczucie humoru. Oni wiedzą, że śmiech to zdrowie. I co ważne - nie są pazerni. Cieszą się tym co mają. 

Ikria

Powiadają, że tutaj ludzie zapominają umierać. Nikt się tu nie spieszy. Zegarki mogły by nie istnieć. Wyspa jest górzysta, więc aktywność fizyczną jej mieszkańcy mają w pakiecie. Słońce też. Podobnie jak na Sardynii, bardzo ceni się tutaj wartości rodzinne, silne więzi społeczne i osoby starsze. Zjawisko otyłości wśród tutejszych stulatków też nie istnieje. Je się tutaj trzy razy dziennie. Najważniejszy i najbardziej obfity posiłek to ten w środku dnia. Śniadanie i kolacja zdecydowanie skromniejsze. Podstawą diety są nieprzetworzone produkty roślinne. Mięso jada się od święta.  Poza tym ikaryjczycy codziennie wciągają łyżeczkę miodu i piją ziołowe herbatki. Sztandarowa dla Ikarii jest historia Stamatisa Moraitisa. To ikaryjczyk, który po drugiej wojnie światowej znalazł się w USA. Tam ożenił się z Greczynką, spłodził dzieci i dorobił się domu i samochodu. Jednak po kilku latach ciężkiego i stresującego życia Stamatis trafił z niepokojącymi objawami do szpitala. Diagnoza była  miażdżąca - rak płuc. Dawano mu 6 - 9 miesięcy życia. Stamatis, by oszczędzić na pogrzebie postanowił wrócić z żoną na Ikarię i tu umierać. Po przyjeździe do Grecji zamieszkali w domku jego ojca. Stamatis zaczął codziennie chodzić do pobliskiej cerkwii, by modlić się o dobrą śmierć. Wieczorami spotykał się ze znajomymi i wiedząc, że nie ma nic do stracenia, żartował i pił lokalne czerwone wino bez siarczanów. Wiosną posiał warzywa w ogródku, codziennie pracował w winnicy i niewielkim gaju oliwnym. I choć trudno w to uwierzyć, był szczęśliwy i czuł się coraz lepiej. Minął rok, kolejny i kolejny, a spodziewana kostuchna nie nadchodziła. Bo nie miała po co. Po dziesięciu latach postanowił odwiedzić dorosłe już dzieci w USA. Zajrzał też do szpitala, by odwiedzić lekarzy, którzy przepowiedzieli mu śmierć. Żaden z nich już nie żył. Stamatis Moraitis zmarł w 2013 r. we śnie, w wieku 103 lat. 

Nicoya

W zasadzie będę musiał się powtarzać. Bo znów jest dieta złożona z nieprzetworzonych warzyw i owoców, mięso od czasu do czasu, jeden posiłek obfity w ciągu dnia. Dużo wody, wiara, więzi rodzinne i wspólnotowe, aktywność fizyczna. Itd itd. To zaczyna być nudne. Ale jakże skuteczne. Okazuje się, że recepta na długie i szczęśliwe życie jest banalnie prosta. I do tego w zasięgu ręki każdego z nas. Tyle tylko, że dożycie stu lat to nie jest kwestia jakiejś specjalnej diety, extra suplementów czy chodzenia raz w tygodniu do fitness klubu. To kwestia stylu życia. Zwykłego, codziennego, bez fajerwerków. Dzisiejsi stulatkowie nie stosują drakońskich diet ani odżywek, nie katują się na siłowni by nabrać masy, nie jeżdżą autem, gdy nie muszą, nie smażą godzinami na plaży, nie upijają się na imprezach, nie znieczulają się narkotykami, grami, telewizją, nie muszą uprawiać sportów ekstremalnych, by poczuć że żyją. Nikomu nie muszą niczego udowadniać, nie muszą być kimś kim nie są. Nie oczekują od życia nie wiadomo czego, bo cieszą się z tego co mają i kim są. Wszystko oddając w bezgranicznym zaufaniu sile wyższej. To zaoszczędza im stresu - raka toczącego współczesne społeczeństwa. Jakie to proste. 

Gdyby spróbować zebrać to wszytko do kupy, wyszło by, że recepta na długie i szczęśliwe życie, jest przez nas równie znana co niestosowana:

  • naturalna aktywność fizyczna
  • właściwe odżywianie
  • służba innymi i cel w życiu
  • brak pośpiechu
  • pielęgnowanie więzi z tymi, których kochasz i którzy ciebie kochają
  • powierzanie wszystkiego sile wyższej. Czyli (będę tendencyjny) Bogu. 

Kane Tanaka z Fukuoki, 116 letnia japonka została uznana przez Księgę rekordów Guinnessa za najstarszą żyjącą osobą na świecie. Zapytana, co było najszczęśliwszą chwilą w jej życiu, odpowiedziała - teraz. Nazwałbym to intuicją nieba. Bo choć ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało to ja czuję, że niebo jest jakimś wiecznym, niepojętym tu i teraz. Kiedy czytałem o życiu stulatków z Niebieskiej Strefy, miałem wrażenie, że to opisy rajo-pochodnych wysp, na których wciąż pobrzmiewają echa Edenu. Nie wiem jak was, ale mnie Niebieska Strefa mega zainspirowała. 100 lat to może za dużo, ale skoro to co mi pozostało można przeżyć lepiej, to dlaczego nie?

Adam Szefc Szewczyk


Papież Franciszek o islamie i muzułmanach

W dniach 30-31 marca Franciszek odwiedzi Królestwo Maroka. Podczas dwudniowego pobytu w Rabacie i Casablance odwiedzi między innymi islamską szkołę dla kaznodziejów, spotka się z migrantami i odprawi publiczną Mszę św. na stadionie. W Maroku z ponad 36 mln mieszkańców, z których 99 proc. to muzułmanie, żyje tylko ponad 36 tys. chrześcijan, głównie z zagranicy, wśród nich ok. 30 tys. wiernych z przeszło 100 narodowości. Hasłem tej 28. zagranicznej podróży papieskiej są słowa: “Sługa nadziei”.

Z tej okazji publikujemy najważniejsze teksty i wypowiedzi papieża Franciszka na temat islamu i dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego.

Pierwsze wystąpienie

Nie jest bowiem możliwe budowanie mostów między ludźmi, kiedy zapomina się o Bogu. Prawdą jest jednak także, iż nie można przeżywać prawdziwej więzi z Bogiem, zapominając o innych. Dlatego bardzo ważne jest intensyfikowanie dialogu między różnymi religiami. Myślę nade wszystko o dialogu z islamem.
(Do dyplomatów, 22.3.2013)

Z pierwszego przesłania papieża z okazji zakończenia ramadanu

W tym roku postanowiłem osobiście podpisać tradycyjne przesłanie (na Id al-Fitr, Święto Zakończenia Postu, czyli zakończenie ramadanu) jako wyraz szacunku i przyjaźni dla wszystkich muzułmanów, a zwłaszcza ich przywódców religijnych (…).

Jesteśmy wezwani do myślenia, mówienia i pisania o innych z szacunkiem, nie tylko w ich obecności, ale zawsze i wszędzie, unikając niesprawiedliwej i oszczerczej krytyki. W tym celu zasadniczą rolę odgrywają rodzina, szkoła, nauczanie religijne i wszelkie formy przekazu medialnego. (…)

Powinniśmy zachęcać naszą młodzież do myślenia i mówienia z szacunkiem o innych religiach i tych, którzy je wyznają, unikając ośmieszania lub oczerniania ich przekonań lub obrzędów. Wiemy, że wzajemny szacunek ma zasadnicze znaczenie w stosunkach międzyludzkich, szczególnie zaś wśród tych, którzy wyznają wiarę religijną. Tylko tak może wzrastać trwała i szczera przyjaźń (…).

W relacjach międzyreligijnych, szczególnie między chrześcijanami i muzułmanami, wezwani jesteśmy do szanowania religii drugiego człowieka, jej pouczeń, symboli i wartości. Szczególnym szacunkiem muszą być otaczane miejsca kultu. Ileż bólu sprawiają ataki na taki czy inny z nich! Jak bolesne są zamachy dokonywane na któreś z nich. Przejawem szacunku są także życzenia wysyłane z okazji świąt religijnych, będące sposobem podzielania radości drugiego bez odnoszenia się jednak do treści jego przekonań religijnych (…).

(Przesłanie,10.7.2013)

Programowy tekst na temat dialogu międzyreligijnego i islamu

Dialog międzyreligijny

250. Postawa otwarcia w prawdzie i miłości powinna charakteryzować dialog z wierzącymi innych religii niechrześcijańskich, pomimo różnych przeszkód i trudności, zwłaszcza fundamentalizmów z obu stron. Dialog międzyreligijny stanowi konieczny warunek pokoju w świecie i dlatego jest obowiązkiem chrześcijan, podobnie jak i innych wspólnot religijnych. Dialog ten jest przede wszystkim rozmową o ludzkim życiu albo po prostu, jak proponują biskupi Indii, «postawą otwarcia wobec nich, dzieleniem ich radości i smutku». W ten sposób uczymy się akceptować innych z ich odrębnym sposobem bycia, myślenia i wyrażania się. Dzięki tej metodzie możemy podjąć razem obowiązek służenia sprawiedliwości i pokojowi, który powinien stać się podstawowym kryterium każdej wymiany. Dialog, w którym się szuka pokoju społecznego i sprawiedliwości, jest sam w sobie, niezależnie od czysto pragmatycznego aspektu, etycznym zaangażowaniem i stwarza nowe warunki społeczne. Wysiłki podejmowane wokół specyficznego tematu mogą przemienić się w proces, w którym przez słuchanie drugiego obydwie strony znajdują oczyszczenie i ubogacenie. Dlatego wysiłki na rzecz dialogu są przejawem miłości do prawdy.

251. W tym dialogu, zawsze uprzejmym i serdecznym, nie można nigdy zapominać o istotnej więzi między dialogiem i przesłaniem, skłaniającym Kościół do utrzymywania i pogłębiania relacji z niechrześcijanami. Pojednawczy synkretyzm stałby się w gruncie rzeczy totalitaryzmem tych, którzy zamierzając się pojednać, nie zważają na odmienne przekonania i uzurpują sobie prawo bycia panami wartości, które reprezentują. Prawdziwe otwarcie zakłada pozostanie wiernym swoim najgłębszym przekonaniom, z jasną i radosną tożsamością, ale «otwarcie na zrozumienie ich u innych» i «będąc świadomym, że dialog może wzbogacić każdego». Nie służy nam otwarcie dyplomatyczne, które zgadza się ze wszystkim, by uniknąć problemów, ponieważ byłby to sposób oszukania drugiego człowieka i odmówienia mu dobra, które otrzymaliśmy jako dar, by się nim hojnie podzielić. Ewangelizacja i dialog międzyreligijny, dalekie od przeciwstawiania się sobie, podtrzymują się nawzajem i ożywiają.

252. W naszych czasach nabiera ważnego znaczenia relacja z wierzącymi islamu, dzisiaj szczególnie obecnymi w wielu krajach o tradycji chrześcijańskiej, gdzie mogą oni swobodnie praktykować swój kult i żyć zintegrowani w społeczeństwie. Nie można nigdy zapominać, że oni «bowiem wyznając, iż zachowują wiarę Abrahama, czczą wraz z nami jedynego i miłosiernego Boga, który będzie sądził ludzi w dniu ostatecznym». Pisma święte islamu zachowują część nauczania chrześcijańskiego; Jezus Chrystus i Maryja są przedmiotem głębokiej czci i jest rzeczą zadziwiającą widzieć, jak młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni wyznający islam są zdolni poświęcić codziennie czas na modlitwę i uczestniczyć wiernie w swoich obrzędach religijnych. Jednocześnie wielu z nich jest głęboko przekonanych, że ich życie w całości należy do Boga i jest dla Niego. Uznają także konieczność odpowiadania Bogu przez etyczne zaangażowanie i miłosierdzie wobec najuboższych.

253. Dla prowadzenia dialogu z islamem nieodzowna jest odpowiednia formacja rozmówców, nie tylko dlatego, by rzeczowo i pogodnie trwali przy swojej tożsamości, ale by byli zdolni uznać wartości innych, zrozumieć obawy leżące u podstaw ich żądań i rozpoznać wspólne przekonania. My, chrześcijanie, powinniśmy przyjąć serdecznie i z szacunkiem islamskich migrantów przybywających do naszych krajów, podobnie jak mamy nadzieję i prosimy, byśmy byli przyjmowani z szacunkiem w krajach o tradycji islamskiej. Proszę, pokornie błagam te kraje, aby zapewniły wolność chrześcijanom, by mogli sprawować swój kult i przeżywać swoją wiarę, biorąc pod uwagę wolność, jaką wierzący islamscy cieszą się w krajach zachodnich! Wobec budzących nasze obawy epizodów uciekającego się do przemocy fundamentalizmu, serdeczne uczucie wobec autentycznych wierzących islamskich powinno prowadzić nas do unikania wrogich uogólnień, ponieważ prawdziwy islam i poprawna interpretacja Koranu sprzeciwiają się wszelkiej przemocy.

(Adhortacja Apostolska Evangelii Gaudium, 24.11.2013)

Na pytanie, dlaczego i o co modlił się w Błękitnym Meczecie w Stambule

Przybyłem do Turcji jako pielgrzym, a nie turysta, a głównym motywem było dzisiejsze święto: przyjechałem po prostu, aby przeżywać je razem z patriarchą Bartłomiejem – a więc była to motywacja religijna. Ale kiedy poszedłem do meczetu, nie mogłem powiedzieć: „Nie, teraz jestem turystą”. Wszystko miało charakter religijny. Zobaczyłem to wspaniałe dzieło! Mufti dobrze mi wszystko wyjaśnił, z wielką delikatnością, a także powiedział o Koranie, gdzie mowa o Maryi i Janie Chrzcicielu… W tej chwili odczułem potrzebę modlitwy. Zapytałem: czy możemy się trochę pomodlić? Odpowiedział: – „Tak, tak”. Pomodliłem się za Turcję, o pokój, za muftiego… za wszystkich… za mnie, bo potrzebuję modlitwy… modliłem się naprawdę… Szczególnie modliłem się o pokój. Powiedziałem: „Panie, skończmy z wojną…”. Tak, to był moment szczerej modlitwy.

(Konferencja prasowa podczas lotu, 30.11.2014)

Fragment listu do katolików Bliskiego Wschodu

Większość z was mieszka w środowisku, którego większość stanowią muzułmanie. Możecie pomóc waszym muzułmańskim współobywatelom w przedstawieniu bardziej autentycznego obrazu islamu, jak tego chce wielu z nich, powtarzających, że islam jest religią pokoju i może być zharmonizowany z poszanowaniem praw człowieka i sprzyjać współistnieniu wszystkich. Będzie to dobrem dla nich i dla całego społeczeństwa. Dramatyczna sytuacja życia naszych chrześcijańskich braci w Iraku, ale także jazydów i członków innych wspólnot religijnych i etnicznych, wymaga zajęcia jasnego i odważnego stanowiska przez wszystkich przywódców religijnych, aby potępić jednomyślnie i bez jakichkolwiek dwuznaczności takie przestępstwa i potępić praktykę powoływania się na religię, celem ich usprawiedliwienia.

Umiłowani, niemal wszyscy jesteście rodzimymi obywatelami swoich krajów i dlatego macie prawo i obowiązek pełnego uczestnictwa w życiu i rozwoju waszego narodu. W waszym regionie jesteście powołani, aby być budowniczymi pokoju, pojednania i rozwoju oraz krzewienia dialogu, do budowania mostów, zgodnie z duchem Błogosławieństw (Mt 5,3-12), by głosić Ewangelię pokoju, będąc otwartymi na współpracę ze wszystkimi władzami krajowymi i międzynarodowymi.

(List do katolików Bliskiego Wschodu, 21.12.2014)

Miłosierdzie – wspólne dla chrześcijan i muzułmanów

Miłosierdzie posiada wartość, która przekracza granice Kościoła. Pozwala nam ono wejść w relacje z Judaizmem i z Islamem, które to religie uważają miłosierdzie jako jeden z najistotniejszych atrybutów Boga. (…) Islam ze swej strony, pośród imion przypisanych Stworzycielowi, przywołuje szczególnie dwa słowa: Miłosierny i Litościwy. To wezwanie jest często na ustach wiernych muzułmanów, którzy czują bliskość i wsparcie miłosierdzia w ich codziennych słabościach. Również oni wierzą, że nikt nie może ograniczyć miłosierdzia Bożego, ponieważ jego bramy pozostają zawsze otwarte.

(Bulla „Misericordiae vultus” ustanawiająca Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, 11.4.2015)

O przyjaźni z muzułmanami

Można prowadzić dialog, mają oni wiele wartości i są one konstruktywne. Mam także doświadczenie przyjaźni – to mocne słowo, „przyjaźń” – z muzułmaninem: jest on przywódcą światowym… Możemy rozmawiać: ma on swoje wartości, ja mam swoje. On się modli i ja się modlę. Wiele wartości… Na przykład modlitwa, post. Wartości religijne i inne wartości. Nie można przekreślać jakiejś religii, ponieważ istnieje kilka lub wiele grup fundamentalistycznych w pewnym momencie historii. To prawda, że zawsze w dziejach istniały wojny między religiami. Także i my powinniśmy prosić o przebaczenie. Katarzyna Medycejska nie był świętą! I wojna trzydziestoletnia i noc świętego Bartłomieja… Także i my musimy prosić o przebaczenie za ekstremizm fundamentalistyczny, za wojny religijne. Ale mają oni wartości, można z nimi rozmawiać. Dzisiaj byłem w meczecie, modliłem się. Także imam zechciał udać się ze mną, aby okrążyć mały stadion, na którym było wiele osób, które nie mogły wejść… A w papamobilu był papież i imam. Można było rozmawiać. Tak jak wszędzie, są ludzie posiadający wartości, religijni i są ludzie, którzy takimi nie są… Ale jak wiele wojen, nie tylko religijnych prowadziliśmy my chrześcijanie? Sacco di Roma [zdobycie i złupienie Rzymu w 1527 r. ] nie było dziełem muzułmanów! Mają wartości.

(Konferencja prasowa podczas lotu z Bangi do Rzymu, 30.11.2015)

Na temat islamskiego terroryzmu

Nie lubię mówić o przemocy islamskiej, ponieważ każdego dnia przeglądając gazety widzę przemoc tutaj, we Włoszech: mowa jest o człowieku, który zabija swoją narzeczoną, innym, który zabija teściową… A są to ochrzczeni katolicy odwołujący się do przemocy! Są katolikami stosującymi przemoc… Gdybym miał mówić o przemocy islamskiej, to powinienem również wspomnieć o przemocy katolickiej. Nie wszyscy muzułmanie stosują przemoc; nie wszyscy katolicy stosują przemoc. To jak sałatka owocowa, jest w niej wszystko, są też członkowie tych religii stosujący przemoc. Prawdą jest natomiast, że w niemal wszystkich religiach znajdzie się zawsze niewielkie ugrupowanie fundamentalistów. Również my ich mamy. I kiedy fundamentalizm posuwa się do zabijania – a można też zabijać językiem, jak mówi Apostoł Jakub, a nie tylko nożem – to nie powinno się utożsamiać islamu z przemocą. Nie jest to sprawiedliwe ani prawdziwe! Odbyłem długą rozmowę z wielkim imamem uniwersytetu al-Azhar i wiem, co myślą: dążą do pokoju, do spotkania.

Nuncjusz z pewnego kraju afrykańskiego powiedział mi, że w stolicy zawsze stoi kolejka ludzi – zawsze jest ich pełno! – do Drzwi Świętych Wielkiego Jubileuszu: niektórzy przychodzą do konfesjonału, inni modlą się w ławkach. Ale większość idzie dalej, by modlić się przy ołtarzu Matki Bożej: są to muzułmanie, którzy chcą przeżyć jubileusz. Są braćmi. Kiedy byłem w Afryce Środkowej poszedłem do nich, a imam wsiadł także do papamobilu. Można dobrze współżyć. Ale istnieją grupy fundamentalistyczne. I zastanawiam się też, jak wielu młodych ludzi – ilu młodych ludzi! – których my, Europejczycy pozostawiliśmy bez ideałów, którzy nie mają pracy, ulegają narkotykom, alkoholowi… tak się staczają i przyłączają się grup fundamentalistycznych. Tak, można powiedzieć, iż tak zwana Isis jest państwem islamskim, które jawi się jako odwołujące się do przemocy, ponieważ ukazując nam swoje dowody tożsamości pokazuje, jak na libijskim wybrzeżu zabija Egipcjan, lub tym podobne. Ale to jest grupka fundamentalistyczna, która nazywa się Isis. Ale nie można powiedzieć – sądzę, że nie jest to prawdziwe i nie jest sprawiedliwe – że islam jest terrorystą.

(Konferencja prasowa podczas lotu z Krakowa do Rzymu, 31.7.2016)

Głośne i wyraźna “nie” wobec wszelkich form przemocy, zemsty i nienawiści popełnianych w imię religii lub w imię Boga

Właśnie w dziedzinie dialogu, zwłaszcza międzyreligijnego, jesteśmy wezwani, by iść razem w przekonaniu, że przyszłość wszystkich zależy także od spotkania między religiami i kulturami. W tym sensie praca Komitetu mieszanego ds. Dialogu między Papieską Radą ds. Dialogu Międzyreligijnego a Komitetem al-Azharu ds. Dialogu daje nam konkretny i dodających otuchy wzór. Dialogowi mogą dopomóc trzy zasady, o ile będą dobrze połączone: obowiązek tożsamości, odwaga inności oraz szczerość intencji. Obowiązek tożsamości, ponieważ nie można nawiązywać prawdziwego dialogu na dwuznacznościach lub poświęceniu dobra, aby zadowolić drugiego; odwaga inności, ponieważ ten, kto różni się od mnie kulturowo i religijnie nie może być postrzegany i traktowany jako wróg, ale musi być akceptowany jako towarzysz drogi, w autentycznym przekonaniu, że dobro każdego polega na dobru wszystkich; szczerość intencji, ponieważ dialog, jako autentyczny wyraz człowieczeństwa, nie jest jakąś strategią, aby osiągnąć ukryte cele, ale drogą prawdy, która zasługuje, by podejmować go cierpliwie, żeby przekształcić współzawodnictwo we współpracę.
Wychowywanie do naznaczonej szacunkiem otwartości i szczerego dialogu z drugim, z uznaniem jego praw i podstawowych swobód, zwłaszcza wolności religijnej, stanowi najlepszą drogę, aby wspólnie budować przyszłość, żeby być budowniczymi kultury. Ponieważ jedyną alternatywą dla kultury spotkania jest barbarzyństwo konfliktu. A żeby naprawdę przeciwstawić się barbarzyństwu tych, którzy rozniecają nienawiść i zachęcają do przemocy, trzeba wspomagać i promować dojrzewanie pokoleń, które odpowiedzą na podżegającą logikę zła cierpliwym rozwojem dobra: ludzi młodych, którzy jak dobrze zasadzone drzewa, byliby zakorzenieni w glebie historii i, wzrastając ku temu, co w Górze oraz obok innych, przekształcaliby codzienne, zanieczyszczone powietrze nienawiści w tlen braterstwa.

Chrześcijanie i muzułmanie, i wszyscy wierzący jesteśmy powołani do wniesienia naszego wkładu w to wyzwanie kulturowe tak bardzo pilne i naglące: „Żyjemy pod słońcem jedynego i miłosiernego Boga. […] Tak więc prawdziwie możemy nazywać się wzajemnie braćmi i siostrami […], ponieważ bez Boga życie człowieka byłoby, jak niebiosa bez słońca”. Niech zajaśnieje słońce odnowionego braterstwa w imię Boga i wzejdzie z tej ziemi rozradowanej słońcem jutrzenka kultury pokoju i spotkania. Niech to wspiera swoim wstawiennictwem św. Franciszek z Asyżu, który osiem wieków temu przybył do Egiptu i spotkał się z Sułtanem Malikiem al Kamilem. (…)

Jako przywódcy religijni jesteśmy zatem wezwani do demaskowania przemocy, która udaje rzekomą sakralność, opierając się raczej na absolutyzacji egoizmów niż na prawdziwej otwartości na Absolut. Jesteśmy zobowiązani do zgłaszania przypadków pogwałcenia ludzkiej godności i praw człowieka, do obnażania prób usprawiedliwiania wszelkich form nienawiści w imię religii i do potępiania ich jako bałwochwalczych zafałszowań Boga: Jego imię jest Święty, On jest Bogiem pokoju, Bogiem salam. Dlatego tylko pokój jest święty i żadna przemoc nie może być popełniana w imię Boga, ponieważ zbezcześciłaby Jego imię.

Wspólnie, z tej ziemi spotkania między niebem a ziemią, przymierzy między narodami i między ludźmi wierzącymi, powtarzamy głośno i wyraźnie „nie” wobec wszelkich form przemocy, zemsty i nienawiści popełnianych w imię religii lub w imię Boga. Wspólnie stwierdzamy, że nie da się pogodzić wiary i przemocy, nie da się pogodzić wiary z nienawiścią. Wspólnie obwieszczamy świętość każdego ludzkiego życia wbrew wszelkim formom przemocy fizycznej, społecznej, edukacyjnej lub psychologicznej. Wiara, która nie rodzi się ze szczerego serca i z autentycznego umiłowania Boga miłosiernego, jest formą przynależności tradycyjnej lub społecznej, która nie wyzwala człowieka, lecz go miażdży. Powiedzmy wspólnie: im bardziej wzrastamy w wierze w Boga, tym bardziej wzrastamy w miłości bliźniego.

Ale religia z pewnością nie jest jedynie wezwaniem do zdemaskowania zła. Zawiera w sobie dzisiaj, jak chyba nigdy wcześniej, powołanie do krzewienia pokoju. Nie popadając w pojednawcze synkretyzmy, naszym zadaniem jest modlenie się za siebie nawzajem, prosząc Boga o dar pokoju, spotykanie się, prowadzenie dialogu i krzewienie zgody w duchu współpracy i przyjaźni. Jako chrześcijanie „nie możemy zatem wzywać Boga jako Ojca wszystkich, jeśli wobec niektórych ludzi, stworzonych na obraz Boży nie chcemy postępować po bratersku”. Co więcej, zdajemy sobie sprawę, że zanurzeni w ciągłej walce przeciwko złu, które zagraża światu, aby nie był już „miejscem prawdziwego braterstwa”, tych, „którzy wierzą w miłość Bożą, zapewnia [Bóg], że przed wszystkimi ludźmi otwarta jest droga miłości i że próba stworzenia powszechnego braterstwa nie jest nadaremna”. Co więcej, są istotne: na niewiele lub na nic zda się bowiem podnoszenie głosu czy wyścig zbrojeń, aby się uchronić przed agresją: dzisiaj potrzebni są budowniczowie pokoju a nie podżegacze walk; strażacy a nie podpalacze konfliktów; kaznodzieje pojednania a nie orędownicy zniszczenia.

Z niepokojem obserwujemy fakt, że podczas gdy z jednej strony mamy do czynienia z oddalaniem się od realiów życia ludów, w imię celów, które nikogo nie dotyczą, to z drugiej strony, w reakcji, rodzą się demagogiczne populizmy, które z pewnością nie pomagają w umocnieniu pokoju i stabilności: żadne podżeganie do przemocy nie zapewni pokoju, a wszelkie działania jednostronne, które nie uruchamiają procesów konstruktywnych i wspólnych, są darem dla popleczników radykalizmu i przemocy.

Kluczową rolę w zapobieganiu konfliktom i budowaniu pokoju odgrywają starania o wyeliminowanie sytuacji biedy i wyzysku, gdzie najłatwiej zakorzeniają się ekstremizmy oraz blokowanie przepływu pieniędzy i broni do tych, którzy podsycają przemoc. Jeszcze bardziej konieczne jest powstrzymanie proliferacji broni, która, jeśli jest produkowana i sprzedawana, prędzej czy później będzie również wykorzystana. Jedynie czyniąc przejrzystymi mroczne manewry, które podsycają raka wojny, można zapobiec ich rzeczywistym przyczynom. Do podjęcia tego poważnego i pilnego zaangażowania zobowiązani są odpowiedzialni za narody, instytucje i przekaz informacji, a także my, odpowiedzialni za cywilizację, powołani przez Boga, przez historię i przyszłość, aby zainicjować, każdy w swoim zakresie, procesy pokojowe, nie uchylając się od położenia solidnego fundamentu przymierza między narodami i państwami. Niech ta szlachetna i umiłowana ziemia egipska, z Bożą pomocą, nadal odpowiada na swoje powołanie kultury i przymierza, przyczyniając się do rozwijania procesów pokojowych dla tego umiłowanego ludu i dla całego regionu Bliskiego Wschodu.

(Przemówienie podczas międzyreliginej Międzynarodowej Konferencji na rzecz Pokoju na Uniwersytecie Al-Azhar w Kairze w Egipcie, 28.4.2017)

źródło: EKAI


„Słudzy Pana” proszą o modlitwę

Już po raz dziesiąty serwis Kaplani.com.pl organizuje akcję „Słudzy Pana. Kapłani proszą o modlitwę”. Trwają zapisy parafii, których wierni podejmą w Wielki Czwartek trzydziestodniową modlitwę za konkretnych kapłanów. Zgłoszenia przyjmowane są do 11 kwietnia.

Akcja „Słudzy Pana. Kapłani proszą o modlitwę” polega na umożliwieniu wiernym w poszczególnych parafiach podjęcia modlitwy w intencji konkretnego księdza. Po Liturgii Wielkiego Czwartku parafianie będą mogli wziąć specjalnie przygotowane “wizytówki”, na których widnieje imię księdza, rok jego święceń oraz intencja (ta sama dla wszystkich księży). Osoba, która wzięła intencję, tym samym zobowiązuje się do modlitwy za danego księdza przez kolejne 30 dni. Na wizytówce jest też wskazówka, że po zakończonej modlitwie można przekazać tę intencję kolejnej osobie, aby modlitwa trwała.

Zgłoszenia parafii może dokonać ksiądz proboszcz, ksiądz wikariusz lub osoba świecka upoważniona przez duszpasterza. Finał akcji nastąpi w Wielki Czwartek 18 kwietnia. Zgłoszenia parafii przyjmowane są do 11 kwietnia.

 

źródło: EKAI


Rozważanie na sobotę, 30 marca

Łk 18,9-14
Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

Faryzeusz z dzisiejszej Ewangelii na co dzień robił więcej niż wymagało Prawo. Patrząc na jego zewnętrzne czyny, można powiedzieć, że to chodzący ideał. Jego modlitwa pokazuje jednak, że robił to wszystko dla siebie, nie dla Boga. Robił więcej niż trzeba, żeby lepiej wypaść w porównaniu z innymi, żeby ludzie go chwalili, żeby mieć z tego satysfakcję. Przypatrz się dzisiaj swojej motywacji dobrych uczynków – czy robisz to ze względu na Boga czy z innych powodów?

o. Mariusz Urbański OMI


Papież: Bądźmy wierni Panu, słuchajmy Jego głosu

Zadaniem chrześcijanina jest słuchanie Pana. Inaczej jego serce może stać się twarde i wtedy odrzuca swojego Zbawiciela. Ta myśl Papieża stanęła dziś w centrum homilii, którą wygłosił w kaplicy Domu św. Marty.

Franciszek wskazał, że często okazujemy się nieczuli na głos Boga. Słuchamy dzienników, plotek, ale Pana odrzucamy lekceważąc zapewnienie, że On zawsze będzie z nami, a my pozostaniemy Jego ludem. Tak zachowywali się Izraelici, mimo napomnień, które dawali im prorocy.

Czy nasze serca są wierne Panu?

“ Naród bez zaufania, który przestał być wierny. I to jest pytanie, które Kościół pragnie, aby każdy z nas sobie zadał: «Czy nie utraciłem swojej wierności względem Pana?» - «Nie, nie chodzę co niedzielę na Msze...» - «Tak, tak: ale chodzi o wierność serca, czy nie straciłem tej wierności, czy moje serce nie stało się twarde, uparte, głuche i nie pozwala Panu wejść. Radzi sobie samo z trzema lub czterema rzeczami, a potem robi co chce?». To jest pytanie do każdego z nas: wszyscy musimy je sobie zadać, gdyż Wielki Post służy temu, abyśmy przeegzaminowali nasze serce – podkreślił Ojciec Święty. - Kościół zaprasza także, abyśmy słuchali dziś głosu Pana. «Nie zatwardzajcie serc waszych». Kiedy ktoś żyje z twardym sercem, które nie słucha Pana, robi krok w stronę niesłuchania i kiedy jest coś pochodzącego od Pana, a jemu się to nie podoba, to wtedy pozostawia Pana na boku pod jakimkolwiek pretekstem, oczernia Go, dyskredytuje i zniesławia. ”

Franciszek przypomniał, że Naród Wybrany nie słuchał Jezusa pomimo, iż widział cuda, które czynił: leczył chorych, wyrzucał złe duchy, rozmnażał chleb. A oni oskarżali Go, że czyni to mocą Belzebuba. Zaczyna się więc od niesłuchania, aby potem odrzucić i zdyskredytować Jezusa.

Albo jesteś z Jezusem, albo jesteś przeciw Niemu

“ Jezus chce ich przekonać, ale to się nie udaje... I na koniec, podobnie jak prorok, który kończy jasnym sformułowaniem: «przepadła wierność» - Jezus kończy podobnym, które może nam pomóc: «Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie». «Nie, nie ja jestem z Jezusem, tylko na pewną odległość, nie zbliżam się za bardzo»: nie, to nie jest możliwe. Albo jesteś z Jezusem, albo jesteś przeciw Niemu, albo jesteś wierny, albo niewierny, albo twoje serce jest posłuszne, albo utraciłeś wierność – podkreślił Papież. - Niech każdy z nas dziś pomyśli, w czasie Mszy i potem w ciągu dnia: «Jak wygląda moja wierność? Czy odrzucając Jezusa nie szukam jakiegoś pretekstu, jakiejś rzeczy i potem Go lekceważę?». Nie traćmy nadziei. Dwa sformułowania: «przepadła wierność» i «kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie» - one pozostawiają jeszcze miejsce na nadzieję, także dla nas. ”

Papież wezwał do nawrócenia i powrotu do Pana, który jest łaskawy oraz miłosierny i nigdy nie odmawia Swego miłosierdzia.

Dla Jezusa najważniejsze, aby do Niego powrócić

“ Jest jeszcze czas: «Nawróćcie się do Mnie całym sercem», mówi Pan, «gdyż jestem łaskawy i miłosierny: zapominam wszystko. To, co jest dla Mnie ważne to, abyś powrócił do Mnie. To jest to, co jest ważne» - mówi Pan. I zapomina wszystko inne – zapewnił Ojciec Święty. - To jest czas miłosierdzia, czas zmiłowania Pana: otwórzmy serca, aby On je wypełnił. ”

Źródło: Radio Watykańskie


Zanurzyć się w modlitwie...

Dziś mamy III piątek Wielkiego Postu - okresu, w którym Jezus szczególnie wzywa nas do porzucenia swojej granicy komfortu i rzucenia się na głęboką wodę. Jeśli nie wiesz jak to zrobić, masz dziś szczególną okazję ku temu. W końcu jest piątek, dzień wspomnienia Męki Pańskiej

To "rzucenie się" jest bliżej niż myślisz. Nie musisz robić spektakularnych czynów, wystarczy że spróbujesz wyruszyć wraz z Jezusem na Drogę Krzyżową. Medytacja Drogi Krzyżowej nie jest łatwa. Twoja modlitwa będzie wyrywana, Twoje skupienie będzie próbowało ulatywać w każdej chwili, a myśli będą dręczone jak tylko się da. Ale o to właśnie chodzi. Cała moc Drogi Krzyżowej, to Twoje powroty pod Krzyż.

Nie zniechęcaj się, powracaj do Jezusa i wpatruj się w Jego mękę. Znajdź w sobie siłę, zniknij gdzieś w ciszy, pogrąż się w modlitwie i nie daj się oderwać. Miło i lekko na pewno nie będzie, ale nie na tym Droga Krzyżowa polega. Za to to, co w niej znajdziesz, będzie bezcenne.

A jeśli odmówienie w skupieniu Drogi Krzyżowej to dla Ciebie pestka - dziś, podobnie jak przez najbliższe trzy tygodnie w całej Polsce organizowane są trasy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, podczas której będziesz mógł wyruszyć w ciemnościach ze swoją intencją. Wszystkie mapy i potrzebne informacje znajdziesz tutaj.

Gdziekolwiek będziesz - powodzenia!

 


"Miłość i miłosierdzie" od dziś w kinach

Dziś na ekranach polskich kin pojawi się film Michała Kondrata "Miłość i Miłosierdzie", opowiadający historię powstania kultu Bożego Miłosierdzia.

Autor filmu przybliża nam przesłanie, które Pan Jezus przekazał ludzkości za pośrednictwem św. Faustyny. Jak mówił w wywiadach - materiał naukowy zebrany w toku realizacji filmu rzetelnie dokumentuje historię objawień Jezusa Miłosiernego. Sam obraz jest połączeniem form dokumentalnej i fabularnej.

Główną rolę w filmie zagrała Kamila Kamińska, w rolę kierownika duchowego siostry błogosławionego księdza Michała Sopoćki wcielił się Maciej Małysa, a malarza Eugeniusza Kazimierowskiego zagrał Janusz Chabior. Zdjęcia dokumentalne do filmu kręcone były w Polsce, w Stanach Zjednoczonych, na Litwie, Białorusi, w Kolumbii oraz we Włoszech.


Co się stało dalej ze słynnym freskiem?

Czy pamiętacie słynną historię poczciwej zakrystianki, która postanowiła "poprawić" niszczejący obraz Jezusa?

"Ecce homo" to fresk autorstwa Eliasa Garcii Martineza, który znajduje się w Sanktuarium Łaski w hiszpańskiej Borji. Wykonany w 1910 roku obraz przez lata niszczał i się kruszył, ale niedawno świadomi tego potomkowie malarza postanowili przekazać darowiznę, by odnowić dzieło. Nie zdążyli jednak, gdyż pełna dobrych chęci 80-letnia artystka-amatorka, Cecilia Gimenez, postanowiła nie czekać ani chwili dłużej, lecz na własną rękę zamalować szkody.

Efekt, jak można się domyślać, był piorunujący. Praca pani Gimenez bardzo szybko stała się sensacją internetową, zyskując sobie miano "Potato Jesus" (ziemniaczany Jezus). Ze względu na nasilającą się uwagę miejscowy proboszcz zdecydował się zakryć fresk.

Wkrótce jednak okazało się, że pracę zdecydowanie warto odsłonić. Amatorska praca konserwatorska stała się prawdziwą ikoną popkultury, a jej popularność zaczęła przyciągać do Borji tysiące turystów z całego świata.

Władze kościelne podjęły zatem decyzję o odsłonięciu fresku i uczynienie z niego (płatnej) atrakcji turystycznej. Decyzja ta okazała się bardzo dobrym pomysłem! Nie dlatego, że przynosi miejscowemu Kościołowi i miejscowej turystyce znaczne zyski, ale dlatego, że pani Gimenez przeznacza swoje 49% zysków na akcje charytatywne związane z leczeniem atrofii mięśni, na którą choruje jej syn.

Nie zachęcamy do amatorskiego odnawiania sztuki sakralnej, ale zachęcamy do wzięcia od pani Gimenez lekcji jak dobrze wykorzystać to, co pierwotnie dla nas było źródłem wstydu.