Epickie pojedynki w Biblii [część 2]

Już świtało, kiedy przy blasku wschodzącego słońca można było dostrzec w oddali sylwetkę utykającego mężczyzny. Przed chwilą stoczył on prawdopodobnie najcięższą potyczkę w historii.

Tej samej nocy, mężczyzna długo próbował usnąć. Drżał zarówno za sprawą nocnego, pustynnego chłodu, jak i obezwładniającego strachu. Czego się bał? Nazajutrz miał spotkać się ze swoim przeciwnikiem i jego 400-osobową zgrają. Nie ta potyczka miała być jednak najtrudniejsza. Wtem poczuł jak silne ramiona łapią go i próbują obezwładnić. Mężczyzna próbował się wywinąć z uścisku, ale mimo ogromnej siły, nie potrafił wyswobodzić się od napastnika. Przeciwnicy zwarli się w zapaśniczym starciu, które trwało wiele godzin. W ciszy nocy słychać było tylko głośne oddechy i okrzyki walczących. Zaczynało świtać, kiedy napastnik postanowił odpuścić. Tym razem to jednak on nie potrafił wyswobodzić się z uchwytu. Zręcznym ruchem udało mu się wywichnąć staw biodrowy mężczyźnie, ale ten dalej nie chciał go wypuścić z mocarnego uścisku. Pat?

Prawdziwa walka

Pojedynek Jakuba z Bogiem (lub utożsamiającym Go aniołem) to jeden z najsłynniejszych walk opisanych w Biblii, a z pewnością przykład najbardziej zuchwałego wojownika w dziejach. Bo któż jest na tyle odważny, by walczyć z samym Bogiem? Zachęcam do zgłębienia szerszego kontekstu tej historii z oryginalnego fragmentu w 32. rozdziale Księgi Rodzaju oraz w licznych opracowaniach. W tej walce nie doszukujmy się opisów taktyki, ani ciosów rodem z filmów z Brucem Lee. To co jest tu spektakularne, rozgrywa się tak naprawdę w środku głównego bohatera…

Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim. A wreszcie rzekł: «Puść mnie, bo już wschodzi zorza!» Jakub odpowiedział: «Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!» Wtedy [tamten] go zapytał: «Jakie masz imię?» On zaś rzekł: «Jakub». Powiedział: «Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś». Potem Jakub rzekł: «Powiedz mi, proszę, jakie jest Twe imię?» Ale on odpowiedział: «Czemu pytasz mnie o imię?» – i pobłogosławił go na owym miejscu.

Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: «Mimo że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie». Słońce już wschodziło, gdy Jakub przechodził przez Penuel, utykając na nogę.

Cofnijmy się na chwilę do tła przytoczonej walki. Jakub boi się spotkania ze swoim bratem Ezawem, bo wiele lat temu wykradł mu podstępnie błogosławieństwo i dziedzictwo swojego ojca. Teraz, gdy wraca do domu, kombinuje na wszystkie sposoby, jak nie zginąć z ręki nadchodzącego bliźniaka. Planuje, układa strategię opartą na podarunkach (przekupstwie), rozdzielaniu obozów i minimalizacji ryzyka. Te ludzkie zabiegi jednak nie są istotą sprawy. To wszystko zasłona dymna. Jego zmaganie od początku, od lat, toczone jest z Bogiem, a starcie z aniołem to tylko finał uświadamiający Jakubowi, przed czym i Kim uciekał.

To nie podskoki w ringu

Choć dziś zapasy kojarzą nam się bardziej z amerykańskim wrestlingiem w obcisłych strojach i z używaniem składanych krzeseł niezgodnie z ich przeznaczeniem, to w czasach Jakuba były popularnym sposobem na rozstrzyganie sporów np. o ziemię. Zwycięzca przejmował wszystko. Czyż nie po swoją ziemię szedł właśnie Jakub? Dokonuje się zatem symboliczna walka o dziedzictwo Jakuba tyle, że nie z Ezawem, ale z Bogiem. Ale po co walczyć, czy Jakub nie miał od początku wsparcia Boga? Czy nie miał przyrzeczonej, wspaniałej przyszłości, spuścizny Abrahama i Izaaka? W tym sęk, że miał, ale nie ufał Stwórcy do końca i po ludzku zabiegał o swój sukces podszywając się pod brata na łożu śmierci ojca. Tak samo, jak teraz po ludzku kombinuje przed spotkaniem z bratem i tak samo jak na ludzki, ułomny sposób dorabiał się majątku i statusu posiadania w ziemi teścia Labana. Czy to nie historia wielu z nas? „Tak, tak, wierzę w Boga, jestem pobożny, praktykujący…”. Ok, ale czy w pełni wierzę i ufam Bogu?

Bóg mógłby pokonać Jakuba, ale wówczas prawdopodobnie doprowadziłby go do śmierci, a tego przecież nie chce. Już przecież „dotknięciem” wywichnął mu biodro. Strach pomyśleć, co zrobiłby mu mocniejszym klepnięciem. Nie mówiąc już o tym, że gdy promienie światła rozjaśnią twarz Boga, Jakub tego nie przeżyje (zgodnie z tradycją judaistyczną). Można znaleźć pewną ciekawą interpretację… Bóg przychodzi w słabszej „formie”, w postaci człowieka. Jest praktycznie gotowy przegrać, żeby uzmysłowić coś Jakubowi. To akt miłosierdzia, gdy Bóg przychodzi jako słaby i uniżony. Czy ta sytuacja czegoś Ci nie przypomina? Tak, osobą walczącą z Jakubem mógł być teoretycznie Jezus!

Biblia a Tetris

Słyszałem też o innym ciekawym porównaniu. Jakub nawet już z wywichniętym biodrze uporczywie trzyma się Boga. Nie chce puścić. Nie chce przegrać. Kiedyś przeprowadzono eksperyment, gdzie komputer długo ćwiczył grę w Tetris. W momencie, gdy miał spaść ostatni klocek, którego nie da się już dopasować, komputer spauzował grę i odmówił dalszej gry. Nie chciał przegrać. W takim właśnie zastygnięciu znajdujemy Jakuba, gdy Bóg pyta go o imię i ostatecznie błogosławi. W tym momencie – już nowy, odmieniony Izrael – uświadamia sobie, że to bożego błogosławieństwa całe życie szukał, a nie tego ludzkiego, które wykradł bratu od ojca.

Spójrz, jaka zmiana dokonała się w naszym bohaterze. Jako Jakub modlił się do Boga: „będę Cię wielbić, jeśli oddasz mi ziemię”. Jako Izrael odpowie Ezawowi, gdy się spotkają: „Przyjmij więc dar mój, który dla ciebie przeznaczyłem; Bóg obdarzył mnie sowicie: mam wszystko!”. To już nie przekupstwo, ale pełne wyzwolenie, Jakub jest nowym człowiekiem, przyjacielem Boga.

A co z jego biodrem? Cóż, powiedzielibyśmy, że to i tak drobna kara za postępki Jakuba. To szokujące, że prawie wszystkie, wielkie postacie w Biblii miały swoją mroczną, nieprawą stronę, a jednak Bóg powołuje nas do wielkich rzeczy. Obyśmy jak najszybciej znaleźli drogę do Boga, zamiast kombinować po swojemu.

Krzysztof Zieliński