Rekolekcje NINIWA Ski za nami!

„Nie da nasycić się życiem, trzeba żyć coraz bardziej.” (o. Tomek) Zapewne ta myśl towarzyszyła wszystkim uczestnikom tegorocznego wyjazdu NINIWA Ski, którzy pragnęli spróbować swoich sił w nieznanym dotąd sporcie (raczej jednorazowe założenie biegówek bez porządnego instruktażu się nie liczy) oraz wysilić się także duchowo. Do Zakopanego 11 lutego zjechali się zarówno uczestnicy rekolekcji, dla których był to już kolejny niniwowy wyjazd (czytaj rowerzyści NINIWA Team), ale również osoby, które po raz pierwszy miały do czynienia z NINIWĄ, ojcem Tomkiem i jeszcze nigdy nie były w Kokotku (mają za zadanie to szybko nadrobić :)).

Każdy dzień rozpoczynał się od duchowej rozgrzewki – najpierw odśpiewywaliśmy jutrznię, a następnie rozważaliśmy Słowo Boże na dany dzień według 3 punktów – Jezus w myślach, Jezus w sercu oraz Jezus w rękach. Chodzi o to, aby jak najdokładniej wyobrazić sobie daną scenę z Pisma Świętego, jak najbardziej wczuć się w opisywaną sytuację, a także zadać sobie pytanie gdzie jest tam moje miejsce. Czy stoję z boku i jestem tylko biernym obserwatorem, czy jestem blisko Jezusa. Aby nie były to jedynie puste słowa, należy następnie zrobić wszystko, żeby rozważane Słowo wprowadzić w czyn, żyć według Niego.

Kolejnym etapem poranka było wspólne przygotowywanie śniadania. Kuchnia ojców Salwatorianów, u których się zatrzymaliśmy, była na tyle duża, że każdy mógł mieć w jego przygotowanie swój wkład bez zbytniego wchodzenia sobie w drogę. W czasie śniadania dowiadywaliśmy się także co na dany dzień zaplanowała dla nas Sylwia Jaśkowiec, która uczyła nas stawiać pierwsze kroki na nartach biegowych. Swoje treningi rozpoczęliśmy od tras w Kościelisku na Chotarzu, w opadach gęstego śniegu. Pięknie ośnieżone drzewa dawały poczucie prawdziwej zimy na Podhalu. W kolejnych dniach wybór padł na trasy biegowe Białego Potoku w Zakopanem, w okolicach Wielkiej Krokwi, z widokiem na Śpiącego Rycerza. Raz także zdecydowaliśmy się wieczorną jazdę oświetlonymi trasami w Białce Tatrzańskiej. Miało to swój naprawdę niezapomniany klimat. Cały czas mogliśmy liczyć na fachowe wskazówki Sylwii, mobilizujące okrzyki oraz drobne pochwały za dobrą „jodełkę”, fajny zjazd czy hamowanie pługiem. Każdy zaliczył także przynajmniej jedną glebę (choć wielu z nas zdecydowanie więcej) będąc częścią lecącego domina zapoczątkowanego przez o. Tomka.

Po biegówkach czas spędzaliśmy nie mniej aktywnie! Już pierwszego wieczoru wybraliśmy się na „małą przebieżkę” po okolicznych pagórkach. Z Antałówki i Pardałówki mogliśmy podziwiać oświetlone Zakopane oraz co nieco przekonać się, że mając Sylwię za przewodnika nie będziemy się nudzić i ociągać. W kolejnych dniach dane nam było wymoczyć się w ciepłych wodach termalnych w Termach Chochołowskich. Wspaniałe uczucie, gdy na dworze -4 st. a można korzystać z otwartych basenów i jeszcze się przy tym relaksować. Wykorzystując piękną słoneczną pogodę wybraliśmy się na Kalatówki, do Pustelni św. Brata Alberta u sióstr Albertynek. Spotkana tam siostra Agnieszka przybliżyła nam historię życia tego świętego, znanego z pełnego poświęcenia pracy dla biednych i bezdomnych. Mszę Świętą mieliśmy okazję tego dnia przeżywać również na Kalatówkach, bo w kaplicy św. Brata Alberta klasztoru Albertynów (położonego ok. 30 min marszu od pustelni). Do odwiedzonych przez nas miejsc należy zaliczyć także Rusinową Polanę, z której roztacza się piękny widok na Tatry Wysokie – po polskiej i słowackiej stronie. W to miejsce dotarliśmy na chwilę przed zachodem słońca, dzięki czemu mogliśmy podziwiać ostatnie promienie słońca odbijające się na ośnieżonych szczytach. Magia! Z Rusinowej Polany, już jedynie przy świetle księżyca, przeszliśmy do sanktuarium Matki Bożej Jaworzyńskiej na Wiktorówkach. Zejście na parking i zakończenie tej wycieczki będzie pewnie przez wiele osób dosyć długo wspominane ze względu na bardzo mocno wyślizgany szlak, który miejscami przypominał lodowy tor, więc trzeba było bardzo ostrożnie stawiać kroki (lub jak co niektórzy – zjeżdżać na butach i nie tylko). Jednak co nas nie zabiło, to nas wzmocni.

Cały tydzień rekolekcji oraz zmagań sportowych zakończyło już tradycyjne „kółeczko” znane z wypraw rowerowych. Jest to czas, w którym można podzielić się swoimi przeżyciami z całego wyjazdu – począwszy od stanu fizycznego, aż po przemyślenia duchowe. Wielu z nas podkreśliło, że był to dobrze spędzony czas, z dobrą proporcją wiary i sportu. Rekolekcje nie miały jednego określonego tematu, ale właśnie może dzięki temu każdy z nas potrafił wyciągnąć coś innego z Ewangelii. W ciągu tego tygodnia usłyszeliśmy o tym, że „nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym”. Nie możemy zatem tłumaczyć naszych grzechów tym, że taki jest świat, tak robią wszyscy, bo oznacza to, że opieramy się na ludziach, a nie na Bogu. Zostało nam przypominane także IV przykazanie Boże, które o. Tomek podsumował słowami „Najpiękniejszym wyrazem miłości jest obecność”. Myślę, że wielu z nas mocno utkwiły te słowa w pamięci. Trzeba starać się ciągle budować dobre relacje z rodziną, przyjaciółmi.

Na koniec chciałbym w imieniu wszystkich uczestników wyjazdu podziękować ojcu Tomkowi za codzienną modlitwę oraz głoszenie Słowa Bożego, a także Sylwii za wielkie zaangażowanie w pokazywaniu nam piękna biegówek (udało się) i jej skromną postawę człowieka, który robi wszystko „na chwałę Bogu”. Dzięki także wszystkim współuczestnikom – myślę, że każdy z nas wniósł do grupy coś od siebie, dzięki czemu mogliśmy przeżyć razem ten czas owocnie.

Ania Szafarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *