Mount Everest – dokąd sięga szczyt?

Dach świata. Góra legenda. Od kiedy zakochałem się w górach (miałem wtedy z 18 lat, czyli nie tak dawno), zawsze chciałem tam wejść. Choć wiedziałem, że to niemożliwe. Ale marzenia mają to do siebie, że nie pytają się o pozwolenie i włażą w nasze życie kiedy chcą. A kilka “niemożliwych” rzeczy w moim życiu jednak okazało się możliwymi, więc kto wie… Jedyne góry, w których mogłem poczuć smak wielkich przestrzeni to Tatry. Im wyżej tym lepiej. Tym piękniej. Tym swobodniej. Kolejka na Kasprowy nigdy mnie nie pociągała. Nie potrafiłem zrozumieć tych młodych, sprawnych ludzi, którzy godzinami potrafili stać w niekończącym się sznurze ludzi do przezroczystego wagonika. Wtedy docierał do mnie wyraźnie sens tego powiedzenia, które chyba najpiękniej wyartykułował Eduardo Verastegui w filmie Cyrk motyli. Jest taka scena. Rozwala mnie za każdym razem. I za każdym razem wilgotnieją mi oczy. Pozbawiony rąk i nóg Will grany przez Nicka Vujicic patrzy w niej z żalem na trenujących akrobatów. Ja nie jestem taki jak oni – mówi z wyrzutem. Masz rację – odpowiada Mendez grany przez Eduardo. Nie jesteś taki jak oni. Masz nad nimi przewagę. Bo im trudniejsza walka, tym piękniejsze zwycięstwo. I tutaj zwykle beczę. Bo ja to wrażliwy chłopak jestem. A góry, jak mało co, to wyjątkowe połączenie tych dwóch, pozornie wykluczających się rzeczywistości: trudu i piękna. Góry jak mało co, są obrazem życia, gdzie bez trudu nie ma prawdziwego piękna, a bez piękna wszelki trud traci sens. I chyba dlatego nas tak pociągają. Może nie wszystkich, ale jednak wielu.

Najwyższy śmietnik świata

Aktualne doniesienia spod Mount Everestu mówią nam, że bardzo wielu. Po chińskiej stronie zamknięto dla turystów wejście na górę. Powód? Śmieci. Dużo śmieci. Bardzo dużo. Władze Tybetu poinformowały, że w ubiegłym roku z obszarów powyżej 5000 metrów zniesiono 8,5 tysiąca ton śmieci. Z tych niżej położonych – 335 ton (sic!). Położoną po nepalskiej stronie bazę południową rokrocznie odwiedza około 50 tysięcy ludzi. Wobec takich informacji, muszę się trochę postarać, by moja wiara w człowieka nie przepadła. Podobnie muszę się starać wobec raportu o stanie Bałtyku, który jest regularnym śmietnikiem wielu państw i koncernów różnych. Albo jak jadę autem i widzę, że jakiś wyluzowany kierowca otwiera okno i wyrzuca na ulicę nonszalanckim ruchem niedopałka. Albo jak widzę, że komuś z komina w mojej dzielnicy wali śmierdząca smoła. Mam wtedy ochotę zatrzymać się, zapukać do drzwi i po prostu zapytać: DLACZEGO TO ROBISZ?

Wracam na Mount Everest. John Krakauer, amerykański alpinista i pisarz jest autorem dosyć znanej książki Wszystko za Everest. Tak, tak, to ten sam co napisał Wszystko za życie. Na podstawie obydwu książek nakręcono filmy. Ta pierwsza opisuje zorganizowaną w 1996 roku jedną z komercyjnych wypraw na najwyższą górę świata. Wyprawa komercyjna to taka, gdzie pod okiem doświadczonych himalaistów swoich sił w starciu z dachem świata próbują amatorzy, których na to stać. No bo trochę to kosztuje. Jeśli chcesz iść na własną rękę to 30 tysięcy dolarów nie twoje. Jeśli z przewodnikiem – 60 tysięcy. Wyprawa z usługą VIP (czyli internet i takie tam udogodnienia) to 90 tysięcy. No i grupka takich śmiałków chciała tam wejść. Wyprawa zakończyła się tragedią. W czasie ataku szczytowego zginęło 8 osób. W tym dwóch doświadczonych przewodników – Rob Hall i Scott Fischer. W tym jeden facet, który zostawił na dole ciężarną żonę. Rodzi się to samo pytanie: człowieku, dlaczego to robisz? Gdzie jest granica, której przekraczanie dla jakiegoś piękna i poczucia satysfakcji jest już szaleństwem? Nie do ustalenia. Chyba. Kwestia sumienia i rozsądku. Sprawa indywidualna. Natknąłem się kiedyś na wpis syna (najprawdopodobniej) syna legendy himalaizmu, Jerzego Kukuczki. Suchej nitki nie zostawił na ojcu. Dla świata bohater. Dla syna egoistyczny wariat.

Czapkins

To wciąż jeszcze świeża sprawa. Tomek Mackiewicz. Himalaista po przejściach. Miał w życiu jedną obsesję. Nazywała się Nanga Parbat. Zimą próbował wejść sześć razy. Dopiero za siódmym się udało. Ale za najwyższą cenę. Jak wiadomo, został na niej na zawsze. Przeżyła jego wspinaczkowa partnerka Elisabeth Revol. Ale to nie był spektakl tylko dwóch aktorów. Jest jeszcze rodzina Tomka, która została w domu i to prawdopodobnie ona przeżywała największy dramat. Psychologowie mówią wprost: himalaiści często wybierają pomiędzy odpowiedzialnością za rodzinę, a własną obsesją. Niestety zwykle wygrywa to drugie. Mówią, że zaślepienie kolejnym pasjonującym wyzwaniem bywa silniejsze niż uzależnienie od alkoholu czy heroiny. Nie robi na nas wtedy większego wrażenia rzeczywistość wokół nas – dziecko u psychiatry z powodu nieobecności ojca w domu albo wystawione przez żonę walizki za drzwi. Liczy się nasza konsekwencja w dążeniu do celu. Bo to konsekwencja jest dzisiaj nadrzędną wartością. Odpuszczenie jest traktowane jako słabość. A to kłamstwo. Siłą jest dostrzec i zaakceptować swoje ograniczenia. Nie chodzi o to by być najlepszym, ale o to by zachować się najlepiej. Znana himalaistka Magda Leo wyznaje: Każdy wspinacz ma świadomość, że może z tych gór nie wrócić. Nie jesteśmy ignorantami. Znamy zagrożenia – choroba wysokościowa, odmrożenia, śnieżna ślepota, oparzenia słoneczne, a w najbardziej ekstremalnej sytuacji, nawet śmierć. Czy to nas powstrzymuje? Nie – dodaje alpinistka. No tak, miłość silniejsza niż śmierć. Góry są piękne. Im wyżej tym piękniej. Tutaj zdania nie zmienię. Ale nawet gdyby mi ktoś zapłacił za bilet na Mount Everest i wynajął najlepszego przewodnika – nie skorzystam. Wolę zostać w domu i pooglądać dach świata na YouTube’a. Jest tyle innych szczytów do zdobycia, że mam co robić.

Adam Szefc Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *