Przepraszam, że żyjesz…

Raphael Samuel chce postawić swoich rodziców przed sądem za to, że powołali go do życia bez jego zgody. To nie żart.

Jeśli Raphael przyjdzie do mnie z racjonalnymi argumentami udowadniając, że mogliśmy uzyskać jego zgodę na narodziny, to przyznam się do winy. Cieszę się, że mój syn wyrósł na niezależnie myślącego i odważnego młodego mężczyznę – powiedziała matka mężczyzny, Kavita Karnad Samuel.

I tak oto dowiedziałem się, że jest coś takiego jak ANTY-NATALIZM. Wgryzłem się w temat. Wkręciłem wręcz. I przyznać muszę, że wbrew pozorom, antynatalizm ma swoją twardą logikę. I gdyby nie jeden szczegół – zostałbym antynatalistą. O co tu konkretnie chodzi? Już tłumaczę.

Dlaczego mnie urodziłaś?

Antynatalizm to filozoficzne stanowisko zakładające, że prokreacja jest moralnie zła, ponieważ zmusza człowieka do życia w świecie pełnym cierpienia. I to bez jego zgody. Jest stare niemal jak świat. Już w starożytnej Grecji przebąkiwano, że lepiej byłoby się nie urodzić. Buddyści natomiast uważają że nie zdając sobie sprawy z cierpienia, z którym związane jest życie, człowiek płodzi dzieci i co za tym idzie, staje się przyczyną starości i śmierci. Jeśli tylko zda sobie sprawę z tego, jakie cierpienie może spowodować poprzez ten swój czyn, powstrzyma się od prokreacji; w ten właśnie sposób położy kres starzeniu się i umieraniu. Enkratycy zorientowali się, że narodziny prowadzą do śmierci. Cóż za spostrzegawczość. Uznali, że jedynym sposobem pokonania śmierci jest rezygnacja z prokreacji, by nie dostarczać śmierci nowego żeru.

Jak się uprzeć, to i w Biblii można znaleźć antynatalistyczne wersety. Na przykład ten: Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. Mt 26,24

Filozof Peter Wessel Zapffe uważa, że człowiek dostał więcej niż jest w stanie unieść. Jako jedyny gatunek na ziemi żyjemy ze świadomością, że zmierzamy do śmierci. Potrafimy analizować przeszłość i przyszłość. Dostrzegamy swoją kruchość i nieistotność w kosmosie. Dotyka nas cierpienie miliardów ludzi. Pragniemy sprawiedliwości i dobra w świecie, w którym nie jesteśmy w stanie tych rzeczy zagwarantować. To wszystko sprawia, że życie postrzegamy jako tragedię. Nawet jeśli teraz jest nam dobrze, to po pierwsze: już za chwilę może nam być źle, po drugie: komuś obok jest źle, a to znaczy, że nasze szczęście jest niepełne. Mamy potrzeby duchowe i fizyczne, które do końca nigdy nie będą zaspokojone. Cała nasza egzystencja jest splątana siecią mechanizmów ochronnych i oklepanych schematów zachowań. Dlaczego? Po to by uciec przed świadomością bezsensu istnienia. Zdaniem Zapffego ludzkość powinna przestać się oszukiwać i zakończyć swoje istnienie przez powstrzymanie od prokreacji. Proste. Kolejne ważne nazwisko w tej dyskusji: Julio Cabrera, argentyński profesor filozofii. Dla niego prokreacja to krzywdząca manipulacja. To bezprawne umieszczenie człowieka w bolesnej i krzywdzącej dla niego sytuacji. Uważa, że istota ludzka jest nie tyle zła, co niezdolna sprostać wymaganiom, jakie stawia jej życie. Krótko mówiąc, dla Cabrery narodziny są tak samo złe i bezsensowne jak śmierć, ponieważ to pierwsze jest zapowiedzą nieuchronności tego drugiego. Co tam dalej mamy? Kant. Zgodnie z jego imperatywem praktycznym człowiek nie powinien być nigdy wykorzystywany jedynie jako środek do celu, lecz zawsze powinien być celem samym w sobie. Ten imperatyw ma wiele wspólnego z duchem antynatalistycznym. Bo? Bo niemożliwe jest stworzenie człowieka dla jego własnego dobra. A jedynie dla dobra innych. Np dla szczęścia rodziców, dla społeczeństwa, państwa, korporacji itd.

Brak zgody

Niemożność uzyskania zgody na życie jest jednym z mocniejszych argumentów antynatalistów. Powołanie do istnienia to poważna decyzja. Odpowiedzialny rodzic nie wpuści dziecka samego np. do dżungli. Nawet jeśli istnieje szansa, że przemierzy ją całą bezpiecznie i przyjemnie, to ryzyko spotkania groźnego zwierzęcia powstrzymuje rodzica przed taką decyzją. Trochę tak myślą antynataliści. Skoro istnieje ryzyko cierpienia (a istnieje, i to spore), to nie ma sensu rodzić. Można pójść dalej w takim myśleniu i wyjść poza cierpienie na tym świecie. Jeśli istnieje ryzyko, że moje dziecko pójdzie do piekła (a istnieje), to lepiej żeby się nie narodziło w ogóle. Piekło bowiem to cierpienie tak nieskończenie wielkie, że lepiej by człowiek nie zaistniał wcale, niż żył z widmem dostania się do niego. Oczywiście istnieje też ryzyko, że takiego nie zaistniałego człowieka ominie nieskończenie wielkie szczęście jakim jest niebo. Ale zgodnie z logiką antynatalistów, nie jest złem pozbawienie dobra kogoś, kto nie istnieje. Niejaki Marc Larock snuje takie wnioski:

Wszyscy zostaliśmy powołani do istnienia bez naszej zgody i podczas swoich żyć poznajemy różne rodzaje dobra. Niestety, istnieje limit dobra, które możemy uzyskać żyjąc. Ostatecznie każdy z nas umrze i zostanie na zawsze odcięty od możliwości doświadczania jakiegokolwiek przyszłego dobra. Istnienie widziane w ten sposób jawi się jako okrutny żart.

Hmmm, to trochę jak w piosence VOX: Los cię w drogę pchnął i ukradkiem drwiąc się śmiał, bo nadzieję dając ci fałszywy klejnot dał. Idźmy dalej.

Ciemna dolina

Benatar, jeden z największych doliniarzy antynatalizmu zadał sobie trud i w liczbach zamknął tajemnicę globalnego cierpienia. Przytaczam, bo zwala z nóg:

  • ponad 15 milionów ludzi umarło w wyniku klęsk żywiołowych w ostatnim tysiącleciu,
  • około 20 000 ludzi umiera każdego dnia z głodu
  • szacuje się, że 840 milionów ludzi cierpi głód
  • od roku 541 przed naszą erą do roku 1912, według szacunków, ponad 102 miliony ludzi zachorowało na dżumę
  • epidemia grypy z roku 1918 zabiła 50 milionów ludzi,
  • blisko 11 milionów ludzi każdego roku umiera na choroby zakaźne
  • nowotwory złośliwe odbierają życie ponad 7 milionom ludzi każdego roku,
  • około 3,5 miliona ludzi umiera każdego roku w wypadkach
  • około 56,5 milionów ludzi umarło w roku 2001, co daje ponad 107 śmierci na minutę,
  • przed dwudziestym wiekiem ponad 133 miliony ludzi zostało zabitych w masowych mordach
  • w pierwszych 88 latach dwudziestego wieku od 170 milionów do 360 milionów nieuzbrojonych, bezbronnych cywili i cudzoziemców zastrzelono, zatłuczono, torturowano do śmierci, zadźgano, spalono, zagłodzono, zamrożono, zmiażdżono, zmuszono do pracowania do śmierci, pogrzebano żywcem, utopiono, powieszono, zbombardowano lub w jakiś inny sposób zabito w wyniku rozporządzeń rządów,
  • 1,6 miliona ludzi umarło w wyniku konfliktów w XVI wieku, 6,1 miliona w XVII wieku, 7 milionów w XVIII wieku, 19,4 miliona w XIX wieku, 109,7 miliona w XX wieku,
  • obrażenia spowodowane wojnami doprowadziły do 310 000 śmierci w roku 2000,
  • około 40 milionów dzieci jest maltretowanych każdego roku,
  • ponad 100 milionów obecnie żyjących kobiet i dziewczynek zostało poddanych klitoridekomii
  • 815 000 ludzi, według szacowań, popełniło samobójstwo w roku 2000 (obecnie szacuje się, że samobójstwo popełnia ktoś co 40 sekund, ponad 800 000 ludzi rocznie). Wikipedia.

Uffff….

Człowiek powinien przestać istnieć również dlatego, bo krzywdzi zwierzęta i niszczy środowisko.

I zwierzęta też nie powinny istnieć, bo też czują i cierpią. Generalnie życie nie ma sensu. Wystarczy sama planeta. Ewentualnie z roślinami. No tak, ale rośliny też podobno czują, więc bez roślin jednak. Czyli sam pusty glob. To ma sens. Życie nie ma sensu. Sens ma księżyc, Mars, Jowisz i inne takie zimne, łyse latające w kosmosie planety. Bo tam nikt i nic nie żyje, nikt i nic nie czuje, nikt i nic nie cierpi. A nawet gdyby mogło być miło, to i tak nie szkodzi, bo nie ma nikogo i niczego co mogło, by żałować tego, że nie jest miło.

To jest antynatalizm. W skrócie. Skrajnie depresyjna filozofia. Jakby dobro i piękno, których przecież świat jest pełny, nie były żadnym argumentem dla sensu jego istnienia. Sam w życiu sporo się nacierpiałem i wciąż sporo cierpię. Ale wiem, że jedno przytulenie osoby, którą kocham jest warte tysięcy trudnych chwil w życiu. Jeden uśmiech w oceanie łez. Taka jest siła miłości. Najgłębiej objawiona na krzyżu. Gdzieś usłyszałem, że gdyby trzeba było Jezus byłby gotowy dla każdego człowieka z osobna przeżywać dramat Golgoty. I jak znam Jezusa, na pewno nie przyszło by mu do głowy, by pozywać do sądu swojego Ojca za to, w co Go wpakował. Na początku wspomniałem, że gdyby nie jeden szczegół, zostałbym antynatalistą. No właśnie. Gdybym chciał zostać antynatalistą musiałbym najpierw odrzucić sens cierpienia i miłości ofiarnej. Musiałbym wartość życia sprowadzić do przyjemności i braku bólu. Musiałbym wykastrować swoje serce z tego, co uważam w nim za największą wartość. Chyba nie potrafię.

Lubimy jak jest przyjemnie i nie boli. Ale mimo wszystko, to nie jest największa wartość życia. Najpiękniejsze i najbardziej fascynujące rzeczy na tym świecie gdzieś tam są owocem zmagań, trudów i cierpienia. To co nic nie kosztuje, nie jest nic warte. Święte słowa. Broń nas Boże przed życiem, gdzie nic nie stawia nam żadnego oporu. Nic nie uwiera. Nic nie boli. A za antynatalistów i cierpiących pomodlę się tak:

Panie Jezu, który z własnego doświadczenia wiesz, co to znaczy cierpienie, zmiłuj się nad sercami zranionymi i obolałymi ciałami. Ty sam bądź ich pokojem i pokrzepieniem. Spraw, aby odkryli skarby ukryte w chrześcijańskim przeżywaniu cierpienia. Niech pamięć o tym, co Ty przecierpiałeś dla nas, przemieni troski nasze, pomoże nam lepiej znosić je i wykorzystywać dla zbawienia świata. Aktem miłości obejmującym całą ziemię ofiarujemy Ci obecne cierpienia ludzkości. Racz złączyć je z Twoimi i przemienić w łaski miłości i odkupienia dla wszystkich dusz. Amen.

Adam Szefc Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *