Szczyt bliskowschodni. Czy tym razem będzie inaczej?

Przybył Leszek do Mieszka. Z wizytą.

Żadnych rozbieżności wśród nich nie wykryto.

Mówią, że przyjaźni tej nic nie zaora.

Przyjdzie niedźwiedź, machnie łapą – wyjdzie szydło z wora.

To taka parafraza mickiewiczowskich Przyjaciół. Taki mój komentarzyk. Nieśmiały. Ale jednak podparty komentarzami wielu innych obserwatorów. Szczyt bliskowschodni. Nie znam się na tym. Podobno kontrowersyjny. Jak wszystko dzisiaj. Głównymi bohaterami tego wydarzenia są USA i Polska. Po co ten szczyt? Bo kwestia pokoju na bliskim wschodzie to ważna rzecz. Jak to na Twitterze napisał premier Morawiecki, powstrzymanie walk w tym newralgicznym regionie jest kwestią fundamentalną, jeśli chodzi o zapewnienie stabilizacji i bezpieczeństwa całego świata. Najistotniejsze tematy tej konferencji to proliferacja broni (nie mam pojęcia co to jest, ale może chodzi o to, by pistolety nie zabijały tylko ożywiały? :-)), terroryzm, ekstremizm religijny, cyber-zagrożenia i bezpieczeństwo energetyczne.

Trzeci i czwarty gracz

A propos tego ostatniego, w tle mamy wielkiego nieobecnego. Rosję. No bo podobno USA i Polska uważają Nord Stream 2 za zagrażający bezpieczeństwu energetycznemu. A to biznes Rosji przede wszystkim. Jednak największą aferę w związku z polskim szczytem zrobił Iran. Uznał go za akt wrogości wobec siebie. Zagroził odwetem. Nic nie dały tłumaczenia dyplomatów, że nikt nie chce źle i nikt nikogo nie atakuje. W odpowiedzi na antyirański cyrk zawieszono zaplanowany na koniec stycznia festiwal polskich filmów w Teheranie. W komentarzach przewija się taka opinie, że Stany Zjednoczone to taki silniejszy, bogatszy koleś o względy którego bezkrytycznie zabiega ktoś słabszy i biedniejszy. Czyli Polska oczywiście. Bo Polska by chciała, żeby USA ją obroniło w razie draki. Wiadomo, o co chodzi. No i tak wracamy do Przyjaciół Mickiewicza. Czy w polityce istnieje coś takiego jak przyjaźń? Prawdziwa. Szczerze? Nie. Tak myślę.

Miła mowa pomnaża przyjaciół, a język uprzejmy pomnaża miłe pozdrowienia. Żyjących z tobą w pokoju może być wielu, ale gdy idzie o doradców, niech będzie jeden z tysiąca! Jeżeli chcesz mieć przyjaciela, posiądź go po próbie, a niezbyt szybko mu zaufaj! Bywa bowiem przyjaciel, ale tylko na czas jemu dogodny, nie pozostanie nim w dzień twego ucisku. Bywa przyjaciel, który przechodzi do nieprzyjaźni i wyjawia wasz spór na twoją hańbę. Bywa przyjaciel, ale tylko jako towarzysz stołu, nie wytrwa on w dniu twego ucisku. W powodzeniu twoim będzie jak drugi ty, z domownikami twymi będzie w zażyłości. Jeśli zaś zostaniesz poniżony, stanie przeciw tobie i skryje się przed twym obliczem.

To Syrach (Syr 6, 2-12). Nie wiem, czy to o przyjaźni w polityce. Ale trudno nie zauważyć, że historie wielkich politycznych przyjaźni często mają taki właśnie scenariusz. Jak będzie tym razem? Trudno uwierzyć, że inaczej. Obym się mylił.

Adam Szefc Szewczyk