Znalazł sposób na pokonanie Goliata, Filistyni go nienawidzą

Wiał lekki wiatr i przetaczał piaskowe kołowrotki po pustynnej powierzchni w dolinie. Był ciepły poranek. Temperaturę podnosił także fakt, że na wzniesieniach po obu stronach doliny zgromadziły się dwa nieprzyjacielskie wojska.

Słońce odbijało się mocnymi rozbłyskami na hełmach żołnierzy, którzy jak co dzień rano wyszli w szyku bojowym ustawić się po każdej ze stron doliny, gotowi do konfrontacji. Cień spływał w dół doliny w miarę, jak podnosiło się słońce. „Czy to już dziś poleje się krew?” – pytali żołnierze z zachodu, ocierając pot z czoła. „Kto ruszy pierwszy?” – zastanawiali się na wschodzie, zaciskając paski i poprawiając rzemienie pancerzy. Nie. Nic takiego się nie zdarzy, bo obie armie są w impasie. Ta, która ruszy w dół doliny, znajdzie się na beznadziejnej strategicznie pozycji. A jednak coś innego niż brzdęk zderzenia mieczy zmąci ciszę poranka…

Na spotkanie wschodniej armii wychodzi przedstawiciel najeźdźcy, gigantyczny wojownik mierzący prawie 290 cm, w 57-kilogramowej zbroi z brązu, hełmie i nagolennikach, z zakrzywionym nożem w ręku i włóczni grubej jak tkacki wał zakończonej 7-kilogramowym grotem. Przed sobą ma giermka z tarczą i zaczyna szydzić z przeciwnika „Po co ustawiacie się w szyku bojowym, nie szkoda wam waszej krwi? Wystawcie mi żołnierza do pojedynku, a rozwiążemy to sami. Zwycięzca bierze wszystko!”. Już od 40 dni rano i wieczorem ten potężny prowokator szydzi z wojsk i króla broniącego się kraju. Dziś jednak zdarzy się coś nieoczekiwanego.

Z oddali wyłania się postać, której jeszcze zbyt dobrze nie widać. Czy to odległość czy parujący wilgocią poranka piasek rozmywają nadchodzącą sylwetkę? „Wychodzisz na mnie z kijami, jak na psa?” – wydziera się olbrzym, krocząc w stronę samotnego bohatera po drugiej stronie. Kij jednak jest tylko jeden, a przeciwnik to młody i niepozorny pasterz. „Podejdź bliżej, a oddam twoje ciało ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom!” – wyśmiewa go wielkolud. Chłopak jednak ani myśli podchodzić bliżej. Wyciąga gładki otoczak z torby i zakłada spokojnie na procę. To druzgocąca broń w ręku wprawnego wojownika, niczym nieprzypominająca dziecięcej zabawki. Biedny olbrzym jeszcze nie wie, co go czeka. W chwili gdy dociera do niego myśl, że ten młokos nie ma zamiaru zetrzeć się z nim w bliskim starciu, jego młody przeciwnik już rozkręcił procę do prędkości 6-7 obrotów na sekundę. Olbrzym podnosi nogę, gotowy do szarży, ale żadnego kroku nie wykona, bo już w jego stronę został wypuszczony kamienny pocisk z siarczanu baru, o dwukrotnie większej gęstości niż typowy kamień podniesiony z ziemi. Jego prędkość może wynosić nawet 35 m/s, co przy jego masie nie odbiega mocno od siły rażenia pocisku pistoletu kaliber .45 mm. Olbrzym zostaje trafiony prosto w czoło, między oczy, tak że kamień utkwił mu w głowie, a wojownik upadł nieprzytomny lub martwy. To zresztą nieważne w jakim jest obecnie stanie, bo w ciągu kilku sekund podbiega do niego jego przeciwnik i dobija go wyrwanym z jego własnej ręki mieczem, a w tym samym momencie jego zachodnia armia rozpoczyna paniczną ucieczkę.

Fascynujące historie

Nie będzie zapewne odkryciem, że pasterz nazywał się Dawid, a olbrzym Goliat. Przepraszam za nieco fabularyzowaną wersję tej historii. Oryginał w pełnej krasie oczywiście znajdziesz w I Księdze Samuela, 17, 1-58. Zrobiłem to trochę z premedytacją, bo często sięgamy po teksty ciekawych historii z uwagi na ich barwne opisy i interesujący fabularnie przekaz. To przecież klucz do sukcesu także filmowych produkcji, które bez efektów specjalnych i wielkich budżetów dziś prawie nie istnieją. A tymczasem oryginalna historia podana jest nam na tacy w mającej ok. 2000 lat księdze. O co chodzi?

O to, że często nie doceniamy lub bardzo powierzchownie traktujemy historie z Biblii, a zwłaszcza te ze Starego Testamentu. I oczywiście cel spisanych tam opowieści nie był taki, by rozpalić ciekawość fana czytelnictwa, ale głównie by przekazać ważne treści religijne. W związku z tym wiele historii starotestamentowych jest symbolicznych, ale z drugiej strony nie wolno wpaść w pułapkę interpretacji wszystkiego tylko jako symbol czegoś innego. Tak jak nauka podpowiada nam, że świat nie musiał być stworzony w 7 ziemskich dób, tak samo podpowiada nam, że inne historie, które często traktujemy wyłącznie symbolicznie, mogły zdarzyć się naprawdę. I zgoda, że zostały prawdopodobnie wzbogacone o wątki ludowe i tradycyjne, ale mimo to warto doszukać się naukowych potwierdzeń zdarzeń tam opisanych.

Wszystko na opak

Istnieje np. interpretacja historii Dawida i Goliata jako symbolicznej potyczki dwóch armii, gdzie Goliat to tak naprawdę Filistyni, potężni najeźdźcy, a Dawid to Izraelici, słabsza armia, ale zwycięska siłą Bożej mocy. Czy można tak interpretować tę historię? Niech wypowiedzą się znający szeroki kontekst bibliści. Ja niedawno trafiłem na bardzo ciekawą interpretację historii pojedynku Dawida i Goliata przytoczoną w 2013 r. w ramach TED’a przez p. Malcolma Gladwella, pisarza i publicystę New Yorkera. To spojrzenie zupełnie odbiega od przyjętej i utrwalonej w nas wizji walki bezbronnego Dawida z potężnym Goliatem. Starałem się część tego nowego spojrzenia włączyć w fabułę na początku artykułu. Otóż jest kilka kluczowych podpowiedzi w oryginalnym tekście, które wskazują na zupełnie odwrotną sytuację.

Gladwell wyjaśnia tło potyczki w krainie Szefela, składającej się z ciągu dolin i grzbietów górskich, które ciągną się ze wschodu na zachód. W jednej z takich dolin doszło do spotkania agresora – Filistynów, którzy chcieli klinem wbić się w krainę izraelską, a właśnie Izraelitami dowodzonymi przez króla Saula. Wysłanie Goliata było próbą przełamania impasu, bo żadna ze stron nie była skłonna opuścić swojej asekuracyjnej pozycji na wyżynie i zaatakować pierwsza. Pojedynki przedstawicieli dwóch armii były w owych czasach tradycyjnym sposobem rozstrzygania bitew, ograniczającym szeroki rozlew krwi. Filistyni byli pewni swego, mając potężnego Goliata. Pewne wyrażenia w tekście każą jednak zastanowić się nad tą postacią. W angielskim tłumaczeniu Goliat mówi „Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijami?”. Ponadto na pole bitwy prowadzi go giermek. Któż widział, żeby potężnego wojownika prowadzono jak za rękę? W dodatku Goliat czuje się mało pewnie i pod pozorem rzuconej obelgi prowokuje Dawida do podejścia bliżej. Dlaczego? Wszystko, wraz z ogromnym, ponadnaturalnym wzrostem i siłą tego wojownika, wskazuje na to, że Goliat cierpiał na gigantyzm. Przyczyną gigantyzmu przysadkowego jest nadczynność w wydzielaniu hormonu wzrostu przez przysadkę mózgową spowodowane gruczolakiem przysadki lub powstałe na skutek nadmiernego pobudzania przysadki przed podwzgórzowy hormon GHRH (wikipedia). Jednym z częstych skutków ubocznych tego schorzenia jest słaby wzrok. To dlatego Goliat widzi więcej niż jeden kij w rękach przeciwnika. Pewnie dlatego też zależy mu na konfrontacji w walce wręcz. Okazuje się, że źródło siły Filistyna było jednocześnie źródłem jego klęski. Jednym słowem – spory blef ze strony Goliata i jego armii. Choć oczywiście, gdyby doszło do starcia bezpośredniego, siła Goliata raczej nie pozostawiałaby złudzeń, kto zwycięży.

Z drugiej strony Dawid, uznawany za drobnego i młodego, wykazuje się ogromną pewnością siebie. Przeczytaj w całości oryginalny tekst, żeby przekonać się, że Dawid nie tylko pokłada ufność w Bogu (Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i zakrzywionym nożem, ja zaś idę na ciebie w imię Pana Zastępów, Boga wojsk izraelskich, którym urągałeś. Dziś właśnie odda cię Pan w moją rękę, pokonam cię i utnę ci głowę. Dziś oddam trupy wojsk filistyńskich na żer ptactwu powietrznemu i dzikim zwierzętom: niech się przekona cały świat, że Bóg jest w Izraelu. Niech wiedzą wszyscy zebrani, że nie mieczem ani dzidą Pan ocala. Ponieważ jest to wojna Pana, On więc odda was w nasze ręce…), ale także w swoje własne mocne strony, gdy mówi Saulowi: Niech pan mój się nie trapi! Twój sługa pójdzie stoczyć walkę z tym Filistynem… Kiedy sługa twój pasał owce u swojego ojca, a przyszedł lew lub niedźwiedź i porwał owcę ze stada, wtedy biegłem za nim, uderzałem na niego i wyrywałem mu ją z paszczęki, a kiedy on na mnie napadał, chwytałem go za szczękę, biłem i uśmiercałem. Sługa twój kładł trupem lwy i niedźwiedzie…

Dawid posiada też broń dystansową, której walory wskazałem już wcześniej. To druzgocąca broń w ręku wyćwiczonego procarza, która jednocześnie wielokrotnie w historii decydowała o wynikach bitew. Zbierając te wszystkie czynniki razem widzimy nie bezbronnego chłopca walczącego z potężnym olbrzymem, ale pewnego siebie, zwinnego i sprytnego młodzieńca, stającego naprzeciw ociężałemu, niedowidzącemu człowiekowi, który swoje słabości ukrywa pod płaszczem przechwałek i żartów. To jakby snajper miał walczyć z napakowanym anabolikami osiłkiem. Osiłek nie miał od początku najmniejszych szans.

Bez wątpienia spryt, zmysł taktyczny i siła woli, to cechy które potem wpłynęły na rolę, jaką odegrał Dawid w historii Narodu Wybranego i na to, kim potem się stał. Nie można jednak oczywiście podważyć, że te wszystkie atrybuty płynęły z łaski Boga, który wybrał go sobie na króla swojego ludu i był z nim przez całe życie. Warto też jeszcze raz zastanowić się nad znanym powiedzeniem „nie oceniaj książki po okładce”.

Tym samym zaczynamy cykl epickich historii biblijnych, a na tapetę bierzemy fascynujących bohaterów pojedynków. Dlaczego cykl tekstów o walkach w Biblii? A dlaczego nie? Czyż to nas trochę nie elektryzuje? Człowiek zawsze walczył i będzie walczyć, czy to z przeciwnościami losu, czy z samym sobą, czy też innymi osobami, np. w obronie własnej. Pytanie, gdzie w tej walce znajduje się Bóg.

Krzysztof Zieliński