Przyjmowanie życia

Po co żyjemy? Czy po to, żeby ciągle pracować, żeby cały czas się spieszyć? Żeby martwić się o przetrwanie, żeby być zmęczonym? Po to, żeby przeminąć? Żeby się zestarzeć i zostawić wszystko? By odejść bezpowrotnie? Po co?

Tak bardzo chciałbym umieć cieszyć się z małych rzeczy, cieszyć się wszystkim, cieszyć się każdego dnia i w każdej chwili. Chciałbym w każdym swoim wieku, teraz i gdy będę stary. W powodzeniach i nie powodzeniach. W momentach, kiedy wydaje się, że wszystko jest przeciwko mnie.

Umiejętność życia, to wielka sztuka. Sztuka przyjmowania.

Moje życie jest przyjmowaniem. W zasadzie, żyję dopóki przyjmuję. Gdy się zamykam, to się kurczę. Niestety ciągle we mnie bunt, brak zgody i akceptacji – tracę. Tracę życie. Dlaczego nie zgadzam się na poranek, który przychodzi za szybko, na stary chleb, od którego bolą dziąsła, na deszcz z wiatrem za oknem? W tym wszystkim jest moje życie. W tym, co przychodzi mogę się realizować, a jeśli nie przyjmuję? Źle jest być zamkniętym na to, co do mnie przychodzi, co mnie otacza. W zasadzie nie mam powodu, żebym nie przyjmował z otwartością. Mając w sobie życie, z czym wiąże się pragnienie życia, nierozumnym byłoby nie żyć, czyli nie karmić życia przyjmowaniem.

Walczyć o życie, to zwalczać w sobie ograniczające granice, to zwalczać w sobie niezdolność przyjmowania, zwalczać w sobie zamknięcie. Żyć to być otwartym, to być gotowym na wszystko, to być w dyspozycji by być.

Czasem wydaje mi się, że mogę coś komuś dać, stopniowo dawać życie, po trochu je dzielić. Przeznaczać czas dla kogoś, dla czegoś. Tak nie da się żyć. Wszystko jest przyjmowaniem. Wszystko pomnaża moje życie, wzmacnia je, prowadzi do pełni, ubogaca. Potrzeba w sobie ciągle dokonywać zmiany kierunku. Nie da się dawać jak się nie przyjmuje, i jednocześnie się nie przyjmuje jak się nie daje. Wydają się to dwa przeciwstawne kierunki, ale osobno nie istnieją. Życie to jednocześnie jedno i drugie, to pełnia życia. Czynniki zewnętrzne nie są w stanie zniszczyć mojego życia, które jest od nich niezależne. Stają się one treścią mojego życia, bogactwem, ale nie niszczą życia, tylko stwarzają możliwości by je rozwijać. Wszystko przyjmować. Wszystkim się cieszyć, to jest możliwe.

Okazuje się po raz kolejny, że wszystko dzieje się w środku, w ukryciu. Prawdziwe życie jest ukryte we mnie samym. To wewnętrzne zaangażowanie prowadzi i daje sens do wysiłku zewnętrznego. I wcale nie szkoda czasu na zatrzymanie się, na wejście w głąb siebie, na zobaczenie kim jestem teraz, co dziś mnie tworzy, bo to prowadzi do życia, do człowieka, do obecności. Wszystko jest bogactwem życia. W zasadzie grzechem jest nie przyjmować, to wielka bieda przestać się karmić życiem.

Życia nie da się dzielić, życie można tylko pomnażać. W momencie kiedy dajemy, w zasadzie tylko zyskujemy. Trochę podobnie jak w logice biznesu: „żeby skasować, trzeba zainwestować”. Żeby bardziej i więcej żyć, trzeba więcej dawać życia. Pojmuję to tylko wtedy, gdy mam w sobie wolność, wolność do dawania i przyjmowania. Najgorsze są granice we mnie, że tego czy tamtego to nigdy nie zniosę, nie przyjmę, nie oddam – i tracę. To czego wymaga ode mnie codzienność, to jest moje życie. Zainwestować w zaangażowanie się w codzienność, uczestniczyć w niej, dać siebie i tworzyć życie, wtedy otrzymujemy.

Kolejna podobnie brzmiąca zasada w biznesie, to „żeby skasować, trzeba zaryzykować”. Boimy się dawać siebie, bo boimy się utraty siebie. Ale kiedy bardziej jesteśmy sobą, jak nie momencie wychodzenia ze sobą do innych, kiedy określamy się przed innymi, wyrażamy kim jesteśmy, wnosimy bogactwo swojej osoby, swoich doświadczeń, swojego życia? Warto ponosić to ryzyko dawania siebie, bo bardziej sobą się stajemy, wyraźniejsi i znów mamy więcej do dania.

Życie to umiejętność przyjmowania, zdolność nie buntowania się, ale akceptowania tego, co daje mi życie. Czy ponoszę ryzyko inwestowania w swoje życie przez dawanie siebie tam, gdzie jestem?

o. Tomasz Maniura OMI