O trzech drogach powołania

Jan Kasjan powołuje się na autorytet abba Pafnucego, mówiąc o „trzech sposobach powołania”. W trzeciej swojej Rozmowie z Ojcami poświęca temu dłuższy wywód. Pisze: „Rozróżnijmy więc najpierw szczegółowo trzy sposoby powołania: pierwszy – przez samego Boga; drugi – za pomocą człowieka; trzeci – przez dopust Boży” (III, 4, 1)1. Dziś nie jesteśmy w stanie powiedzieć, na ile przypisywanie tego rodzaju nauk znanym Ojcom Pustyni jest zabiegiem literackim, a na ile wiąże się z faktycznym nauczaniem tamtych. W każdym razie mamy do czynienia z twórczą myślą ascetyczną. Powyższe rozróżnienie zostanie przyjęte przez teologów średniowiecznych. Inny zakonodawca, św. Bernard z Clairvaux, powtórzy myśl Kasjana w sposób następujący: „Są trzy powołania: boskie, jak w przypadku Pawła, ludzkie, [znajdujące wyraz] w nawróceniu na wezwanie Apostołów pięciu tysięcy [mężczyzn] (por. Dz 4, 4), i wynikające z konieczności, [jak to miało miejsce] w przypadku pierwszego eremity Pawła [z Teb]”2. Chociaż rozróżnienie vocatio divina, humana i necessaria zostaje użyte w kontekście monastycznym, to jednak ma charakter bardzo uniwersalny. Nie trzeba wielkiego wysiłku, by zauważyć w nim kategoryzacją powołania chrześcijańskiego jako takiego, a więc wezwania przez Boga każdego chrześcijanina na pustynię przemiany, nawrócenia. Już podane przykłady wykraczają poza świat monastyczny.

Kasjan tworzy typowy dla starożytnych myślicieli schemat, będący jedynie pewnym obrazem, umowną formułą rzeczywistości wykraczającej poza schemat. W zwięzłym schemacie stosuje praktykę pars pro toto, biorąc jedynie pewien wyrywek rzeczywistości, który w jakiś sposób ma reprezentować całość. Czytelnik może sam sobie dopowiedzieć resztę. Cechą mowy inteligentnej jest to, że pozostawia sporo miejsca na dopowiedzenie. Tak więc wolno nam prowadzić dialog z Ojcami i dopowiadać to, czego oni, pewnie w jakiejś mierze świadomie, nie powiedzieli.

Natchnienie od Boga

Oto co pisze Kasjan na temat pierwszego rodzaju powołania: „Powołanie pochodzi od samego Boga zarówno wte­dy, gdy jakieś natchnienie skierowane do naszego ser­ca pobudza nas (czasem nawet śpiących) do pożąda­nia życia wiecznego i zbawienia, jak i wtedy, gdy na­pełnia nas zbawienną skruchą, zachęcającą do naśla­dowania Boga i przestrzegania Jego przykazań. W Pi­śmie Świętym czytamy, że w ten sposób głos Boży wezwał Abrahama, aby opuścił ziemię, w której się urodził, rodzinę, z którą był związany, i dom swego ojca. Rzekł mu bowiem Pan: Wyjdź z ziemi twojej i od rodziny twojej, i z domu ojca twego” (Rdz 12, 1). W ten sposób został także powołany św. Antoni, ponieważ to sam Pan Bóg przygotował okoliczności jego nawrócenia. Wstąpiwszy bowiem do kościoła, usłyszał w Ewangelii słowa Pana: Kto nie ma w nie­nawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem (Łk 14, 26), oraz: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co po­siadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w nie­bie. Potem przyjdź i chodź za Mną (Mt 19, 21). Powyższą radę przyjął Antoni z największym wzruszeniem serca, jakby bezpośrednio skierowaną do niego, wyrzekł się więc od razu wszystkiego i naśladował Chrystusa, nie wezwany żadną zachętą czy pouczeniem ze stro­ny ludzi (III, 4, 1-2)”. W zasadzie każde powołanie nadprzyrodzone pochodzi od Boga, z tymże w jednym przypadku działa On bardziej bezpośrednio, w innym – za czyimś pośrednictwem. Wydaje się, że bezpośrednie wezwanie od Boga ma miejsce dużo rzadziej aniżeli wezwanie skierowane za czyimś pośrednictwem. Kasjan nazywa je „jakimś natchnieniem skierowanym do naszego ser­ca”. Natchnienie dotyka nie tylko serca, chyba że przez serce rozumiemy cały rdzeń naszej istności. Przybiera postać inspiracji zsyłanej na nas, oddziaływującej na nasz rozum, wolę i uczucie. Bezpośrednia ingerencja Boga poprzedza często dzieła o wyjątkowym znaczeniu, staje się niekiedy ostatecznością, gdy zawodzą inne sposoby dotarcia do człowieka. Tak Bóg powołał, według naszego autora, Abrahama, „ojca wiary”, i Antoniego, pioniera innego wyjścia w nieznane, na pustynię, mianowicie monastycyzmu. Wydaje się, że takiego bezpośredniego „natchnienia skierowanego do naszego serca” od Boga może doświadczyć każdy wierzący.

Słowo i przykład bliźniego

Na temat drugiego rodzaju powołania Kasjan stwierdza: „Drugi sposób powołania to ten, który dokonuje się za pomocą człowieka. Pragnienie zbawienia rodzi się tutaj pod wpływem upomnienia lub przykładu osób świętych. Pamiętam, że i ja dzięki łasce Bożej zostałem w ten sposób wezwany, bo upomnienia i cnoty św. Antoniego pobudziły mnie, abym gorliwie poświęcił się temu powołaniu. W Piśmie Świętym czy­tamy, że w podobny sposób, przez Mojżesza, Bóg uwolnił synów Izraela z ucisku Egipcjan” (III, 4, 3). Owo pośrednictwo innych można rozpisać na więcej elementów, a ponadto rozszerzyć. Bóg posługuje się pośrednictwem osób: bliskich i nieznajomych, przyjaciół i nieprzyjaciół, świętych i grzeszników, żywych i zmarłych, ludzi i aniołów… Sposobem takiego oddziaływania może być upomnienie czy przykład dany nam przez nich. W taki sposób pociągnął Antoni Pustelnik Jana Kasjana do życia na pustyni. Słowo „upomnienie” wydaje się być bardzo pojemne i wskazywać także na radę, zachętę, dobre kazanie, zapadłą w pamięci lekcję religii…

Dobrodziejstwo przeciwności

Czasem Bóg używa zrządzenia losu, aby nas do czegoś skłonić: „Trzeci sposób powołania dokonuje się natomiast przez dopust Boży. Dla przykładu: uwikłaliśmy się w bogactwa lub rozkosze tego świata i nagle spada na nas cierpienie, zagrożone jest nasze życie, uderza w nas boleśnie utrata lub konfiskata majątku, rani śmierć drogich nam osób… Z konieczności więc i wbrew woli zwracamy się do Boga, którego nie chcieliśmy szukać, gdy byliśmy szczęśliwi. Przykłady takiego powołania przez dopust Boży spotykamy również bardzo często w Piśmie Świętym. Czytamy chociażby, że Pan oddał synów Izraela w rę­ce nieprzyjaciół, aby pod okrutnym panowaniem bar­barzyńców nawrócili się i ponownie zaczęli wzywać Pana…” (por. Sdz 3, 9; 3, 15; Ps 78, 34n.; Ps 107, 19) (III, 4, 4-6). Dzieje się zgodnie z porzekadłem: „gdy trwoga, to do Boga”. Zresztą, nie tylko przeciwności, ale i dowody Bożej opieki oraz błogosławieństwa mogą obudzić człowieka do wdzięcznego kroczenia ścieżkami Boga. Problem w tym, że człowiek jest w stanie takie znaki zobaczyć na ogół dopiero na pewnym już etapie swojego związku z Bogiem. Polski tłumacz ujmuje zwrot łaciński „ex necessitate” raz wyrażeniem „przez dopust Boży”, a innym razem bardziej dosłownie – „z konieczności”. W obliczu narastającej obojętności religijnej czy nawet zatwardziałości, część wierzących myśli o nieuniknionym kataklizmie jako jedynym środku otrzeźwienia ludzkości. Jednak jak widzimy, Bóg ma wiele sposobów pociągania do dobra. Dopuszczanie na człowieka przeciwności losu jest jedną z wielu możliwości, można by rzec ostatnią. Sposobem powołania stojącym wyżej w tej hierarchii, jak pokazuje mnich łaciński, jest przykład świętych czy jakieś cierpliwe wzywanie do nawrócenia. Zresztą, jeśli i pewne nieszczęście staje się narzędziem w ręku Boga, to Jan Kasjan każe w nim dostrzegać pozytywne intencje Zbawcy, który posługuje się nim nie tyle dla kary, co dla powołania.

Ważniejszy od początku koniec

Kasjan stawia pytanie o zasadność powyższego rozróżnienia, dając lekcję pragmatyzmu: „Wydaje się, że z tych trzech sposobów powołania, pierwsze dwa oparte są na lepszych podstawach. Zda­rza się jednak, że również ten trzeci – który mógłby uchodzić za najbardziej pośledni, bo nie wypływający z gorliwości, rodzi jednak mężów doskonałych… Z drugiej stro­ny, wielu jest takich, co przez swoją oziębłość spadli z wyższego stopnia i bardzo często kończyli nagannie. A zatem, jak jednym nie przyniosło ujmy, że na­wrócili się nie z własnej woli, lecz zniewoleni ko­niecznością, gdyż takiej sposobności do pokuty do­starczyła im dobroć Pana, tak też i drugim nie przy­niósł żadnej korzyści wzniosły początek ich nawróce­nia, ponieważ nie usiłowali odpowiednio zakończyć reszty swego życia” (III, 5, 1). „Otóż, jeśli uznamy, że do służby Bożej zostaliśmy powołani w sposób najbardziej zaszczytny, trzeba nam również dostosować swoje życie do godności tego stopnia. Cóż pomogłoby nam bowiem, jeśli początek byłby wznio­sły, gdyby koniec miał się okazać marny. Jeżeli natomiast uznamy, że z życia świeckiego wyrwał nas ostatni sposób powołania, to tym bardziej starajmy się pobudzić żarliwość ducha do lepszego końca, im mniej chwalebny był początek naszej po­bożności” (III, 3, 1-2). Najbardziej zaszczytny jawi się pierwszy sposób powołania, przez interwencję bardziej bezpośrednią Boga, najmniej – ostatni, gdy kryzys egzystencji zmusza niejako do zwrócenia się ku Bogu, jak to miało miejsce w życiu odartym ze złudzeń syna marnotrawnego (por. Łk 15, 16). Finis coronat opus – koniec wieńczy dzieło. Każdy sposób powołania jest wystarczająco dobry, o ile prowadzi do nawrócenia i rozwoju pobożności.

Powyższą tezę o nadrzędności skutków powołania nad jego sposobem autor ilustruje kilkoma przykładami. I tak wspomina historię pustelnika zamieszkałego w Sketis, na pustyni egipskiej, byłego zabójcy: „Abba Mojżeszowi… w niczym nie prze­szkodził fakt, że w życiu pustelniczym szukał ucieczki przed karą śmierci grożącą mu za zabójstwo. Sko­rzystał z tej konieczności z wielkim zapałem i siłą swego ducha uczynił z niej akt dobrowolny, osiągając w ten sposób najwyższy szczyt doskonałości. Wielu innym natomiast… nie przydał się na nic lepszy począ­tek ich służby Panu… Jawny tego przykład znajdujemy w powołaniu Apostołów. Cóż pomogło Judaszowi, że z dobrej woli, jak Piotr i reszta Apostołów, przyjął na siebie najbar­dziej wzniosły urząd apostolski, skoro po wspaniałym początku powołania uległ pożądliwości oraz zgubne­mu skąpstwu i posunął się, okrutny zdrajca, aż do wydania Pana. … Apostołowi Pawłowi, przeciwnie, w niczym nie przeszkodziło, że nagle oślepł i jakby przymuszony wstąpił na drogę zbawienia, gdyż później z taką gor­liwością ducha naśladował Pana, że wymuszony po­czątek uwieńczył dobrowolną ofiarą, a życie ozdo­bione tyloma cnotami ukoronował w niezrównany sposób. O wszystkim decyduje zatem koniec: ten, kto na początku chwalebnie się nawrócił, może bowiem przez własną opieszałość znaleźć się niżej od tego, którego do stanu mniszego przywiodła konieczność, a który dzięki bojaźni Bożej i gorliwości stał się do­skonałym” (III, 5, 2-4). Zastanawia ta stosunkowo długa apologia powołania trzeciego rodzaju, które może nieraz dalej zaprowadzić niż szczytniejsze powołanie pierwszego typu, bezpośrednio od Boga. Wywód jest nieproporcjonalnie obszerny w stosunku do całej refleksji na temat powołania. Może pobrzmiewają tu jakieś akcenty osobiste, może sam autor bardziej odnajduje się na tej trzeciej drodze? Może w środowisku mnichów panowała skłonność do porównywania swojej przeszłości? Może Kasjan oddaje w tych słowach rozterkę współczesnego mu Kościoła, gdy chrześcijaństwo stało się masowe, a wielu przyjmowało chrzest pod wpływem koniunktury? Szczerze zabiegający o doskonałość nie gorszy się błahymi okolicznościami swojego nawrócenia i usłyszanego wezwania do świętości. Nie liczy się przeszłość, lecz chwila obecna. Liczy się dalsza droga i finał: czy odpowiadamy na wezwanie Boga? czy teraz zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli (Rz 13, 11)?

Powołanie przed misją

Na wszystkich trzech drogach powołania przez Boga Kasjan dostrzega celowość Bożą. Powołanie służy temu, by wzbudzić skruchę, skłonić do nawrócenia i praktykowania prawa Bożego, a skłonić ku Bogu oraz obudzić pragnienie „życia wiecznego i zbawienia”. Poza tym niesie jakąś misję, propozycję służby innym. Wyjście Abrahama z Ur Chaldejskiego staje się modelem wiary, o on sam – ojcem wielu narodów (Rz 4, 18). Mojżesz otrzymuje zadanie wyprowadzenia swego ludu z niewoli. Antoni ma po prostu wyjść na pustynię, ale w końcu, nawet bez takich własnych zamiarów, staje się pionierem potężnego ruchu monastycznego. Podobnie Jan Kasjan, choć o tym nie pisze, wezwany na pustynię egipską, zdobędzie bogate doświadczenie, które przeszczepi na grunt monastycyzmu galijskiego. Czasem powołany chce zaczynać od końca, od rzeczy najbardziej pociągającej i dowartościowującej go, od misji na zewnątrz. Istotą powołania Bożego jest jednak coś bardziej podstawowego. Jesteśmy najpierw wezwani do życia w Bogu. On nas powołuje do współuczestnictwa z Synem swoim (1 Kor 1, 9), a w konsekwencji do świętości (1 Tes 4, 7).

1 Przekł. polski: Jan Kasjan, Rozmowy z Ojcami, t. 1: Rozmowy I-X, tł. ks. A. Nocoń, Kraków 2002, ŹrMon 28.

2 Sententiae, II, 165, Bernardi opera, vol. 6, 2, ed. J. Leclercq, H. M. Rochais, Romae 1972, s. 55 [tłum. własne].

o. Leon Nieścior OMI