Co to jest muzyka?

C, Cis zwany Des, D, Dis zwany Es, E, F, Fis zwany Ges, G, Gis zwany As, A, Ais zwany B i H. 12 dźwięków. Trudno w to uwierzyć, ale innych w muzyce naszej cywilizacji nie ma. To znaczy są, ale tak naprawdę nie ma. I raczej nie będzie. (Zakładam słuchawki, odpalam Billa Frisella z Thomasem Morganem i podejmuję próbę napisania o czymś, o czym napisać się nie da). Ale spróbuję. Muzyka. Jedno z najbardziej zdumiewających zjawisk naszej rzeczywistości. Ktoś rzekł, że świat bez niej byłby nieporozumieniem. No jeśli założymy, że wszystko jest muzyką, to coś w tym jest. Muzyką może być dźwięk, cisza, mowa, śpiew, szmer, grzmot. Wszystko. Ale to co powszechnie uważamy za muzykę, to uporządkowany przez człowieka świat dźwięków i pauz. I rzeczywiście, cały ten świat składa się jedynie z 12 dźwięków. Niezależnie, czy słuchamy powstałego kilka tysięcy lat temu Hymnu do Nikkal, IX symfonii Beethovena czy napisanej wczoraj piosenki Dawida Podsiadło. To tylko 12 dźwięków. Mogą mieć różne nazwy, ale w sensie brzmienia, fizycznie jest ich właśnie 12. Najlepiej uzmysławia to klawiatura fortepianu. Chwila, chwila, widzimy tam kilkadziesiąt klawiszy, a nie dwanaście, więc jak to jest? Tłumaczę. (Ależ ten Frisell pięknie gra).

Na obrazku widać, że co jakiś czas sekwencja białych i czarnych klawiszy się powtarza. Zacznijmy od pierwszego klawisza po lewej stronie. Mamy tak:

biały-czarny-biały-czarny-biały-biały-czarny-biały-czarny-biały-czarny-biały. Stop.

Tutaj sekwencja się kończy i zaczyna kolejna, dokładnie taka sama. Sprawdźcie to jak nie wierzycie! Cała klawiatura składa się z takich właśnie powtarzających się sekwencji. Każda sekwencja to co prawda inna oktawa, ale to wciąż ciągi tych samych dźwięków. To trochę tak jak z figurami geometrycznymi. Kwadrat może być duży, mały, maciupeńki – ale to zawsze będzie kwadrat. Podobnie z oktawami. Może być niższa albo wyższa, ale to zawsze będą te same dźwięki. No, a ile mamy dźwięków w takiej jednej sekwencji/oktawie? Dokładnie 12. Można policzyć jak ktoś nie wierzy. Czarny klawisz między C a D to Cis zwany Des, między D a E to Dis zwany Es. I tak dalej. 12 jak nic.

Muzyką może być dźwięk, cisza, mowa, śpiew, szmer, grzmot. Muzyka jest jednym z najbardziej zdumiewających zjawisk naszej rzeczywistości.

(Bill Frissel skończył grać. To teraz muzyka Mezopotamii). A my jedziemy dalej. Już wiemy, że to tylko 12 dźwięków. Za ojca podziału oktawy na 12 równych odległości (muzyka nazywa je półtonami) uważa się Pitagorasa. Muzyka z matematyką ma więcej wspólnego niż nam się wydaje. Ten system nosi nazwę równomiernie temperowanego. Wcześniej było to ciut bardziej skomplikowane. Mniej więcej chodzi o to, że kiedyś dźwięk Cis lekko różnił się od dźwięku Des. Skrzypkowie do dzisiaj tak to widzą. Czyli słyszą. Dla nich Cis jest trochę niższy niż Des. Ale to są różnice tak subtelne, że nie mają znaczenia przy tworzeniu melodii czy harmonii. To bardziej kwestia artykulacji. Ale o tych elementach muzyki za chwilę. No i tutaj wypadało by wspomnieć choćby śladowo o takim zjawisku jak muzyka ćwierćtonowa. Tak, jest coś takiego. Podział oktawy na 24 odcinki (a nie 12), czyli ćwierć tony, znany był już w muzyce antycznej i orientalnej. Współczesnym prekursorem ćwierć-tonowości jest niejaki Alois Haba. Ćwierćtonów można doszukać się w kompozycjach Pendereckiego, Lutosławskiego czy Andrzeja Panufnika. Muzyka elektroniczna stworzyła specjalne ćwierć tonowe instrumenty i osobny gatunek – muzykę mikrotonową. Jednak z całym szacunkiem do tych wszystkich twórczych poszukiwań – to jedynie eksperymenty, które nigdy nie wyjdą poza obszar awangardowych wybryków akustycznych. To moje subiektywne zdanie. Natknąłem się kiedyś na prezentację gitary ćwierć – tonowej. Co to dużo gadać, nie dało się tego słuchać. Jestem wielkim fanem wykorzystywania w całości tego obszaru pomiędzy dwoma półtonami, żeby nie było! To daje wielkie możliwości artykulacyjne, frazowe. Używając branżowego slangu – feeling’owe i time’owe. Ale fundamentem melodyczno – harmonicznym wciąż pozostaje system równomiernie temperowany, czyli nasze skromne 12 dźwięków. (Ok, wrzucam Roberta Johnsona i jadę dalej).

12 dźwięków – nieskończenie wiele możliwości

Na jakimś forum natknąłem się na taki wpis:

Jak to jest możliwe, że wciąż tworzone są nowe melodie, jak przeciętny keybord ma tylko 81 klawiszy z czego podobno 12 klawiszy tworzy jedną oktawę, a reszta to jest to sama oktawa tylko że zagrana wyżej! To wychodzi na to, że tych 12 klawiszach opiera się cała muzyka jaka istnieje na świecie! Ile to jest kombinacji miliony, miliardy, tryliony? Czy kiedyś dożyjemy dnia, gdzie nie będzie można tworzyć nowej muzyki, bo wszystko już zostało stworzone? (pisownia oryginalna)

To często stawiane pytanie: czy ilość możliwych do stworzenia melodii jest skończona? Kwestia kombinacji tych 12 dźwięków. Trzeba tu uwzględnić nie tylko same te dźwięki. Też ich powtórzenia, oktawy, tempo, artykulację, barwę itd. No i przede wszystkim rytm. Czyli rozmieszczenie tych dźwięków w czasie. To kolejna studnia bez dna. Ktoś próbował to wyliczyć. Wyszło mu, że najprostszych kombinacji jest więcej niż atomów we wszechświecie. Aua. Krótko mówiąc, jest tego na tyle dużo, że problem końca muzyki nie powinien nas stresować. Co innego mnie zastanawia. Dlaczego przy tak nieskończonej praktycznie ilości kombinacji tworzone dzisiaj piosenki są do siebie tak podobne? Czasem nawet takie same. Zdarzają się plagiaty. Świadome, kiedy ktoś bezczelnie zżyna czyjś pomysł bo na swój go nie stać. Nieświadome, kiedy ktoś na drugim końcu świata przypadkowo wpadnie na tą samą melodię. Ale generalnie są pewne wzorce, z których twórcy mniej lub bardziej korzystają. To dlatego muzyka z danej stylistyki zwykle jest do siebie podobna. A kto powiedział, że to coś złego? To coś absolutnie naturalnego. Jak jest dobry przepis na ciasto, to się z niego korzysta, a nie kombinuje jak koń pod górę. Bo, jak mawiał inżynier Mamoń, najbardziej lubimy melodie, które już słyszeliśmy. I tyle.

Elementy składowe

MELODIA. Czyli kilka dźwięków poukładanych w rytm. To to, co zwykle nucimy sobie podczas golenia. I chyba melodia jest najbardziej istotnym elementem muzyki. Tym jego pierwszym planem. Tym czymś najbardziej rozpoznawalnym. Ale nie jedynym.

HARMONIA. Czyli akordy. Akord jest wtedy, jak jednocześnie zagra się więcej niż jeden dźwięk. Podobno minimum trzy. To taki drugi plan w muzyce. Tło. Jak na obrazie. Np. Ala z kotem (to nasza melodia, czyli plan pierwszy), a za nią zielona trawa + niebieskie niebo z białymi chmurkami (to nasza harmonia, czyli plan drugi). Z życia wzięte – kolega, który na ognisku przygrywa na gitarze śpiewającemu towarzystwu to właśnie mistrz drugiego planu.

DYNAMIKA. Czyli głośno – cicho. I to wszystko co pomiędzy.

TEMPO. Czyli szybko – wolno. I to wszystko, co pomiędzy.

ARTYKULACJA. Czyli jak wydobywamy dźwięk.

KOLORYSTYKA. Czyli kto/co wydobywa dźwięk.

Zróbmy prosty eksperyment hipotetyczny. Tworzymy spontanicznie krótką piosenkę, np. do słów:

JESTEM ŻÓŁTYM ŻÓŁWIEM I MAM SKLEP Z OBUWIEM.

Podkładamy prostą melodię i kilka akordów. One pozostają niezmienne do końca eksperymentu. Teraz wybieramy dwóch ochotników. Najlepiej małą dziewczynkę i dorosłego faceta.

Na pierwszy ogień idzie dziewczynka (kolorystyka), która najwolniej (tempo) i najciszej jak się da (dynamika), z uśmiechem na twarzy (artykulacja) śpiewa naszą piosenkę o żółwiu. Teraz facet. Śpiewa to samo, ale szybko, głośno i z zaciśniętymi z nerwów zębami. Koniec eksperymentu. Wszystko jasne.

Ale to duże uproszczenie. W rzeczywistości muzyka to bardzo złożone i skomplikowane zjawisko. Można próbować ją opisywać, sprowadzać do wyliczeń matematycznych, ale ostatecznie pozostanie dla nas jakąś tajemnicą. I chociaż muzyka ma z matematyką wiele wspólnego, to nie da się wyprowadzić czegoś takiego jak algorytm wybitnego dzieła czy wzór na dobrą piosenkę. Wkraczamy tutaj na obszary niedostępne dla nauk ścisłych – inspiracja, emocje, wrażliwość, piękno, talent. Może ta tajemnica muzyki i jej nieskończoność jest jakimś odbiciem Boga samego? Może. (W słuchawkach akurat gra mi Kenny Burrell. Nie, to coś zdecydowanie więcej niż matematyka).

Adam Szefc Szewczyk