Redaktor naczelny oskarżony. Skandal w mediach

Afera w największym tygodniku opinii w Polsce. Wizytator Sobotni na celowniku urzędników. Redaktor naczelny gazety – Jan Kowalski – prześwietlany przez instytucje, po tym jak został przyłapany na…”

No właśnie, na czym? To już właściwie nieważne. I właściwie, o kogo chodzi? To też nieistotne. Ważne jest to, co zadziało się w pierwszym momencie, kiedy przeczytałeś tytuł i początek pierwszego zdania. Jesteś w internecie, tu nie ma sądów, świadków i dowodów. Tu liczą się emocje, wrażenia, kliknięcia, komentarze. Byle trafić w punkt. Byle kogoś zabolało, bo wtedy jedna połowa ludzi podniesie rękę, żeby dowalić jeszcze mocniej, a druga stanie w obronie ofiary. To nieważne kto wygra. Ważne, żeby się dymiło i kotłowało. Więcej kliknięć, więcej udostępnień, więcej lajków. Jakoś to się kręci i kasa kapie z reklam.

Nie tylko media

Dziennikarstwo przeżywa kryzys. To nie tylko problem upolitycznienia jednej czy drugiej telewizji. Szybki pęd za efektami sprzedaży, globalizm, błyskawiczny przepływ informacji… Od kiedy istnieje prasa, a potem radio i TV, były takie grupy dziennikarskie, które goniły za tanią sensacją. Skoro ludzi to ciekawi, to czemu o tym nie pisać? Jednak nasza cywilizacja przyśpieszyła praktycznie na każdym polu, a zatem także i w mediach. Dotarcie do odbiorców jest tylko z pozoru łatwiejsze niż kiedyś. Niby mamy dostęp do łatwych narzędzi, każdy może stworzyć vloga na YouTube, ale przebić się już nie jest tak prosto. Dlatego widzimy coraz więcej prowokacji, ciosów poniżej pasa itd. Byle przedrzeć się głębiej, dotrzeć szerzej.

Problem polega jednak na tym, że odkąd działają media społecznościowe, nie możemy powiedzieć, że tylko dziennikarze posługują się tymi technikami. Każda grupa, społeczność, wspólnota, firma czy nawet jednostka może dziś wyrazić szeroko swoją opinię. Przy odpowiednim przebiciu lub pomocy mocniejszych grup, może swoje treści wypromować lepiej, a ich konsekwencje będą bardziej odczuwalne.

Oberwał ks. Stryczek

Parę miesięcy temu Onet rozbił bank artykułem o ks. Jacku Stryczku, założycielu Szlachetnej Paczki. Cóż się stało? Padło oskarżenie. Bez dowodów, może i ze świadkami, ale tylko z jednej strony barykady, ale na pewno bez uczciwego sądu. I co dalej? Jedni dowalają, a drudzy bronią. Tak mniej więcej po połowie internetu. Mało kto pozostaje obojętny, bo przecież nie można być bezbarwnym i trzeba zająć jakieś stanowisko! Analitycy Onetu zacierali rączki obserwując statystyki portalu.

Ufam, że ks. Jacek poradził sobie lub jeszcze poradzi z tą sytuacją. Jestem pewny, że przeżywa ją jak kapłan, na wzór Jezusa Chrystusa, upokorzonego, niezrozumianego, który nawet mając środki obrony, nie chce rzucać pereł przed świnie i dodatkowo pogrążać się lub dawać pożywkę sensacji. Co zdarzyło się, gdy opadł kurz? Była kontrola PIP w stowarzyszeniu Wiosna i nic nie wykazała. Niektórzy próbowali podsycać lont dynamitu komentując, że przecież wszystko na pewno zostało zamiecione pod dywan i co też takiego może wykazać kontrola po czasie? Przyznaję się, że nie wchodziłem w ten temat bardzo wnikliwie, natknąłem się tylko na parę artykułów i siłą rzeczy słyszałem to i owo. Dotykam tego tematu, żeby pokazać mechanizm, a nie konkretną sytuację. Wiesz, jak ja to widzę? Nie miało sensu, żeby Onet napisał „Ksiądz prowadzi duże stowarzyszenie charytatywne. Czasem zżera go stres i bywa opryskliwy w stosunku do podwładnych. Bardziej wrażliwe osoby czuły się atakowane, ale inni pracownicy śmiali się wraz z ks. Jackiem z jego specyficznych żartów i robili dalej swoje.” Przecież taki materiał to historia pewnie 90% organizacji, firm czy nawet wspólnot przyparafialnych z silnymi liderami. Co w tym jest sensacyjnego? Oczywiście słowa klucze – „ksiądz” w połączeni z „mobbing”! Czytaj: ksiądz + zło! Ale jak to? Ksiądz to też człowiek? Też popełnia błędy? O nie! Skandal!

Różne wrażliwości

Nie – odpowiadam pośpiesznie – nie bronię ks. Stryczka, bo go nie znam, nie wiem jaki jest na co dzień, jak bardzo zawinił. Jednak z wiary w dobro w każdym człowieku zakładam raczej, że jeśli kogoś dotknął, to nie z premedytacją, ale może ze swojej słabości w tym wymiarze. Może rzeczywiście za bardzo „menadżerował”, a za mało troszczył się na co dzień o każdego pojedynczego, spotykanego pracownika? Czy jednak powinna to być domena tylko księdza, czy raczej każdego z nas? Czemu nie bulwersuje nas to tak samo w każdym innym przypadku – „ech, to korpo, przecież tak tu już jest”? Wiemy też, że ludzie mają różną wrażliwość. Jedna osoba po surowym komentarzu szefa się rozpłacze, a po drugiej to spływa. Takie wnioski podpowiada też analiza wypowiedzi współpracowników ks. Jacka, które znajdziemy w niedawnym artykule na deon.pl. Ot, życie! Czy szef nie może już wymagać od pracownika, żeby nie urazić jego uczuć? Granice się przesuwają, podobnie jak w domu. Rodzice coraz mniej mogą wychowywać własne dzieci, bo opinia publiczna piętnuje każde zachowanie, po którym choćby na chwile maleństwo poczułoby się smutne. To przecież brutalny atak na niewinne dziecko! Przesadzam? Zobacz, co dzieje się w szkołach, gdzie nauczyciele nie mają już kompletnie żadnych narzędzi wychowawczych, często opluwani (nie tylko w przenośni) przez pyskatych gówniarzy, będących w toku bezstresowego wychowania (czytaj – rodzicielskiego olewactwa).

Wracając na grunt pracy… Kłopot w tym, że o ile silny charakter będzie się bronić, a przynajmniej wyrzuci z siebie frustrację, to już łagodniejsza osoba nie wyrazi kumulowanych przez długi czas odczuć. Następny krok to krzyk pokrzywdzenia, oskarżenie czy odreagowanie na Onet.pl. Nie musiało tak być, ale ciekaw jestem czy poszkodowane osoby rozmawiały z szefem o swoich odczuciach na bieżąco. Sądzę, że nie, bo skarżenie do Onetu, trudno nazwać poszukiwaniem sprawiedliwości. Wiadomo jak to musiało się skończyć. I jasne, że mobbing jest zły. Piętnuję go. Ale problem jest głębszy, jak choćby obniżone poczucie własnej wartości u sporej części społeczeństwa, albo kryzys prawdy i wartości w postmodernistycznej epoce, w której żyjemy, gdzie każdy ma swoją prawdę i swoją definicję wszystkiego. Trudno się w tym wszystkim połapać, za to łatwo ulegać emocjom i dawać im upust. Niestety często kosztem drugiego człowieka. A może wystarczyło na początku porozmawiać?

#metoo

Dymisja ks. Stryczka to tylko jedna z wielu nagłośnionych sytuacji, kiedy oskarżenie dotyka człowieka. Wiele lat temu urząd skarbowy zniszczył Romana Kluskę z prężnym Optimusem. Świeża jest też sprawa Jurka Owsiaka, który zrezygnował z kierowania WOŚP. A nie, zaraz. Jurek powrócił! I to mocniejszy niż przedtem. A przecież nie chodziło o mobbing tylko o poważniejszą sprawę. W sumie, to ciekawe, jeśli się nad tym zastanowić, prawda? Ale wracając do tematu… Niedawno czytałem o mężczyźnie, który po kilku latach odsiadki za molestowanie seksualne kobiety, został uniewinniony. Rozpłakał się w sądzie. Biedny chłop – pomyślałem od razu. A przecież podobnych do niego historii jest cała masa. Pytam się za to, co z jego oskarżycielką? Czy trafi do kicia na co najmniej tyle samo, co on? A może ona i inne jej podobne kobiety będą dalej czuły się bezkarne ze swoimi oskarżeniami?

I choć Cristiano Ronaldo nie trafił (jeszcze) do więzienia wraz z całym gronem podobnie oskarżonych celebrytów, to ich wszystkich też mi żal, bo już zawsze będzie rysa na ich obliczu. Wszyscy oni dostają po skórze w ramach popularnej akcji #metoo mającej na celu ujawnianie się kobiet, które były kiedyś molestowane. Jako faceta szokuje mnie to i nie daje spokoju, że żyjesz sobie spokojnie, aż tu nagle list z sądu, kamery, telewizja, internet, a wszystko to jak szarańcza przelatuje przez twoje życie, a gdy odleci, zostawia spustoszenie i gruzy, a ciebie siwego albo łysego z przeżytego stresu. I to jeśli dobrze pójdzie, bo jak nie, to otworzą się przed tobą pełne perspektyw wrota zakładu karnego. Dlaczego nie staję murem w obronie tych pokrzywdzonych kobiet? Otóż staję! Właśnie za wszystkimi pokrzywdzonymi. Sęk w tym, ile z nich rzeczywiście doświadczyło krzywdy i wybiera taką formę poradzenia sobie z tą sytuacją, a ile wyciągnęło rzekome historie sprzed 30 lat, żeby wyłudzić odszkodowanie? Mimo wielkiej wiary w ludzi i pozytywnego myślenia, naprawdę trudno mi nie odnieść wrażenia, że to akcja wylansowana dla kasy. Bo jakoś nie słychać w ramach #metoo, żeby znane celebrytki przyznawały się do bycia ofiarami molestowania „byle chłopaka” z młodzieńczych lat, który teraz jest woźnym, albo sprzedaje buty w lokalnym sklepie. To by była odwaga. Chyba nikt nie powie, że takim tematem media by się nie zainteresowały. Ale Cristiano ma grubszy portfel.

Akcja ma zresztą drugą stronę medalu. Mężczyźni bojkotują stereotypowe myślenie typu „facet to świnia”, nie brakuje przecież dżentelmenów wrzucanych do jednego worka z chamskimi seksistami. Z mężczyzn robi się lelum polelum odbierając im cechy ich męskiej tożsamości (patrz. niedawny spot Gillette, 28 mln wyświetleń). Miecz obosieczny dotyka też samych kobiet, bo mężczyźni, np. starsi menadżerowie w przedsiębiorstwach z obawy przed niesłusznymi oskarżeniami nie chcą mieć kontaktów z młodszymi koleżankami, nie kwapią się do wsparcia ich kariery itd. (donosi wyborcza.pl). Brak awansu to jeszcze pół biedy, bo rzeczywiście skrzywdzone kobiety, będą miały teraz jeszcze trudniejszą sytuację. Nie będą chciały się ujawnić nie tylko z powodu poczucia krzywdy i wstydu, ale i dlatego, że zostaną oskarżone o interesowność. I tak oto spirala oskarżeń się zapętla.

Żeby jednak nie kończyć tak negatywnie zauważę, że słyszałem też już o dobrych zmianach. Niedawno kilka osób podżegających w internetowych komentarzach do czynów zabronionych zostało, mimo anonimowych nicków, zlokalizowanych i skazanych. Coś się zatem zmienia, w internecie nie jesteśmy już tak anonimowi, jak się nam czasem wydaje. Warto pamiętać o tym, zanim sprowokujemy coś, co nas przerośnie. A już na pewno nie wywiniemy się z odpowiedzialności za to przed Bogiem (patrz. przykazanie nr VIII).

Na koniec przepraszam za tytułowego klikbajta. Na swoją obronę powiem tylko, że u nas nie ma reklam 🙂

Krzysztof Zieliński