Misja: Odwrót?

Słowo misja może nam się aktualnie kojarzyć z zagraniczną wyprawa wojskową, działaniami dyplomatów albo lotem na Marsa. Można je także łączyć z filmem o tym samym tytule ukazującym pracę Jezuitów w Ameryce Południowej, który zresztą dość często emitowany jest w telewizji. Tylko czy oprócz dobrego filmu możemy liczyć na konkretne informacje i rzetelne relacje w mediach?
Wśród całej palety filmów, wiadomości, relacji na żywo z wielu wydarzeń społecznych, kulturalnych i politycznych trudno wychwycić konkretne obrazy z życia misjonarzy. Tak samo jest gdy przeglądamy popularne portale internetowe, oglądamy poruszające programy, których celem jest pokazywanie życia zwykłych ludzi, którzy przez jakieś doświadczenie stali się szczególni. Po prostu czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że liczą się chwytliwe i płytkie historie a nie ludzkie pasje i prawdziwe poświęcenie. Żeby dopełnić obrazu całości trzeba dodać, że powstały już produkcje o polskich misjonarzach pracujących na całym świecie z cyklu Szaleńcy Pana Boga. Jest ich jednak ciągle za mało.

Misje nie w świetle jupiterów

Już kilkukrotnie mogliśmy oglądać relacje z pobytu aktorów i ludzi świata show-biznesu w krajach Afrykańskich. To jednoznacznie dobra rzecz – pomagać. Te osoby w materialnie wspierają Afrykańczyków, poświęcają się. Tylko czy misjonarze, którzy są z mieszkańcami codziennie, pomagają im w miarę możliwości, przeżywają z nimi choroby, dają Pana Jezusa, katechizują, którzy znają to życie od podszewki i są z nimi gdy ekipa filmowa wyjedzie, czy oni nie wzbudzają większej wiarygodności? Czy cierpienie walka z chorobami malarią rozłąka z ojczystym krajem i zaparcie się są nic nie znaczącymi wyrzeczeniami?

Misje dzisiaj nie są w świetle jupiterów i w zasięgu największych organizacji międzynarodowych. Te organizacje zajmujące się pomocą ubogim w różnych częściach świata nie często włączają się w pomoc misjom. To ciekawe, że dzisiaj znacznie bardziej medialnymi przedsięwzięciami są różnego rodzaju marsze, demonstracje czy inne jeszcze wydarzenia uliczne. Jakiś czas temu w Internecie można było znaleźć informacje o akcji prowadzonej w kilku miastach Polski, skierowanej przeciwko przywiązywaniu psów do bud. Na znak protestu można było na chwilę przywiązać się do takiej budy i poczuć ciężar psiego łańcucha. Autorzy akcji mieli na celu budzenie świadomości ochrony zwierząt. Jak blado przy tego typu nowinkach wypadają proste słowa z listu misjonarza: „Pamiętam pierwsze kroki w dżungli przeprawy przez rzeki, pierwsze Komunie Święte z dziećmi w strojach tradycyjnych”. Co jest bardziej krzykliwe?

W ostatnich latach rośnie wśród ludzi zaangażowanych w ochronę przyrody, walkę z efektem cieplarnianym. Jest to spowodowane większą świadomością. Da się też wyczuć cały szereg tematów z przekroju naszego życia, w które ludzie angażują się jakby spontanicznie, które uważają za ważne. Dobrym przykładem jest organizacja TED, która zajmuje się upowszechnianiem idei, między innymi ekologicznych. Na jej internetowych stronach można znaleźć filmy w których z przejęciem opowiada się o problemie wpływu działalności człowieka na naturę podając konkretne fakty, przy użyciu konkretnych liczb prowadzący przedstawia przejmujący obraz naszych niszczycielskich działań. Jak w porównaniu z tym tematem przedstawia się kolejny fragment z listu misjonarza: „Podczas spotkań z katechistami często rozważamy czym jest krzyż, jak odkryć jego sens”. Co jest bardziej krzykliwe?

Cicha robota jest potrzebna

Misje są tematem nierównomiernie dostrzeganym zarówno w mediach, często spychane na margines zatem czy ci, którzy je prowadzą powinni spakować się, wyjechać i wstąpić do Greenpeace lub TED żeby uczestniczyć w dziełach mających powszechne poparcie? Nie! Apostołowie przecież nie oddawali kultu bożkom nie palili kadzidła bogu Mitrze i nie wstępowali w szeregi druidów. Trwali wiernie przy nauce Jezusa ponieważ nie jest to konflikt w samych tylko perspektyw lecz bardziej światopoglądów.

Dominik Ochlak OMI

Tekst pierwotnie ukazał się w kwartalniku „Mozaika Obrzańska”