Kryzys męskości?

No tak się mówi dzisiaj. Że facet zapomniał co to znaczy być facetem. Ja myślę, że problem jest głębszy. Kryzys to przeżywa człowiek w ogóle. Mężczyźni niewieścieją. Kobiety stają się mężczyznami. Wszystko się miesza jak w pralce automatycznej. Obraz Rembrandta Powrót syna marnotrawnego to taki obraz kompleksowości człowieka. Ojciec przytulający syna ma dwie różne dłonie. Jedną męską i jedną damską. Bo to podobno o to chodzi, że w każdym facecie ma być odrobinka kobiety, a w każdej kobiecie odrobinka faceta. Facet ma być trochę delikatny, a kobieta trochę twarda. Problem jest w proporcjach. Ja tych granic ustalać nie mam zamiaru. To indywidualne zadanie każdego z osobna. Ale trudno patrząc dzisiaj na świat nie pomyśleć, że coś tu jest nie halo. Obraz idealnego faceta dzisiaj? Sylwetka herkulesa z pewną siebie miną, który zawsze wygrywa, spełniony zawodowo (w imponujących statystykach miłosnych podbojów też, a jakże), z kasą i dobrym autem. To duże uproszczenie oczywiście, ale to mniej więcej o to chodzi. I co jest tutaj ważne? Ano to, że pierwszy lepszy Kowalski (albo Szewczyk) zapytany wprost, czy pociąga go taka wizja siebie samego odpowiada, że absolutnie nie. Bo wstyd mu przyznać się do takiej próżności. Może ewentualnie konfesjonał bywa miejscem, gdzie stać go na taką upokarzającą szczerość. Niech będzie, że dzisiejszy model super faceta to, powiedzmy – silny triumfator. To na czym ma polegać ten kryzys męskości? To facetów zniewieścienie? No właśnie. Panowie, trzeba by zerknąć pod tą naszą pancerną powłokę męskości. Co zobaczymy? Paraliżujący lęk przed byciem słabym i przegranym. To właśnie jest jądrem naszej słabości. Nasza infantylna potrzeba dominowania. Skąd się to wzięło? Polecam historię źródłową. Tą o upadłym aniele. To wiele wyjaśnia.

Józef

Gdzie szukać wzoru prawdziwej męskości? Proszę bardzo. Święty Józef. Wciąga nosem większość dzisiejszych facetów. A może i wszystkich. Sorry panowie. Prosty chłop. Dostał żonę, z którą nie dość, że musiał być do końca życia, to jeszcze nie mógł się do niej zbliżać. Taki tam Boży plan. Przyjął to na klatę. Nagle dowiaduje się, że jego żona jest w ciąży. Nie z nim. Jest przerażony. To oznacza jej śmierć w tamtejszej kulturze. Miłość wygrywa z twardym prawem i chce ukochaną potajemnie oddalić. Żeby jej nie zabito. Bo kocha. A kocha się (w ramach przypomnienia) nie za coś, ale pomimo. Potem dostaje wiadomość od Boga i już kuma o co chodzi. Wygląda na to, że Najwyższy wkręcił go w niezłą historię. Bierze to na klatę. Rezygnuje z życia spełnionego rodzinnie i zawodowo. Zostaje uciekinierem, opiekunem, tułaczem, biedakiem. Jeździ na ośle. Niewiele gada. Żyje w cieniu. Po prostu kocha i trwa. Znalazł w sobie na tyle siły, by zrezygnować z tego wszystkiego na punkcie czego świat ma obsesję: z satysfakcjonującego, drobnomieszczańskiego życia. To jest facet prawdziwy. Prawdziwy superman. Nie taki z komiksu, ale z życia. Mamy takich dzisiaj? Mamy.

Bartek

Niedawno natknąłem się w sieci na artykuł o Bartku Króliku, jednym z najlepszych polskich producentów muzycznych. To on jest współautorem sukcesu zespołu Sistars. Teraz stoi za poczynaniami Agnieszki Chylińskiej. W rozmowie z Joanną Racewicz dla magazynu „Pani”, Bartek opowiada o swoim życiu. Od dwóch lat jest tatą Jagody. Jego córeczka urodziła się z zespołem Dawna. Było o tym wiadomo już przed narodzinami. Muzyk przyznaje, że myśl o aborcji przeszła mu przez głowę. Dzisiaj uważa, że zawiódł sam siebie, dopuszczając w ogóle samą myśl o tym. Już wie, że to było po prostu niedojrzałe. Wyznaje: My, ludzie, bardzo łatwo ulegamy wizji idealnego świata, w którym nie ma miejsca na problemy, niepełnosprawność i choroby. Stwarzamy wokół siebie taką osłonę, a potem, kiedy coś lub ktoś nam ją zdejmie, kompletnie nie jesteśmy na to gotowi. Przyznaje, że gdy urodziła się córeczka, czuł miłość i ból. Czasem myślę, że dziękuje nam swoim zachowaniem za życie, za to, że ją przyjęliśmy… Ona uczy mnie nie zakładać niczego naprzód, nie trzymać się kurczowo jakichś postanowień czy planów i nie dramatyzować. Bartek stwierdza dalej, że gdyby z żoną zdecydowali się na aborcję, to ona pokaleczyła by ich wszystkich. Zjadłyby mnie wyrzuty sumienia. Musiałbym wgrać sobie w głowę inny software, jakiś rodzaj ochrony, samousprawiedliwienia, a tak naprawdę żyć w wyparciu – mówi dalej. I przy tym wszystkim Bartek nie potępia nikogo, kto dopuścił się aborcji i nikomu nie ma zamiaru mówić jak żyć. Piękne świadectwo. Jedne z najlepszych jakie ostatnio miałem okazję poznać. Reklama dobra w najczystszej postaci. Bez sądzenia i moralizowania. Nie mam pojęcia, czy Bartek jest tzw. osobą wierzącą. Ale wiem, że jeżeli świętość Józefa z Nazaretu, faceta wszech czasów, promieniuje do dzisiaj na innych facetów, to jeden z tych promieni trafił w serce Bartka.

Adam Szefc Szewczyk