Myśleniem do życia

O co tak naprawdę chodzi w tych refleksjach o życiu? Czy nie szkoda czasu życia, by o nim myśleć? Tyle spraw dla życia nas zajmuje, ale to przecież tak mało ważne sprawy. Dziś rano widziałem współbrata, był na mszy, zasiadł do śniadania, a potem to już my go wynieśliśmy. Kiedy rano ścielił łóżko, nie wiedział, że ostatni raz. Pewno miał na dziś sporo spraw, ważnych dla życia. I o co w tym życiu chodzi? Czy przepadł, czy przestał istnieć? Mieć świadomość siebie. Przecież bez tego nie da się przejść dalej. Jak wygrać z granicami, z fizycznymi możliwościami i ograniczeniami? Wiedzieć, kim się jest? Po co? Nie szkoda czasu na to? Dla wielu dziwne, ale szkoda czasu tylko na to co waży, co niby ma nam dać szczęście, co materialne, bo to zostanie, to przeminie, to nie jest mną. Celem nie jest materia. Myśl dużo wyższa, dużo ważniejsza i dużo trwalsza, choć pozornie wydaje się ulotna. Dlaczego tak trudno się wyrwać ku myślom? Dlaczego tak trudno zostawić to, co bezwartościowe i być ze samym sobą? Niby zewnętrznie coraz bardziej jesteśmy zadbani, niby piękni, a chyba siebie nie lubimy. Nie lubimy być sami ze sobą, zatrzymać się przy sobie.

Życie jest prawdziwe i trzeba traktować je bardzo na serio. Nie możemy zaprzeczyć faktowi naszego istnienia, o którym nie zdecydowaliśmy, i tak naprawdę nie możemy się nim nie przejąć, bo jest to istnienie, które wybiega daleko, przez same nasze myśli, wznosi się ponad przestrzeń, wybiega gdzieś, gdzie nie ma materii. Zatem koniec naszej ziemskiej, materialnej wędrówki wcale nie jest naszym końcem. Jasno z tego wynika, jak ważne jest myślenie. Śmiało można rzec, że nie da się nie myśleć. Czy ma ktoś taki moment, w którym w ogóle nie myśli, w którym nie ma refleksji, jakiejś analizy tego, co postrzegane i doświadczane? Samoświadomość pozwala istnieć ponad przestrzenią, która jest ważna, która daje realne wymiary naszemu funkcjonowaniu, ale przenosi nas do pełni życia. Nie chodzi o ucieczkę od materii, ale odkrycie sensu zaangażowania i obecności w tym, co zewnętrzne. Im dalej widzimy, im głębiej postrzegamy, można powiedzieć, na końcu, u szczytów, odkrywamy, że tylko miłość ma sens.

Raz kiedyś od młodego człowieka usłyszałem radę, którą dawał jeszcze młodszym od siebie: cokolwiek robisz, myśl. Cokolwiek robisz, myśl. Święta prawda. Są sytuację, w których już nic nie będziemy mogli robić, ale czy leżąc już przykutym do łóżka nie mogę iść dalej, nie mogę wzrastać, rozwijać się? Wszystko od myśli zależy. Są chwile, kiedy trzeba się poddać swoim pomysłom, swemu wyczerpanemu ciału. Zdać się na Życie. Czasem najdalej idzie się na siedząco. Bóg to wie. Ręce opadają, gdy nie ma się co zanieść przed Boży tron. Sens życia to miłość. Mamy w sobie wrodzoną moc miłowania. Tylko ją w sobie odkryć, zobaczyć, że my nie sami z siebie, że to nie z nas.

Kiedyś po pogrzebie zebrałem kilka myśli, patrząc:

Nad trumną nawet niebo płakało
po pogrzebie biały puch przykrył zimne ciało

żeby przytulić
żeby rozgrzać

serca ciągle bijące
otulić

by wyrósł owoc
by ziemia nawet zimą karmiła
wzmacniała

nie wiemy jak Bóg chce rosnąć

Przeczytaj również: