Pixabay

Czy Polacy to dobrzy kibice?

„Piękny, emocjonujący konkurs, tylko szkoda, że to nie my odgrywaliśmy w nim głównych ról” – zagaił dziennikarz.

„Jak chcieliście odgrywać główne role, trzeba było zapiąć narty i skoczyć” – odpowiedział ze śmiechem Kamil Stoch po konkursie MŚ w skokach narciarskich w Insrbucku. Wiem, wiem. Ten tekst można było przeczytać już chyba na każdym możliwym portalu. Ale to dobry punkt wyjścia do dzisiejszego rozważania.

Dobra forma

Zaczniemy od dziennikarza. Tego typu pytanio-tezy to dziś dziennikarski standard. Chciał z polotem, a wyszło, jak wyszło. Z jednej strony trzeba uczciwie przyznać, że wyraził oczekiwania Polaków, co do wyników wysokiej klasy sportowca. Z drugiej strony często mamy postawę roszczeniową, bo oczekiwaliśmy czegoś ponadprzeciętnego, a tu klapa. Czy winny jest Kami Stoch? Sport, to sport. Nie zawsze się wygrywa. Np. w świecie futbolu żyjemy w czasach rywalizacji Messiego i Ronaldo. Nikt ich jeszcze przez wiele lat nie przebije, a jednocześnie, gdy któryś z nich zagra słabszy mecz, od razu wiesza się na nim psy. Bo jak to? On? Taki piłkarz? A czy my idąc do szkoły, pracy, albo w domu, mamy zawsze pełnię formy? Czy mają prawo zdarzyć się nam gorsze dni? Wydaje się, że odpowiedź jest prosta – oczywiście, że tak. A jednak z drugiej strony świat krzyczy do Ciebie, że masz być zawsze piękny, perfekcyjny i na 100% zaangażowany oraz wydajny. W sporcie spirala jest jeszcze bardziej nakręcona. Presja wyników jest ogromna i kto nie ma z profesjonalnym sportem styczności, nie ma świadomości jaki to potężny czynnik.

Polska mentalność

A zatem stawiam pytanie. Czy możemy wymagać od naszych reprezentantów narodowych (a także od innych sportowców i klubów) najlepszych postaw i wyników? Wiele za tym przemawia. Sport to atrakcja dla ludzi. To oczywiste, że ma nas bawić i dawać satysfakcję. Sport bez kibiców nie byłby też aż takim biznesem. Poza tym oczekujemy wyników z powodu narodowej dumy, ale także nawet z powodów ekonomicznych, bo przecież na rozwój i karierę sportowców w pewnej części idą też nasze podatki. To jednak nie dotyczy wszystkich dyscyplin, bo nieraz możemy przeczytać informację o jakimś sportowcu, który sam pokrywa koszty swoich przygotowań np. do igrzysk olimpijskich.
Wracając do naszych oczekiwań… Czasem są one jednak zbyt wygórowane. Najlepszym przykładem jest tu piłka nożna, która prowadzi nasze emocje jak sinusoida, od euforii i śmiałej postawy zwyciężenia całego świata, aż po najgorsze opinie o reprezentacji typu „zwolnić ich wszystkich”. Z czego to wynika? Na pewno z naszej, polskiej emocjonalności, ale nie tylko. Niedawne sukcesy polskiej reprezentacji piłki nożnej na Euro 2016 dały nam nadzieję na sukces w MŚ 2018. Spotkanie z rzeczywistością okazało się brutalne. Jednak kibiców zabolała nie tylko sama porażka, ale głównie postawa piłkarzy. Fani komentowali, że piłkarze więcej skupiają się na grze w reklamach TV, niż na treningach, albo, że biegać im się nie chciało, albo „gdzie był Lewandowski?” Pewnie sporo w tym racji, ale każdy interesujący się sportem człowiek wie, że czynników i okoliczności dyspozycji Polaków było znacznie więcej. Inni pocieszają się, że Niemcom poszło jeszcze gorzej ;) Trzeba jednak przyznać, że będący teraz na fali skoczkowie narciarscy wykazują się często większą pokorą i skromnością mimo ogromnych sukcesów i tym zjednują sobie serca kibiców.

Polacy

Czy zatem jesteśmy dobrymi kibicami? „Sport bez kibiców nie istnieje, tak samo jak kibiców nie byłoby bez sportowych emocji” – dopowiada Sylwia Jaśkowiec nasza reprezentantka Polski w biegach narciarskich, wielokrotna medalistka i uczestniczka igrzysk olimpijskich. Siedzi akurat koło mnie. No to pytam, jak to jest z tymi kibicami. „Doping kibiców to coś niesamowitego. Na tle innych krajów polscy kibice wyróżniają się ogromną kulturą i energią. Świetny przykład to Polana Jakuszycka w Szkarskiej Porębie. Tam kibice wręcz odradzają sportowca, gdy jest już na skraju sił. Wówczas biegnie się jak na skrzydłach. Nie jest się samemu” – opowiada Sylwia – „W Vancouver też było super, te dwa miejsca szczególnie dobrze wspominam myśląc o kibicach.”
Z pewnością jest w nas, polskich kibicach sporo dumy, że skoro kibicujemy, to wymagamy. Nasze wsparcie w wielu dyscyplinach jest jak przysłowiowy dwunasty piłkarz. „W naszym środowisku mówi się na to 9 element” - dodaje Sylwia i uzupełnia – „Trzeba też rozróżnić kibica aktywnego, będącego na miejscu, a tego sprzed TV”. Z pewnością ten kibic, który jest zaangażowany we wsparcie sportowca na miejcu zawodów zasługuje na więcej uznania i może też ciut więcej wymagać od reprezentanta. Często jednak od kibiców niewiele zależy, miejmy pokorę to uznać. W miniony weekend po konkursie skoków Dawid Kubacki został zapytany czy niosła go energia kibiców tak licznie zgromadzonych pod skocznią. Kubacki odpowiedział, że w sumie tam na górze, w kasku na głowie, to kibiców niezbyt słychać ani widać. Kolejna trafna odpowiedź polskiego skoczka. A zatem pokora. Tej brakuje często tym kibicom sprzed TV, którzy mają najlepsze przepisy na skład kadry, obsadę trenerską, a nawet promocję i zarządzanie całym polskim sportem. Powtarzam więc... Pokora.

Obserwując różne sportowe zmagania Polaków od wielu lat mogę jednak stwierdzić, że mimo różnych dyspozycji naszych sportowców i wielkich burz i złości kibiców – jesteśmy wierni. Zdenerwujemy się, na jakiś czas obrazimy, jak nakazuje nam słowiańska natura, ale gdy emocje opadną, nasze nadzieje na powrót rosną wraz z naszym wsparciem i sympatią do sportowców. Oczywiście towarzyszy temu częste narzekanie, polski atrybut, ale mimo to jesteśmy wierni. To taka, nasza polska mentalność. Spójrzmy na inne obszary społeczne. W polityce mamy tę samą sinusoidę od euforii sukcesu po krytykę do szpiku kości. Historycznie podobnie – od zrywu do zrywu, ale budować trwałą dyspozycję i siłę społeczno-gospodarczą to już większy problem.

Na koniec przypomina mi się w kontekście tej wiary i sportowych sukcesów cytat św. Pawła „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2 Tm 4, 7).

Krzysztof Zieliński


Franciszek: "Zniesienie kary śmierci to odważne potwierdzenie, że ludzkość może przeciwstawić się przestępstwom!"

Papież Franciszek motywował wczoraj obradujących podczas kongresu na rzecz zniesienia kary śmierci. We wiadomości wideo mówił "Życie ludzkie jest darem, który otrzymaliśmy jako najważniejszy. Jest ono źródłem wszystkich innych darów i otrzymanych praw i dlatego powinno być chronione".

Wczoraj w Brukseli odbyła się sesja otwierająca VII Światowy Kongres przeciwko karze śmierci. W przesłanej do obradujących wiadomości Franciszek przypomniał, że kara śmierci jest poważnym pogwałceniem prawa do życia każdego człowieka. - "Choć społeczności i wspólnoty ludzkie często mierzą się z poważnymi pogwałceniami prawa, które zagrażają wspólnemu dobru i bezpieczeństwu ludzi, jednak istnieją inne środki, które mogą zadośćuczynić za wyrządzone szkody a systemy penitencjarne są coraz bardziej efektywne w ochronie społeczeństwa przed złem, które mogą spowodować niektóre jednostki".

“Cel, jakim jest zniesienie na całym świecie kary śmierci ukazuje odważne potwierdzenie fundamentu godności osoby ludzkiej i przeświadczenie, że ludzkość może przeciwstawić się przestępstwom, nie tylko odrzucając zło, ale także ofiarując oskarżonemu możliwość i czas do naprawienie poczynionej szkody, przemyślenie swojego postępowania oraz możliwość zmiany życia, przynajmniej wewnętrznego” – stwierdził Ojciec Święty.

 


Czym zastąpić pączki?

"Do południa z cztery, po południu dołożę jeszcze kilka" - słyszymy dziś na ulicach. Potem krótka drzemka cukrowa i wieczorna aplikacja kropli żołądkowych - tak w wielu przypadkach wygląda dzisiejszy dzień spędzony przez statystycznego Polaka. Nie trzeba wiele tłumaczyć - Tłusty Czwartek. Dla wielbicieli zdrowego żywienia - ogólnopolski cheat day.

Na portalach dziś czytamy głównie o tym ile pączek ma kalorii oraz jak długo należy trenować, żeby je spalić. I moglibyśmy się torturować za to, że dziś zjedliśmy za dużo. Ale po co? Dlatego na naszym portalu poszukamy kilku alternatywnych przysmaków z całego świata, które mogłyby z powodzeniem zastąpić pączki (gdyby te nie istniały, oczywiście.)

Tłusty czwartek jest dniem polskim. Jak do naszej tradycji mogliby dołączyć ludzie z całego świata? Zapewne w kuchni każdej krainy na świecie jest jakiś słodki przysmak, który mógłby posłużyć godnemu oddaniu się tradycji tłustego czwartku. Ot choćby:


Crepes z nutellą - Francja

Zaczynamy od popularnych na całym świecie naleśników z czekoladą. W 2012 roku, Nutella przegrała ważną sprawę sądową, przez co musiała wypłacić górę pieniędzy rodzicom jako karę za sugerowanie, że ich produkt jest zdrowy. Czekoladowo-orzechowa maź, na widok której większość z nas wzdycha, niestety przepełniona jest z jednej strony olejem palmowym, z drugiej cukrem, którego zawartość wynosi ponad połowę słoika (227,2 g na 400 g produktu). To nie przeszkadza jednak całemu światu rozkoszować się we francuskich naleśnikach smażonych na maśle, posmarowanych słodkim wyrobem czekoladopodobnym. Trudno się dziwić - połączenie smakowe jest doskonałe.

Churros - Hiszpania

Dziś hiszpańskie churrosy można znaleźć już w lokalach i foodtruckach na całym świecie. Długie rurki z ciasta przypominającego nieco nasze pączki, oczywiście smażone w głębokim oleju. Jakby tego było mało, po usmażeniu są one moczone w cukrze i cynamonie, a następnie podawane z czekoladowymi dipami. Naturalny kandydat do dołączenia do tłustoczwartkowej - nazwijmy to - "diety".

Dżalebi - Indie

Jak opisuje je blogerka ze Słodko Przez Świat - Słodkie do bólu. Piękne, w kolorze. Klejące. Dżalebi to kolejny produkt z ciasta smażony w głębokim oleju. W Indiach na ulicach są najsłodszym przysmakiem. Precelki z ciasta, które po usmażeniu są poddawane słodkiej kąpieli w gęstym słodkim syropie szybko mogą stać się uwielbieniem wielu zjadaczy i dostarczycielem łatwych zysków dentystom.

Cannoli - Sycylia

Nie napisaliśmy Włochy, by nie obrazić Sycylijczyków. Cannoli to specjał wyłącznie sycylijski, który turystów od zawsze przyprawia o zachwyt. Świeży, słodki ser ricotta, do którego dodaje się kandyzowane owoce, posiekane pistacje oraz małe kawałki czekolady, wtłacza się do kruchych rurek z głęboko smażonego ciasta. Robi się to po to, by spróbowawszy je raz, na zawsze pokochać zarówno je, jak i smak Sycylii, który przez nasze usta pozostaje w naszych sercach.

Bakława - Turcja 

Bakława to bardzo słodki deser tworzony za pomocą wielowarstwowego ciasta filo. Potrawa ta, którą w XVI w. do Europy na osłodzenie horroru wojny przywieźli tatarscy najeźdźcy, cieszy się obecnie ogromną popularnością. Klasyczna bakława przełożona jest warstwami posiekanych orzechów. Pojedyncze ciastko ma najczęściej kształt rombu, trójkąta, lub kwadratu. Jest wilgotne od słodkiego syropu i posypane posiekanymi orzeszkami pistacjowymi. Od Węgier po Liban znajdziemy różne odmiany bakławy, jednak gdziekolwiek na świecie jej nie skosztujemy - zrozumiemy skąd to powodzenie.

Mars smażony w głębokim tłuszczu - Wielka Brytania (no a kto...)

Zastanawialiśmy się czy o tym w ogóle wspominać, no ale skoro głęboki tłuszcz jest wspólnym mianownikiem, to już trudno. Jeśli zwiedzimy Szkocję, zobaczymy coś, co nam się z początku będzie wydawało pomyłką, ale nie. Miejscowi przedstawiciele gastronomii kochają topić wszelkie jedzenie w głębokim tłuszczu. Wymieniać można by wiele, ale wystarczy nam jeden przykład - popularny baton Mars. Jakby sam w sobie miał zbyt mało tłuszczu, Szkoci z uwielbieniem smażą go w cieście, przez co sam baton staje się (podobno) rozkosznie stopiony i ciągnący.

Czy ktoś z Was je próbował? A może macie do polecenia inne pyszności z zagranicznych kuchni? Napiszcie w komentarzach. 


Akcja Together - wyprawy z wiarą 2019

Akcja Together – wyprawy z wiarą, ma na celu jednoczenie jak największej liczby zapaleńców wyprawowych, którzy chcą połączyć swoją przygodę z duchowym przeżyciem. Liczy się trud drogi, i Pan Bóg, którego na niej doświadczamy – to w jaki sposób przebywamy tą drogę zależy już tylko od naszej wyobraźni. Każdy, kto uzbiera grupę ludzi chętnych do wyprawy, rowerowej, pieszej, kajakowej, czy jakiejkolwiek innej, niezależnie od tego, czy będzie to 5 czy 50 osób, może podróżować we wspólnej intencji z NINIWA Team. Ta sam intencja, różne cele geograficzne, różne sposoby podróżowania i ten sam Bóg. Grupy podróżujące w jedności z NINIWA Team mogą także dostać własne koszulki, z oficjalnym logiem wyprawy z danego roku, oraz nazwą własnej grupy.

Intencja akcji zostanie podana już niebawem. Możemy również już dzisiaj zdradzić, że akcja będzie motorem napędowym jeszcze większej inicjatywy. O tym już niebawem.

Wszystkich, którzy chcą trochę lepiej poznać zarówno nas, jak i charakter naszych wypraw zachęcamy do odwiedzenia naszego kanału YouTube NiniwaMedia oraz do kontaktu mailowego na info@niniwateam.pl.

Jedyne co trzeba zrobić, aby wziąć udział w akcji, to spełnić kilka warunków, o których przeczytacie tutaj.

Dołącz do akcji Together!


Rozważanie na czwartek, 28 lutego

Mk 9,41-50
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. Bo każdy ogniem będzie posolony. Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak swój utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą».

Ręka, noga, oko – odetnij i wyłup! Jezus nie zachęca nas dzisiaj do samookaleczenia, ale do radykalnego zerwania z grzechem. Ręka, noga, oko… Zło mogę czynić komuś własnymi rękami, do czynienia zła mogę iść na własnych nogach, do zła może mnie prowadzić własny wzrok… Nie możesz zwalać winy na innych – to TWOJE ręce, nogi, oczy… słowa, gesty, decyzje i czyny. Jeżeli chcesz zerwać z grzechem, musisz usunąć to, co do niego prowadzi. I nie możesz zwlekać, czekać do „następnej okazji”. TERAZ popatrz na swoje życie – w jakich okolicznościach podejmujesz decyzje prowadzące do zła? Jak możesz ich uniknąć? Co musisz zmienić? Zacznij już DZIŚ!

o. Patryk Osadnik OMI


"Z rakietą i brewiarzem": oblaci na Halowych Mistrzostwach Polski księży w tenisie ziemnym

Od 25-27 lutego 2019 odbyły się w Żywcu (diecezja bielsko-żywiecka) II Halowe Mistrzostwa Polski księży w tenisie ziemnym. Zawody miały miejsce na kortach ośrodka “ParkTenis Żywiec 1918”. Uczestniczyło w nich kilkudziesięciu prezbiterów, zarówno diecezjalnych, jak i zakonnych. Reprezentację oblacką stanowili: o. Jerzy Ditrich OMI z Wrocławia oraz o. Mieczysław Hałaszko OMI z Kokotka.

Obaj współbracia ujmowali nieprzeciętną grą, przy czym warto podkreślić, że o. Mieczysław Hałaszko OMI zajął II miejsce w kategorii wiekowej 65+.

źródło: oblaci.pl


6-letnia świętość

Urodziła się 15 grudnia 1930 roku. Niespełna 5 lat później lekarz ogłasza wyrok: osteosarcoma ( złośliwy nowotwór wieku dziecięcego wywodzący się z kości ). Amputacja nóżki. 3 lipca 1936 roku Antonietta Meo umiera.

Sześcioletnia kandydatka na ołtarze i na doktora Kościoła. Trudno uwierzyć, że tak młode dziecko może skrywać w sobie taką głębię i dojrzałość. A jednak. Urodziła się w zamożnej, pobożnej rodzinie. Była żywym, wesołym i psotliwym dzieckiem, jak wszyscy w jej wieku - miała powiedzieć jej starsza siostra. Perpetum mobile mówiły o niej siostry zakonne do ochronki których uczęszczała. Głębia jej mistycyzmu w pełni ujawnia się po amputacji.  Antonietta jako jedyna przyjęła to nie jako tragedię, ale szansę na to, by cierpieć za świat i grzeszników. Prosiła Jezusa, by – jeśli zechce – zwrócił jej nóżkę, ale była przygotowana na niespełnienie tej prośby. Jeśli nie chcesz, fiat voluntas tua – pisała w jednym z ostatnich listów. Dyktując swojej mamie, napisała ponad 150 listów do Trójcy Świętej i Matki Bożej, które, jak powiedział sekretarz Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia bp José Luis Redrado Marchite, stanowią wspaniałą całość teologiczną. Przykład z pierwszego listu: Najukochańszy Jezu, dzisiaj ja idę spacerować i idę z moją siostrą, i ja mówię, że na Boże Narodzenie do pierwszej Komunii św. chcę iść. Jezu przyjdź wkrótce całkiem do mego serca, ażebym mogła Ciebie całkiem mocno uściskać i pocałować. O Jezu, ja chcę, że Ty zawsze w moim sercu pozostaniesz. Trudno uwierzyć, że w wieku pięciu lat wiarę można przezywać na takim poziomie. Głębia jej intymnej relacji z Chrystusem - marzenie. No, ale cóż, Bóg daje jak chce, ile chce i komu chce.  Zazdrościć świętym ich świętości to trochę absurd. Oni sami pierwsi mają świadomość, że niczego sobie nie zawdzięczają. To wielka tajemnica. Nie ma lepszych i gorszych tak naprawdę. Są tylko różnie obdarowani. I ani to zasługa tych pierwszych, ani wina tych drugich. Porównywanie się do innych to ryzykowne zajęcie. I zawsze pachnie siarką. Gdybyśmy błogosławili Bogu za to kim jesteśmy i za to co mamy, gdybyśmy w pokorze uznali to, że każdy z nas ma inaczej, bo Bóg tak chce , mielibyśmy raj na ziemi. No, ale póki co nie mamy.

Po co nam przykład takiej Antonietty Meo? W czym wypadałoby ją naśladować? O amputację tu chodzi, o te mistyczne listy, o tą nieosiągalną zażyłość z Bogiem? Wątpię. Mamy zaakceptować swoje życie. Takie jakim jest. Niczego z niego nie odejmować i niczego do niego nie dodawać. Świętych mamy po to, by patrzeć na ich życie, zachwycić się swoim i odkryć, że lepszego dla nas nie ma. Pokochać swoją historię. W całości. Zwłaszcza to, co chcielibyśmy po kryjomu zmienić. 

Adam Szefc Szewczyk


Papież pomaga Niniwitom!

Jakiś czas temu pisaliśmy Wam, że papież sprzedaje swoje sportowe Lamborghini, które otrzymał od włoskiego wytwórcy luksusowych samochodów.

W listopadzie 2017 roku włoski producent ofiarował Franciszkowi białe Lamborghini Huracan. Kolor samochodu wraz ze złotymi paskami przechodzącymi przez karoserię symbolizował flagę Watykanu. Podziękowawszy, papież złożył na aucie swój podpis, a następnie przeznaczył je na aukcję charytatywną.

Pierwotny nabywca samochodu wylicytował je za niemal 800 tysięcy euro, niestety jednak wycofał się z umowy w ostatniej chwili. W tej sytuacji Ojciec Święty wraz z włoskimi producentami postanowił, że auto zostanie przekazane na kolejną aukcję, tym razem w formie loterii. Lamborghini mogło trafić do każdego, nie tylko do tego, kto zalicytował największą sumę.

Dziś już wiemy, że pieniądze z tej akcji Franciszek przeznaczył w całości na pomoc tym, którzy w Iraku zostali dotknięci okrucieństwem wojny oraz na pomoc ofiarom handlu ludźmi.

Dzięki tym pieniądzom, jak podaje Katolicka Agencja Informacyjna, między innymi na Równinie Niniwy powstanie przedszkole, a także centrum religijno-kulturalne. Odbudowane zostaną także budynki parafialne, zniszczone przez terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego. Pomoc ta ma ogromne znaczenie dla mieszkańców regionu, ponieważ na Równinę Niniwy wracają kolejni chrześcijanie.


Światowe Dni Młodzieży w Lizbonie spotkaniem międzyreligijnym?

Przewodniczący Komisji Episkopatu Portugalii ds. Świeckich i Rodziny bp Joaquim Mendes zapowiada, że chciałby aby najbliższe Światowe Dni Młodzieży, które odbędą się w Lizbonie w 2022 r. były spotkaniem, na które zaproszeni zostaną nie tylko młodzi katolicy, ale też przedstawiciele innych Kościołów, religii i młodzi niewierzący.

“Chcemy zaprosić do uczestnictwa nie tylko młodzież katolicką, ale też niewierzących i przedstawicieli innych wyznań. To wydarzenie o uniwersalnym, ekumenicznym i międzyreligijnym wymiarze” – mówił bp Mendes w rozmowie z portugalską agencją informacyjną Ecclesia.

Hierarcha odwołał się przy tym do swoich doświadczeń ze Światowych Dni Młodzieży w Panamie, podczas których w przyjęcie pielgrzymów zaangażowali się także przedstawiciele wspólnot żydowskich, muzułmańskich i buddyjskich. Podkreślił też, że przygotowując to spotkanie chce nie tyko kierować się wytycznymi z Watykanu, ale też słuchać głosu młodzieży.

źrodło: EKAI


Warszawscy astronomowie odkryli dwie nowe planety!

Dwie nowe planety swobodne - niezwiązane grawitacyjnie z żadną gwiazdą i przemierzające samotnie naszą Galaktykę - odkryli naukowcy z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Hipotezy tłumaczące powstawanie układów planetarnych, takich jak nasz Układ Słoneczny, przewidują istnienie planet swobodnych, niezwiązanych grawitacyjnie z żadną gwiazdą i przemierzających samotnie naszą Galaktykę. Naukowcy z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego odkryli dwie nowe planety swobodne. Informację o odkryciu przekazał we wtorek PAP prof. Andrzej Udalski z Obserwatorium Astronomicznego UW.

Do tej pory odkryto i zbadano prawie cztery tysiące planet krążących wokół innych niż Słońce gwiazd. Większość metod służących do znajdowania planet pozasłonecznych polega na obserwacji ich macierzystych gwiazd. Można mierzyć ruch gwiazdy wywołany przez obiegającą ją planetę lub szukać niewielkich spadków jasności spowodowanych przejściem planety na tle tarczy gwiazdy - czytamy w informacji przesłanej PAP.

"Metody te umożliwiają znajdowanie setek planet pozasłonecznych, ale nie możemy ich zastosować do szukania planet swobodnych" – mówi Przemysław Mróz, doktorant w Obserwatorium Astronomicznym UW. - "Samotne planety nie emitują światła, nie możemy więc obserwować ich bezpośrednio. Do ich wykrywania stosujemy metodę mikrosoczewkowania grawitacyjnego".

Jeżeli planeta znajdzie się niemal dokładnie między obserwatorem na Ziemi a jakąś odległą gwiazdą (źródłem) w centrum naszej Galaktyki, to grawitacja planety może zadziałać tak, jak olbrzymia soczewka, i skupić światło gwiazdy-źródła. Teleskopy na Ziemi mogą wtedy zarejestrować krótkotrwałe pojaśnienie źródła, zwane zjawiskiem mikrosoczewkowania grawitacyjnego.

Metodą tą możemy znajdować obiekty, które w ogóle nie emitują światła, takie jak planety swobodne. Czas trwania zjawiska zależy od masy soczewki – im mniejsza, tym wywołane przez nią zjawisko mikrosoczewkowania jest krótsze. Typowe zjawiska wywołane przez gwiazdy trwają kilkanaście dni, zjawiska wywołane przez planety – zaledwie kilka godzin.

"Aby dokładnie mierzyć masy planet swobodnych, oprócz czasu trwania zjawiska potrzebne są dodatkowe informacje. Trzeba między innymi zmierzyć prędkość soczewki względem źródła. W tym celu stosujemy technikę +Hollywood+, czyli przyglądamy się największym gwiazdom" – mówi Przemysław Mróz. - "Dosłownie największym, bo gwiazdy-olbrzymy mogą być nawet kilkadziesiąt razy większe niż nasze Słońce".

Naukowcy wykorzystali technikę "Hollywood" do zbadania dwóch zjawisk mikrosoczewkowania, odkrytych w ramach przeglądu nieba OGLE, prowadzonego przez astronomów z UW od wielu lat. Jedno ze zjawisk zostało wywołane prawdopodobnie przez planetę nieznacznie większą niż Ziemia. Jest to jedna z najmniej masywnych planet swobodnych odkrytych do tej pory. Drugie zjawisko zostało wywołane przez obiekt podobny do Jowisza.

"Odkrycia te są zgodne z naszymi wcześniejszymi przewidywaniami, że w Drodze Mlecznej na każdą gwiazdę przypada co najmniej jedna małomasywna planeta swobodna" – podsumowuje wyniki pracy prof. dr hab. Andrzej Udalski, kierownik projektu OGLE.

W publikacji na temat odkrycia wykorzystano obserwacje zebrane przy użyciu Teleskopu Warszawskiego, znajdującego się w Obserwatorium Las Campanas w Chile, a także innych teleskopów – położonych w Nowej Zelandii, Australii, Afryce Południowej i Izraelu.

Artykuł opisujący odkrycie ukazał się w najnowszym wydaniu czasopisma "Astronomy & Astrophysics" i został wyróżniony przez redaktorów pisma jako jeden z najciekawszych w bieżącym numerze.

Współautorami odkrycia i publikacji jest grupa ekspertów z OA UW oraz naukowcy z USA, Korei, Japonii, Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii, Niemiec, Chon, Hiszpanii i Izraela.

Przemek Mróz jest laureatem Stypendium Start Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej i grantu Etiuda Narodowego Centrum Nauki. Projekt OGLE jest współfinansowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (granty naukowe Ideas i Iuventus plus, Stypendia dla Wybitnych Młodych Naukowców, Diamentowe Granty, SPUB), Narodowe Centrum Nauki (granty MAESTRO, Opus, Harmonia, Sonata, Symfonia, Etiuda) oraz Fundację na Rzecz Nauki Polskiej (subsydia profesorskie, programy Team, Homing, Focus oraz Start).

 

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl