Czy jesteśmy kontrolowani przez przyjemność?

Przepowiadaczy przyszłości na świecie było wielu. I choć najgłośniejsi w historii byli ci, którzy w blasku swojej sławy przepowiadali pryszłość świata, jak Nostradamus czy Rasputin, nie o tych jasnowidzach mowa.

Chodzi o tych, którzy przepowiadaczami przyszłości okazali się być poprzez swoją prozę. Przykładów jest wiele, ot choćby nasz rodak – Stanisław Lem, który na początku drugiej połowy XX wieku pisał tak:

W licealnej liście lektur znajdowała się książka, która pokazać nam miała wizję świata w przyszłości. Oczywiście, jak to bywa z wizjami przyszłości, bardziej pesymistyczną, niż optymistyczną – chodzi o „Rok 1984” George’a Orwella. Futurystyczna powieść napisana w 1949 roku przedstawia nam wizję wszechpotężnej władzy aparatu państwowego, który kieruje społeczeństwem poprzez inwigilację i cenzurę. Według wizji Orwella przed ludźmi prawda byłaby ukrywana pod słusznym dla nadawcy przekazem, kultura zostałaby zniewolona, a ludzie mieliby być kontrolowani poprzez zadawanie bólu.

Wcześniej jednak pojawiła się książka, której nie ma w spisie lektur, a która wydaje się być znacznie bardziej trafioną przepowiednią. 87 lat temu, 30 stycznia 1932 roku w Londynie ukazała się książka Aldousa Huxleya – „Nowy wspaniały świat”.

W wizji Huxleya ten, kto kontroluje przekaz medialny zalałby świat tak szerokim pasmem informacji, że nie istniała cenzura, bo nie byłaby potrzebna. Kontrolujący nie musiałby ukrywać prawdy, gdyż ludzie w natłoku nieistotnych bodźców, które dostają nie byliby w stanie jej z nich wyłowić.

Tak jak Orwell obawiał się, że staniemy się kulturą zniewoloną, tak Huxley uważał, że staniemy się trywialną kulturą, pochłoniętą pustymi sensacjami, gonieniem za przyjemnością i obsesją na punkcie medialnych bodźców. Brzmi obco? Nie sądzę.

Być może ujawniły się nastroje czasów, w których te książki były pisane. Być może Orwell piszący po II Wojnie Światowej i w dobie rozkwitu komunizmu na świecie obawiał się, że ludzi zrujnuje to, czego nienawidzimy; zaś Huxley piszący w radosnym XX leciu międzywojennym obawiał się, że zrujnuje nas to, co uwielbiamy.

Jakby nie spojrzeć, to wizja tego drugiego wydaje się być lepiej trafioną przepowiednią.

Podobno dziennie wchłaniamy 34 gigabajty danych – to odpowiednik 100 tysięcy słów. Gdybyśmy porównali to do liczby sprzed zaledwie 15 lat – bylibyśmy zszokowani. Dziś podczas jednej sekundy (!) zostaje wysłanych 8000 tweetów, 2 767 700 maili, z czego 67% to spam i obejrzanych 77 318 wideo na YouTube.

Czy żyjemy dziś w społeczeństwie, które kontrolowane jest poprzez dezorientację przyjemnymi bodźcami? Czy jeszcze jesteśmy w stanie wyłowić prawdę?

Michał Rostański